Korzenny Korzeniowski

„Spośród wszelkich książek, jakie od najdawniejszych czasów powstały dzięki ludzkiemu talentowi i zabiegom, tylko te, które traktują o gotowaniu, są, z punktu widzenia moralnego, ponad wszelkimi podejrzeniami.

30.07.2019

Czyta się kilka minut

 / ADOBE STOCK
/ ADOBE STOCK

Książka kucharska ma jeden jasny cel. Trudno sobie wyobrazić, by miała inne zadanie niż takie, by przyczynić się do przyrostu szczęścia ludzkości”. 96 lat mija, odkąd Joseph Conrad napisał wstęp do „Poradnika gotowania dla małego gospodarstwa domowego” swojej żony Jess. Czy raczej powinienem powiedzieć Józef Konrad Korzeniowski? Boris Johnson, obiecując rychły brexit, nawet się nie spodziewa, że pierwszym ciosem, jaki spadnie na Królestwo, które z niesmakiem musiała mu powierzyć w zarząd najcierpliwsza z królowych, będzie nota polskiej ambasady z żądaniem, aby jego naród zaprzestał przywłaszczać sobie zasługi wielkiego Polaka, cóż z tego, że spisane po angielsku. Niech wyjście z Unii ich zaboli, polska dyplomacja będzie miała wreszcie jakiś godny cel.

Korzeniowski nie ukrywa, że o gotowaniu nie ma pojęcia i że powoduje nim tylko „uczucie serdecznego zainteresowania”, z którym zwykł patrzeć na krzątaninę autorki. „Dobre gotowanie to czynnik moralny. Za dobre gotowanie uważam sumienne przygotowanie prostego jedzenia stanowiącego część codziennego życia, a nie mniej lub bardziej zręczne kombinowanie czczych bankietów i rzadkich dań. Przyzwoitość w naszym życiu jest w dużym stopniu kwestią dobrego smaku, poprawnego docenienia, co takiego wspaniałego tkwi w prostocie. Sumienne gotowanie, ułatwiając proces trawienia, sprzyja pogodzie umysłu, wytworności myślenia oraz pobłażliwości w spojrzeniu na wady naszych sąsiadów – a to jedyna autentyczna forma optymizmu”.

Korzeniowski bywał umieszczany (w opozycji do relatywisty Gombrowicza) u źródeł szkoły szukającej w literaturze instrukcji hartowania ludzkiej stali. Do niej zaliczano także tego poetę, który o kwestii smaku napisał wielki wiersz, niestety czytany topornie jako prosty pamflet na komunę. Co Herbert rzekłby o optymizmie wyrosłym na grząskim gruncie pobłażliwości? Sobie pobłażał na pewno.

Wspaniałość prostoty i łatwe trawienie – nie każdemu mężczyźnie żona to zapewni. Ba! Nie każdemu narodowi. „Wielki znawca Indian północnej Ameryki wyjaśniał mi przesadne okrucieństwo typowe dla tych dzikusów teorią, że jako rasa cierpią oni na wieczną niestrawność. Szlachetny Czerwonoskóry był zacnym myśliwym, ale jego żona nie opanowała sztuki sumiennego gotowania. Siedem plemion wokół Wielkich Jezior i plemiona Wielkich Równin padło ofiarą dyspepsji. Czerwonoskórzy byli wielkimi wojownikami, wielkimi mówcami, dokonywali wspaniałych wyczynów na otwartej przestrzeni. Ale domowe życie ich wigwamów było naznaczone pożałowania godną drażliwością, która jest skutkiem spożywania źle przygotowanych potraw. Żyli w opłakanej zależności od sztuczek znachorów i szarlatanów, którzy dręczyli ich żywot pustymi obietnicami od kołyski aż po grób”.

Pachnie brzydko? Czytajmy dalej, rasizm jest tu obosieczny: „Znachorzy nowoczesnej cywilizacji żerują na rasach czystej krwi anglosaskiej, która też składa się z wielkich wojowników, mówców i myśliwych. Żadne jednak cnoty nie zapewnią szczęścia, jeśli świadomość narodu będzie lekceważyć szlachetną sztukę gotowania. Wiele zawdzięczamy rozmyślaniom naszych mędrców, ale zdrowa wizja życia rodzi się przede wszystkim w kuchni. A zdrowa wizja życia wyklucza wiarę w mikstury i lekarstwa. Zdrowa wizja życia nie może wszak nie być radosna i pełna życzliwości, tymczasem ten, kto wierzy w działanie mikstur, tonie w pomroce strachów, posępnych giermków zaburzonego trawienia”.

Przy całej ciężkostrawności prozy Korzeniowskiego nie umiem z niej zrezygnować, bo wyznaczył raz na całą epokę ramy myślenia o życiu w cieniu sprzeczności, między siłą zasad a chwiejnością uczuć, między moralnością prawa i amoralnością struktur państwa. Dziś wracam do niego, bo zastanawia mnie, jaki rodzaj dyspepsji trawi rasę czystej krwi słowiańskiej. Obsiedli ją szarlatani sprzedający mikstury – wszak trzy czwarte mediów, także tych poważnych, to podkładka pod reklamy suplementów i pigułek na wszystko. Ich producenci są zaiste złotymi sponsorami debaty publicznej. Ale to prawda również w przenośni. Pora roku sprzyja prostej, zdrowej diecie: dużo surowych warzyw, świeże lipcowe masło, ogórki kwaśnieją aż miło, niosąc naszym trzewiom jakże potrzebne wsparcie bakteryjne. A tymczasem coś się w naszym słoju nieładnie ostatnio kisi, aż sok zmętniał i brzydko się pieni. ©℗

Jeszcze się nie urodził śmiałek, który publicznie odważyłby się napisać, że wie lepiej, jak kisić ogórki. Ilu Polaków, tyle sposobów, choć zadziwia mnie, jak niewiele spotykam prób wyjścia poza uświęconą paletę dodatków od kopru przez chrzan i pieprz po czosnek, ewentualnie papryczkę chilli, która już na dobre się spolonizowała. Moim ulubionym odchyleniem od średniej krajowej są nasiona kolendry (ale nie razem z gorczycą) i nasiona kopru włoskiego (co logiczne, bo pokrewne naszemu). Na ogół mierzi mnie typowa dla naszej cywilizacji próba przyspieszania, ale czasem robię ogórki w wersji błyskawicznej, to znaczy po dokładnym umyciu, a nawet wymoczeniu (jeśli lato jest suche), obcinam końcówki, kroję na pół, wrzucam do dużej torebki do mrożonek (niestety, plastik!) razem z dodatkami i dokładnie mieszam z grubą solą, ugniatam wszystko dość ciasno, zamykam szczelnie i chowam na kilkanaście godzin do lodówki, czasem potem jeszcze trzymam na zewnątrz, jeśli fermentacja ruszyła niemrawo. Po opłukaniu smakują prawie jak prawdziwe małosolne – ale trzeba je zjeść zaraz. Szybko przyszło, szybko poszło.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego powrócił do zawodu – najpierw jako redaktor pierwszego internetowego tygodnika książkowego „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2019