Krzysztof Penderecki: "Ubu Rex"

Państwo Ubu to postaci prawdziwie odrażające. Nie zostały jednak odmalowane tak, by przerażać. Ani Alfred Jarry, ani Jerzy Jarocki, ani Krzysztof Penderecki nie podstawili ohydzie szkła powiększającego, by stało się naprawdę straszno. Wybrali inny sposób, jeszcze intensywniej działający na wyobraźnię: użyli krzywych zwierciadeł, wykoślawili bohaterów do granic możliwości.
Czyta się kilka minut
 /
/

Parodia stylu Czajkowskiego i Musorgskiego zarazem (“U Cara"), wojna przefiltrowana przez gombrowiczowską wyobraźnię, pokazana jako kwintesencja niedojrzałości i tchórzostwa, ansamble solistów żywiące się kliszami klasycznych operowych scen zbiorowych (pastisz mozartowskich kontrapunktów) - wszystko skąpane w absurdzie i grotesce. Stało się śmieszno i straszno zarazem, a dramaturgiczny talent Pendereckiego, podpowiadając mu postmodernistyczną oprawę, poprowadził go na szczyty.

Lecz “Ubu Rex" to - wbrew tytułowi - dzieło eksponujące przede wszystkim postaci kobiece. Zarówno pod względem psychologicznym, jak i muzycznym, Ubu przy Ubicy, podobnie jak Król Wacław przy Królowej Rozamundzie, to marne karły, powolne i ograniczone. Ubu jest żądny władzy i tchórzliwy, w Ubicy cechy męża zwielokrotnione zostały do granic możliwości (tyle że jest ona bardziej sprytna niż tchórzliwa). To z tej prostaczki uczynił kompozytor clou spektaklu - spektaklu o infantylizmie, mentalnym ograniczeniu, o głupocie, zachłanności...

Muzycznie Krzysztof Penderecki ukształtował tę postać w sposób prawdziwie genialny, a Anna Lubańska (sopran) zrealizowała w pełni, nie tracąc żadnego niuansu: ulukrowana do przesady koloratura, koślawa, karykaturalna, wciąż wypadająca z formy (bo królewska forma jest dla niej nie do ogarnięcia). Ta partia jest jak tapir na Ubiczej głowie zestawiony z kostiumikiem Chanel.

Wielkie operowe dzieło współczesności w premierowym nagraniu (po z górą dziesięciu latach od powstania) to prawdziwa gratka dla melomanów. Solowa obsada doskonała (obok Lubańskiej także Izabella Kłosińska w partii Królowej Rozamundy), a jako że to realizacja live z premierowego spektaklu w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego, słychać szmery sali, kaszlnięcia, drobne niedociągnięcia, które jednak w niczym nie odbierają przyjemności smakowania detali i nie przeszkadzają w ogarnięciu dramatycznego rozmachu tego kongenialnego dzieła.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 24/2004