Reklama

Wydanie specjalne TP "Smak wolności"

Kontratak starej Europy

Kontratak starej Europy

03.07.2019
Czyta się kilka minut
Kto tak naprawdę wygrał batalię o nowe rozdanie najważniejszych stanowisk w Unii? Odpowiedź wydaje się dość przewrotna.
Ursula von der Leyden, kandydatka na nową szefową Komisji Europejskiej, Berlin, czerwiec 2019 r. / Fot. Markus Schreiber / AP Photo / East News
Ursula von der Leyden, kandydatka na nową szefową Komisji Europejskiej, Berlin, czerwiec 2019 r. / Fot. Markus Schreiber / AP Photo / East News
J

Jeśli rozbudzony politycznie Parlament Europejski zaakceptuje wyłonionych właśnie przez Radę Europejską kandydatów do głównych funkcji w Unii, a następnie zaakceptuje unijnych komisarzy (także wskazanych przez rządy), wówczas prace nowej Komisji ruszą po wakacjach. Inaczej będziemy świadkami nowych nerwowych rokowań i opóźnionego startu unijnego rządu. Na razie posłowie Parlamentu wybrali właśnie – w środę, 3 lipca – swojego nowego przewodniczącego, zgodnie z życzeniem szefów rządów i państwa, przedstawionym dzień wcześniej. 

Czy Parlament zaakceptuje także inne kandydatury, zobaczymy wkrótce. Ale już teraz można pokusić się o pewne wnioski i prognozy.

Przedmiotem sporu między szefami rządów były, są i będą nie tylko nazwiska, ale najpierw skoncentrujmy się na nich. Większość obserwatorów zakończonych właśnie „targów końskich” w Brukseli, podczas których Rada Europejska (premierzy i prezydenci unijnych państw) wykuwała mozolnie personalny kompromis, wydawała się być zażenowana brakiem zgody i przedłużającą się procedurą wyboru.

Taka jest jednak cena za radykalną zmianę krajobrazu politycznego w Europie. Nie ma już chadecko-socjalistycznego tandemu w barwach niemiecko-francuskich, który kiedyś był w stanie szybko i sprawnie przeprowadzić rozdział stanowisk. Utrata monopolu chadeków i socjalistów w Parlamencie Europejskim, silna pozycja zielonych i liberałów, głębokie podziały w samych państwach oraz pojawienie się rządów niechętnych w ogóle Unii – wszystko to zmieniło reguły gry. Zakulisowe rokowania musiały uwzględnić większe zróżnicowanie, co per saldo sprzyja demokratyzacji działania Unii. Ale ma swoją cenę, także medialną. 


Czytaj także: Jeszcze Unia nie umarła - Olaf Osica po wyborach do Parlamentu Europejskiego


Pierwszą ofiarą tego zjawiska padł Manfred Weber –  „Spitzenkandidat” Europejskiej Partii Ludowej na stanowisko szefa Komisji Europejskiej. Nie chciał go prezydent Macron, Angela Merkel nie była go w stanie przeforsować, a nowy Parlament Europejski – do którego kompetencji należy przegłosowanie kandydatury na szefa Komisji – nie wydawał się zainteresowany wyborem Webera. I dobrze się stało. Do sprawowania tej funkcji potrzeba większości głosów, a nie tylko bycia liderem bloku, który uzyskał najwięcej głosów (ale przecież nie większość) w niedawnych wyborach do Parlamentu Europejskiego – co idea „kandydata wiodącego” ignorowała, tworząc własną definicję procedury demokratycznej. Koniec końców, Weber sam zrezygnował z ubiegania się o kluczowe stanowiska.

Drugą ofiarą – tym razem rywalizacji rządów – stał się Frans Timmermans. Zajmie on wprawdzie – wszystko na to wskazuje – ponownie stanowisko wiceprzewodniczącego Komisji (z prawdopodobną z teką komisarza ds. przemysłu lub/i gospodarki), ale jest to poniżej jego oczekiwań i ambicji. Na jego drodze – jako „kandydata wiodącego” socjalistów – stanęła przede wszystkim Europejska Partia Ludowa, która sprytnie wykorzystała w tym celu sojusz krajów Grupy Wyszehradzkiej oraz Włoch.

W efekcie trzecim przegranym nowego rozdania wydaje się dzisiaj właśnie ten sojusz. Posłużył on za narzędzie podwójnej rozgrywki: francusko-niemieckiej oraz wewnątrzniemieckiej (między tworzącymi tam rząd chadekami i socjaldemokratami, którzy z wielką niechęcią przyjęli nominację Ursuli von der Leyen). Musimy jeszcze poczekać na decyzje w sprawie rozdziału tek w Komisji. Gdyby jednak okazały się one dla nas mało korzystne, byłaby to duża strata dla Polski. Na razie wygląda to tak, że na najwięcej może tu liczyć Słowacja, która mruga jednym okiem do partnerów z regionu, a drugim do Niemiec i Francji.

Z racji wielkości, potencjału i realnych sukcesów gospodarczych oraz sprawowanych wcześniej funkcji – przewodniczącego Parlamentu i szefa Rady Europejskiej (w osobach Jerzego Buzka i Donalda Tuska) – Warszawa musi zabiegać o stanowiska na poziomie wiceprzewodniczących Komisji. Silna teka komisarza to minimum, jeśli mamy ambicję do bycia państwem wpływowym, a nie tylko podążającym za unijnym głównym nurtem. Zwłaszcza, że unijny nurt przechylił się teraz na lewo od tego, co my w Polsce bierzemy za centrum.  

Kto zatem wygrał? Jest taki żart o grze w piłkę nożną, który sprowadza się do tego, że wszyscy grają na najwyższych obrotach, a na końcu i tak zwyciężają Niemcy… W tym wypadku na całym chaosie wygrali nie tyle sami Niemcy, co „stara Europa” – czyli sojusz „założycielskiej szóstki”. Komisja dla Niemiec (jej przewodniczącą ma zostać Ursula von der Leyen, minister obrony w rządzie Merkel), stanowisko szefa Rady Europejskiej dla Belgii (Charles Michael), Europejski Bank Centralny dla Francji (Christine Lagarde) i Parlament Europejski dla Włoch (David-Maria Sassoli). Holandii ma przypaść wiceprzewodniczący Komisji. Spoza tej grupy uwaga zwraca powrót Hiszpanii na eksponowane, choć pozbawione realnego znaczenia stanowisko szefa unijnej dyplomacji (ma nim zostać socjalista Josep Borrell, obecnie szef hiszpańskiego MSZ). Od strony ideowej mamy więc sojusz chadeków, liberałów i socjalistów – czyli fundament polityczny integracji europejskiej.

Konsekwencje tego będą duże. Po rozszerzeniu Unii i przesunięciu jej politycznego centrum na wschód, w okolice Berlina, teraz rozpoczyna się proces jego powrotu w okolice granicy francusko-niemieckiej. Rysuje się nowy podział: na wschód, który jest motorem europejskiej gospodarki oraz na zachód, który decyduje o kierunku rozwoju Europy.

Trudno chyba wyobrazić sobie bardziej przewrotną dla nas realizację hasła powrotu Unii do korzeni integracji…

 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dobry artykul

.

Nietypowe jest to, że wszyscy wydają się uważać wynik (nieostateczny, bo niektóre stanowiska wymagają zatwierdzenia przez PE) za swoją przegraną, czy przynajmniej bolesny kompromis. Przeważnie jest na odwrót ;) Jak mówi chińskie przysłowie, stać prosto to przewracać się jednocześnie w przeciwne strony. Może to w sumie dobrze wróży?

Może ta "nowa" Europa kiepsko się sprawdza?

Wschód Europy nie jest i nigdy nie był motorem gospodarki europejskiej!Nasz wzrost gospodarczy wynika w dużej mierze z transferu kapitału i technologii z zachodu oraz eksportu towarów na zachód.Poza tym zakładanie,że Kaczyńskiemu chodzi o to byśmy mieli silną pozycję w strukturach UE jest błędne!Jemu zależy byśmy byli na marginesie Uni by pokazać Polakom,że nikt nas tam nie chce,nie lubi,jesteśmy marginalizowani itp.itd.Te rzeczy już się dzieją.Wtedy zmienią się nastroje w Polsce i PIS zrobi polexit.

Wschód Europy nie jest i nigdy nie był motorem gospodarki europejskiej!Nasz wzrost gospodarczy wynika w dużej mierze z transferu kapitału i technologii z zachodu oraz eksportu towarów na zachód.Poza tym zakładanie,że Kaczyńskiemu chodzi o to byśmy mieli silną pozycję w strukturach UE jest błędne!Jemu zależy byśmy byli na marginesie Uni by pokazać Polakom,że nikt nas tam nie chce,nie lubi,jesteśmy marginalizowani itp.itd.Te rzeczy już się dzieją.Wtedy zmienią się nastroje w Polsce i PIS zrobi polexit.

Nie jest? To co się stało z tym kapitałem i technologiami? Czyżby rację mieli eurosceptycy, twierdzący, że Polska jest dla Zachodu Europy po prostu rezerwuarem taniej, a w miarę dobrze wykwalifikowanej siły roboczej, gdzie inwestuje się głównie w montownie (korzystnie położone w europejskim obszarze celnym) i supermarkety bynajmniej nie po to, żeby pomóc tubylcom w rozwoju własnego przemysłu i R&D? Na czym w takim razie miałaby polegać wcześniejsza silna pozycja Polski w UE? Na zaszczycie bycia poklepywanym przez prawdziwych decydentów - i to nawet nie po własnych plecach, tylko po tuskowych?

Z pewnością jestem za cienka Bolka na takie dywagacje, niemniej wnioski nasuwają się i takim cieniasom. Jasne, ze eurosceptycy mieli racje z tymi montowniami, tylko nie zauważyli, ze w tych montowniach sa zatrudniani ludzie. Podobnie w supermarketach, nie mówiąc o tym, ze szary człek polski ma niebywałą wygodę robiąc w nich zakupy. Szkoda tylko, ze polscy troglodyci związkowi wymogli wbrew interesom i kupujących, i sprzedających zamkniecie tych supermarketów w niedziele. Co do silnej pozycji Polski - niestety, ale jej siłą były kadry polskiej dyplomacji - kompetentne i znające reguły gry w tym interesie. Stąd obejmowanie przez Polaków wysokich stanowisk w Unii oraz korzystne decyzje w rozmaitych sprawach w miejsce pouczania polskich troglodytów co do europejskich wartości i zasad praworzadnosci. Nie od rzeczy był tez poziom polskiej armii i współpraca w dziedzinie jej uzbrojenia oraz wzajemne kontakty wysokich oficerów wykształconych i znających jezyki. Dziś armia jest zrujnowana, a dowodzą nią niedouki.

Podaję link do kolejnej ciekawej rozmowy w Klubie Jagiellońskim: https://klubjagiellonski.pl/2018/05/20/giza-poleszczuk-jako-socjologowie-stracilismy-zdolnosc-prawdziwej-analizy-rozmowa/?fbclid=IwAR0ih41vqzo1T98bvNVW9Nsza-yPMGAInk9gm5aiYKD4TI189zIPZchJpXs

to prawda, to wyjątkowo absurdalne sformułowanie z tym 'motorem' - kiedy czytam, że napisał je "politolog, manager sektora think-tanków, ekspert spraw międzynarodowych, doktor nauk społecznych i politycznych, przewodniczący rady Ośrodka Studiów Wschodnich im. Marka Karpia" - to gotów jestem pomyśleć, że się z karpiem pozamieniali... ogonami
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]