Kopuła jak schron

Dr inż. Krzysztof Rzymkowski, ekspert bezpieczeństwa elektrowni jądrowych: Uderzenie przez terrorystów samolotem obudowa reaktora odczułaby tak jak zwykły pożar na jej powierzchni. Na pewno by jej to nie zniszczyło. Rozmawiała Natalia Sromek

16.11.2010

Czyta się kilka minut

Natalia Sromek: Czy obawia się Pan ataku terrorystycznego na elektrownię atomową?

Krzysztof Rzymkowski: Nie, ponieważ nie wiem, jaki miałby być cel takiego ataku. Jego efektem może być tylko wyłączenie elektrowni z sieci elektrycznej.

Nie miałaby także sensu próba zdobycia materiału jądrowego do produkcji bomby: w obecnie pracujących elektrowniach stosuje się uran o niewielkim wzbogaceniu, które, podobnie jak wypalone paliwo zawierające najbardziej użyteczne materiały do wytwarzania broni jądrowej, wymagają bardzo skomplikowanego procesu technologicznego, aby uzyskać potrzebną ilość plutonu czy uranu o odpowiednim wzbogaceniu.

Równie mało prawdopodobne jest wysadzenie reaktora w celu skażenia okolicy, bo uzyskanie pożądanego skutku wymagałoby rozpylenia ogromnej ilości materiału jądrowego o wysokiej aktywności. Do tego niezbędne jest dostanie się do rdzenia reaktora, co jest niezwykle trudne, gdyż chroni go bardzo złożona konstrukcja: dwie betonowe obudowy (przypominające kopułę) z dwumetrową, wolną przestrzenią między nimi znajdującą się pod stałą kontrolą.

Terroryści porywają samolot i kierują go na elektrownię atomową. Coś nam grozi?

Uderzenie samolotem w elektrownię nie spowoduje jej zniszczenia. Aby uszkodzić budynek reaktora, potrzebny byłby bardzo silny wybuch jądrowy obok niego. W Hiroszimie, ok. 300 m od epicentrum wybuchu w 1945 r., znajdował się budynek o wzmocnionej zbrojeniem konstrukcji, który właściwie nie został zniszczony przez eksplozję. Podobnie zresztą jak tamtejsza stacja kolejowa. Współcześnie budowane obudowy reaktora są potężnie zbrojone. Przeprowadzano badania, w których próbowano rozbić o tę obudowę pojemniki służące do przewozu wypalonego w elektrowni paliwa. Bez skutku zarówno dla pojemników, jak i konstrukcji. Z kolei próby z samolotem kończyły się tym, że samolot ulegał całkowitemu zniszczeniu, a obudowa pozostawała praktycznie nienaruszona.

Przeciwnicy elektrowni atomowych twierdzą, że parametry tych testów nie odpowiadały parametrom, które posiadałby ogromny samolot pasażerski z pełnymi zbiornikami paliwa...

Uderzenie aluminiowym samolotem, nawet z ogromną ilością paliwa, kopuła odczuje tak jak zwykły pożar na jej powierzchni. Ten budynek - obudowa jest jak schron atomowy: zbudowany ze specjalnego betonu, ma grube ściany o bardzo skomplikowanej, zbrojonej siatce, ze specjalną dodatkową stalową konstrukcją w środku. A to tylko sama obudowa elektrowni; podstawa reaktora chroniona jest jeszcze warstwą betonu o kilku metrach grubości. Zagrożenie nie istnieje nawet przy ciężkiej awarii reaktora. Obudowa reaktora, a właściwie cały budynek, powinien wytrzymać bardzo wysokie temperatury i ciśnienie oraz zapewnić szczelność nawet przez kilka tygodni.

Równie trudne, chociaż bardziej realne, jest opanowanie sterowni reaktora. Przechodziłem kiedyś drogę do sterowni, którą musieliby pokonać terroryści. Wymaga ona wielokrotnego potwierdzania tożsamości, także poprzez skanowanie twarzy. Niemniej, taki wypadek miał miejsce w Afryce Południowej, bo zawiedli ludzie. Jednak sterownia jest tylko sterownią: można tam zatrzymać reaktor, ale nie można spowodować jego wybuchu. Terroryści wiedzą, że reaktor nie jest bombą jądrową.

Zatem obudowy bezpieczeństwa chronią z zewnątrz, ale także od wewnątrz.

Tak. Prekursorem takich rozwiązań była Japonia, obawiająca się trzęsień ziemi. Ich skuteczności dowodzi brak zakłóceń pracy reaktorów po potężnym trzęsieniu ziemi w elektrowni Kashiwazaki w 2007 r. Konstrukcja ta jest tak pomyślana, aby uniemożliwić ataki z zewnątrz, a w przypadku trudnej do opanowania awarii wewnątrz obudowy zapobiec wydostaniu się do atmosfery materiałów radioaktywnych. Obudowa chroni również urządzenia sterujące, chłodzące itp., których zniszczenie mogłoby spowodować awarię, także celową, reaktora.

A co z elektrowniami starego typu, bez podwójnej obudowy bezpieczeństwa, których zdobycie i wysadzenie może być demonstracją siły terrorystów?

W krajach, które ze względów politycznych mogłyby być celem takiego ataku, nie ma reaktora, którego celowe uszkodzenie jest możliwe. Starsze typy reaktorów z moderatorem grafitowym, grożące przy ewentualnym zamachu podobnymi skutkami jak awaria czarnobylska, zostały rozebrane, a starsze reaktory wodne o budowie niespełniającej dzisiejszych wymogów bezpieczeństwa są do nich dostosowywane.

Dr inż. KRZYSZTOF RZYMKOWSKI jest emerytowanym inspektorem Departamentu Zabezpieczeń (Safeguard) Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej w Wiedniu i sekretarzem Stowarzyszenia Ekologów Na Rzecz Energii Nuklearnej.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 47/2010

Artykuł pochodzi z dodatku „W stronę atomu 4 (47/2010)