„Józik” – tak do dzisiaj mówią o nim sędziwi górale. Ksiądz Profesor jest ściśle związany z moim dzieciństwem, pięknem górskiej miejscowości, a przede wszystkim z tutejszą drewnianą świątynią. Gdy był „Józik”, do kościoła szłam chętnie, było radośnie i rozumiałam kazanie. Humor nie opuszczał Księdza Profesora, sypał anegdotami. Mam również jedną w swoich wspomnieniach. W letni wieczór jechałam traktorem z rodzicami z lasu, a tu za nami jedzie Ksiądz Profesor. „Co za wstyd!” – krzyczała moja nastoletnia dusza. Gdy zjechaliśmy na bok, aby odblokować drogę, uśmiechnął się i pomachał. Pamiętam ostatnią Wielkanoc przed jego śmiercią. W lany poniedziałek po sumie Ksiądz Profesor zawsze przyglądał się chłopcom napadającym na dziewczęta z wodą prosto z Dunajca. Miałam wrażenie, że chce się przyłączyć. W te ostatnie Święta też tak patrzył. Krótko po jego śmierci na spotkaniu upamiętniającym Księdza Profesora jego przyjaciel wspominał ich ostatnią rozmowę. Cierpiący Ksiądz powiedział: „Bóg jest. Bóg naprawdę jest”. To zabrzmiało mistycznie. Mistyk – to moje ostatnie, najważniejsze wspomnienie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














