Kryteria

Tekst pisany w niedzielę wyborczą czytany będzie dopiero po wyborach, może więc łamać reguły ciszy. Jest też zabawą dość specyficzną: pisząc, zadaję bowiem sama sobie pytanie, które z kryteriów, jakie w dzisiejszej decyzji wydają mi się szczególnie ważne i zasadnicze, naprawdę będą miały znaczenie i dla jak wielkiej liczby ludzi w Polsce. Pytanie ważne także najzupełniej osobiście, bo od odpowiedzi zależy moje własne poczucie wspólnoty ze światem - utrzymane czy zagrożone, i w jakim stopniu... Jutro już będzie wiadomo.
Czyta się kilka minut

Najpierw kryteria, które eliminuję. Pierwsze: “czysty ton moralny" u kandydujących. Znalazłam taką formułę u kogoś, kogo bardzo szanuję i poważam. Ale nie ufam żadnym tonom. Bo to nie musi być ton świadectwa. To może być ton np. wzniosłego oburzenia. Także wstrętu. Sęk w tym, że na oburzenie i wstręt bardzo łatwo się zdobyć.

Za łatwo.

Drugie kryterium do odrzucenia: “wrażliwość społeczna". Ono może nie znaczyć nic. Tylko bardzo uwodzicielsko brzmi. W ostatnich dniach wysłuchałam radiowego wieczoru wyborczego, którego wszyscy uczestnicy mówili przepięknie. Kiedy jednak wreszcie jedna z osób kandydujących zaczęła mówić o konkretnym zagadnieniu społecznym, które zapewne będzie przedmiotem troski Parlamentu Europejskiego (prawo pracy i prawo o ubezpieczeniach, różne w każdym z krajów członkowskich), nikt na to nie zwrócił uwagi - wszyscy pozostali przy wzniosłych frazesach (na tym przecież nie trzeba się znać!).

I trzecie kryterium dyskwalifikujące: sama liczba takich słów jak “Polska", “ojczyzna", “wartości" i “nauka społeczna Kościoła". Im bardziej nadużywane, tym większą nieufnością napełniają mnie w stosunku do tego, kto to robi. Niestety, oglądając telewizyjne spoty wyborcze kilku partii (w tym, niestety, i PO), miałam nieodparte wrażenie znajdowania się w samym centrum aktu I “Wyzwolenia": tam, gdzie młodzi ludzie umieją tylko wykrzykiwać.

A teraz z kolei kryteria nieodgadnione. Tajemnicze, przygnębiające. Powodujące np., że w prasowym sondażu uczniowie szkół średnich (a więc jeszcze nie głosujący) gremialnie stawiają na lidera Samoobrony. Gdybyż przynajmniej musieli przy tym powiedzieć, o co im chodzi, jaką nadzieję na lepszy dzień jutrzejszy wiążą z tym, co zdołał on dotąd zaprezentować (nie obiecać!). Albo nieodgadnione kryterium, jakim kierowali się dziennikarze “Rzeczpospolitej", w kolejnych odcinkach relacji (nie promocji!) z kampanii partyjnych konsekwentnie pomijając kandydatów Unii Wolności, podczas gdy zawsze było miejsce na skrajności z prawa i z lewa, nawet te gwarantujące dno poziomu i odpowiedzialności... Można o Gadzinowskim i Tomczaku, ale broń Boże o Grażynie Staniszewskiej, jednej z najlepszych parlamentarzystek tego piętnastolecia?

A pytanie o kryteria refleksji nad słowem wypowiadanym? Co to mogło znaczyć, że wicemarszałek Sejmu, jakby chcąc dodać sobie powagi (?), przywoływał, bagatela, Witosa, Korfantego i Dmowskiego, wszystkich na jednym oddechu, jako że pracowali w parlamentach zaborców. Co to właściwie miał być za argument i jakie fałszywe klisze na temat UE chciał polityk u odbiorców utrwalić? Tak samo jak ci, którzy w Radiu Maryja zachęcali do udziału w wyborach argumentując, że inaczej wejdą do Parlamentu nie-Polacy (?), którzy będą sobie uzurpowali (?) prawo do reprezentowania interesów Polski. Tyle fałszów i obelg na raz, zasiewanych w umysły słuchaczy - bezmyślnie czy cynicznie? I to zaraz po modlitwie albo tuż przed nią...

I na koniec te kryteria upragnione, dla tylu z nas dalej oczywiste, wiązane tym razem nie z partiami, lecz z ludźmi i ich życiorysami. Mądrość. Kompetencje. Bezinteresowność. I potwierdzanie własnym dotychczasowym dorobkiem horyzontu z papieskiej homilii w Gnieźnie przed 25 laty.

Jutro będę znała odpowiedź.

13 czerwca 2004

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 25/2004