Reklama

Jesteśmy gotowi na oblężenie

Jesteśmy gotowi na oblężenie

14.12.2020
Czyta się kilka minut
Andrzej Betlej, dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu: Muzeum musi dziś dostarczać emocji, przeżyć i wiedzy. Możemy i chcemy to robić.
Okładka dodatku Wawel otwarty na nowo PIOTR KŁOSEK / DZIAŁ DOKUMENTACJI FOTOGRAFICZNEJ WAWELU
G

GRZEGORZ NUREK: Jaki Wawel zastał Pan, obejmując rok temu funkcję dyrektora? Jaki chciałby Pan zostawić następcy?

ANDRZEJ BETLEJ: Zastałem Wawel w bardzo dobrej kondycji. Podczas trzydziestoletniej kadencji dyrektorskiej prof. Jana Ostrowskiego przeprowadzono wiele prac konserwatorskich i stworzono solidne podstawy do dalszych zmian. Wawel jest w przyzwoitej kondycji finansowej.

Zamek jest magiczny i wyjątkowy. Z jego niepowtarzalnym genius loci musi funkcjonować w ramach zmieniającego się otoczenia. Moją wizją jest, aby był miejscem otwartym, do którego każdy chciałby wracać. Aby nie odwiedzało się go jedynie trzy razy w życiu. To miejsce otoczone wielkim szacunkiem, ale też sam Wawel z szacunkiem ukazuje odwiedzającym, jakiego rodzaju przestrzeń wymiany myśli i wrażeń tworzy. Muzeum musi dziś dostarczać emocji, przeżyć i wiedzy. My takich emocji i opowieści możemy i chcemy widzom, którzy są dla nas najważniejsi, dostarczyć. Bo jak powiedział mój przyjaciel, muzeum bez widzów jest tylko kosztownym magazynem zbiorów.

Wawel powinien stać się instytucją, która będzie pokazywać rzeczy nowe w nowatorski sposób, jednocześnie nie przestając czerpać z najlepszych tradycji. Tak powinno być z wystawą „Wszystkie arrasy króla. Powroty”, którą pokażemy w marcu. To ekspozycja totalna, podwójnie jubileuszowa, odwołująca się do tradycji wielkich ekspozycji, które były także moim doświadczeniem jako dziecka i które zrobiły na mnie piorunujące wrażenie, tak jak wystawa w 1983 r. z okazji 300-lecia odsieczy wiedeńskiej, która rozgrywała się na całym zamku. Podobnie będzie z arrasami.

Zanim o nich opowiemy, chciałbym zapytać, jakie prace konserwatorskie czekają Wawel?

W tym roku rozpoczęły się i będą prowadzone także w roku przyszłym prace na parterze skrzydła północnego. Są to pomieszczenia zwolnione przez oddział Archiwum Narodowego. W siedmiu salach zostanie stworzona zupełnie nowa ekspozycja rozbudowanego Skarbca Koronnego. Przestrzenie wymagają badań i remontu konserwatorskiego. To jedno z największych przedsięwzięć.

Wawel potrzebuje także miejsca na ekspozycje zmienne. Przestrzeń, którą dawniej wykorzystywano na wystawy czasowe, obecnie zajmuje ekspozycja namiotów tureckich. Może trzeba będzie się zastanowić nad przedefiniowaniem sposobu użytkowania budynków nr 5 i 9. Ale to byłby wielki projekt, który można by porównać (z zachowaniem proporcji) z Akropolis Wyspiańskiego.

Wawel czeka dostosowanie do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Musimy też zainwestować w nowe oświetlenie dla lepszej (i również nowej) ekspozycji dzieł na obu piętrach zamku. Koszt inwestycji w przyszłym roku to blisko 9 mln zł. Wkrótce rozpoczniemy finansowany z funduszy norweskich remont w jednym z wawelskich oddziałów, tj. Pieskowej Skale. Będą prowadzone prace wykopaliskowe, zostanie wymieniona nawierzchnia dziedzińców, przygotowana nowa wystawa poświęcona sztuce staropolskiej.


Obraz z krakowskiego klasztoru oo. Franciszkanów w pracowni konserwatorskiej na Wawelu. „Madonna z dzieciątkiem Jezus w otoczeniu aniołków” najprawdopodobniej autorstwa Lucasa Cranacha Starszego, XVI w. / FOT. JEREMI DOBRZAŃSKI

Byłbym szczęśliwy, gdyby za parę lat udało się otworzyć wielką wystawę poświęconą Wawelowi średniowiecznemu. Zwiedzanie rozpoczynałoby się od Wawelu Zaginionego, przechodziłoby się do kościoła św. Gereona, ale na otwarcie czekają rezerwaty pod budynkiem nr 8 od strony Wisły. Mało kto wie, że w pobliżu Smoczej Jamy jest kolejny rezerwat archeologiczny. W podziemiach zamku jest drugie lapidarium zabytkowych detali. To wszystko czeka na udostępnienie. Wawel podziemny? To są wielkie inwestycje.

Archeolodzy mają co robić.

Nie tylko archeolodzy. Cały zespół pracowników zamku ma co robić. Przygotowywanie wystaw to wieloletni i pracochłonny proces.

Najbardziej wyczekiwanym wydarzeniem będzie ogromna, planowana na 18 marca 2021 r. wystawa „Wszystkie arrasy króla. Powroty”. W podtytule wystawy pojawiają się trzy daty: 2021–1961–1921.

Powrót arrasów w 2021 r. to, jak ja to nazywam, wielka gala arrasów, dowód, że chcemy pracować z własną kolekcją. To również upamiętnienie dwóch rocznic. 18 marca 1921 r. podpisany został traktat ryski pomiędzy odrodzoną Polską a Rosją sowiecką. Na mocy tego traktatu wrócił zagrabiony przez zaborcę zbiór arrasów. To nie tylko kolekcja królewska, ale też kolekcja Rzeczypospolitej, bo zgodnie z zapisem poczynionym przez króla Zygmunta Augusta arrasy trafiły do skarbu państwa. Bezcenne obiekty wróciły po 1921 r., ale już w 1939 r., w związku z wybuchem II wojny światowej, znów trzeba było je zabezpieczyć i wywieźć z kraju. Dopiero w 1961 r. wróciły z Kanady.

Pokażemy wszystkie arrasy, które posiadamy – nawet najdrobniejsze ich fragmenty, nawet te uszkodzone.

Z Petersburga wróciły w złym stanie.

Od tego momentu nieustannie są konserwowane. To jeden z największych programów konserwatorskich w historii Wawelu. Nie wszystkie zresztą wróciły do Polski, niektóre zostały w Ermitażu. Po prostu w 1921 r. były w częściach, fragmentach i nie zostały na czas zidentyfikowane. Potem przyjechał już tylko jeden arras z Rosji. W 1979 r. władze Związku Radzieckiego podarowały go (a raczej zwróciły), jak to wówczas mówiono, „w dowód braterstwa i przyjaźni”. Trafił do Zamku Królewskiego w Warszawie. Ten arras też pokażemy.

Król Zygmunt August zamówił w Brukseli 160 arrasów. Nie bez znaczenia był wybór tematyki.

Pokażemy 136 obiektów: pełne serie i arrasy zdekompletowane. Ale zapewniam, że nawet dostęp do fragmentów będzie niepowtarzalnym przeżyciem. Opowieść o nich opatrzymy szerokim komentarzem. Bogactwo tej kolekcji świadczyło i świadczy o wspaniałości władcy. Był to, posługując się współczesnym określeniem, przemyślany przekaz medialny mający podkreślić splendor władcy i dworu. Arrasy były wożone z królem, wystawiano je podczas doniosłych uroczystości. Także później, w XX wieku, uświetniały najważniejsze wydarzenia, np. pogrzeb Józefa Piłsudskiego czy wizytę Jana Pawła II na Wawelu.

Ich tematyka jest głównie biblijna, ale są też liczne przedstawienia zwierzęce i roślinne. Sceny z Księgi Rodzaju niosły społeczno-moralno-polityczne przesłanie. Arrasy podkreślały także cnoty królewskie. To nie był odosobniony wybór. Arrasy o podobnej tematyce znajdowały się w najważniejszych rezydencjach europejskich, np. Habsburgów. Znajdziemy je też w Escorialu pod Madrytem, ale tamtej kolekcji w żaden sposób nie można porównać z wawelską. Arrasy na Wawelu to unikatowa, największa kolekcja europejska. Tak duże zamówienie czyniło z króla wyjątkowego mecenasa sztuki.

Nie będzie problemów z dostaniem się na wystawę? Gdy minie pandemia, Wawel znów będzie oblężony.

Zwiększyliśmy limity wejść, jesteśmy przygotowani na oblężenie, tęsknimy za turystami. Dużym ułatwieniem jest wprowadzona przez nas sprzedaż biletów online. Narzekano przez całe lata, że na Wawelu jest drogo. Od stycznia po raz pierwszy wprowadziliśmy wszystkie możliwe (i tak naprawdę obowiązujące) zniżki, np. na Kartę Krakowską, Kartę Dużej Rodziny. Honorujemy właściwie wszystkie karty rabatowe. Ustawowo jest też zagwarantowany jeden dzień w tygodniu wejść bezpłatnych. Wizyta na Wawelu naprawdę nie musi się już wiązać z olbrzymimi wydatkami. Chcemy być otwarci. Jesteśmy otwarci. Zapraszamy.

Będzie też wystawa o smoku wawelskim, a w wawelskich oddziałach, we dworze w Stryszowie i na zamku w Pieskowej Skale, planują Państwo pokazać prace Józefa Wilkonia.

Z Baszty Sandomierskiej roztaczają się piękne widoki na Kraków, ale co szkodzi pokazać tam również wystawę o smoku. Kilka lat temu była arcyciekawa wystawa jemu poświęcona. Myślę, że ta ikona zamku powinna zostać na stałe upamiętniona nie tylko przez Smoczą Jamę czy pomnik u jej wylotu. To kwestia filozofii muzeum; stwarzać odbiorcom kultury preteksty do wizyt, proponować interesującą, angażującą narrację. Temu też ma służyć wystawa prac lubianego rzeźbiarza i ilustratora Józefa Wilkonia. To jednak nic nowego. Sztuka współczesna była, jest i będzie obecna w wawelskich ekspozycjach. Obecnie w budynku nr 5 pokazujemy wawelską kolekcję dzieł sztuki XX wieku, także kilka mniej znanych obrazów Witkacego.

Był Pan kilka lat w Radzie wawelskiego muzeum. Czy coś Pana zaskoczyło, gdy już został dyrektorem?

Z profesorem Ostrowskim współpracowałem od lat, jest moim nauczycielem. Bywały takie czasy, że na Wawelu pojawiałem się codziennie. Zasiadanie w Radzie Muzeum dało mi bardzo wiele: znajomość struktury, zasobów, zasad funkcjonowania instytucji. Korzystam z tych doświadczeń. Wystawę o arrasach przygotowują najwybitniejsi znawcy tematu. Moim zadaniem jako dyrektora jest jedynie zapewnić wystawie finansowanie. A trzeba wiedzieć, że to koszt porównywalny z budżetem dobrego filmu.

Gdy zostawałem dyrektorem Muzeum Narodowego w Krakowie, znałem, jak myślę, 30 procent zespołu. Gdy zostałem dyrektorem zamku na Wawelu, znałem­ właściwie wszystkich. Wtedy łatwiej i ­zarazem trudniej zarządzać instytucją. Bo wokół sami uczniowie, koledzy historycy sztuki, przyjaciele.

Strzałem w dziesiątkę są filmiki m.in. z cyklu „Przez dziurkę od klucza”, które można oglądać w internecie. Udostępniacie wystawy online, wirtualne oprowadzania. Podobno powstaje też serial „Wawel. Królestwo odkryte”.

Hasło „Wawel otwarty” bardzo mocno wybrzmiało w świecie wirtualnym. W produkcję filmików #przezdziurkęodklucza (koordynowaną przez Magdalenę Młodawską), których pomysł zrodził się podczas spotkania Zespołu Kreatywnego Zamku Królewskiego na Wawelu, zostali zaangażowani prawie wszyscy wawelczycy. Paradoksalnie dzięki pandemii Wawel stał się bliższy, filmy można bowiem oglądać z dowolnego zakątka na świecie. Co więcej, znacznie rozszerzyliśmy formułę naszych prezentacji. Liczymy oczywiście na to, że widzowie zaciekawieni filmami wrócą na Wawel, gdy tylko będzie to możliwe. Stworzyliśmy od podstaw platformę edukacyjną www.waweledukacja.com. Liczba godzin lekcyjnych, które zaproponował szkołom nasz dział oświaty, jest oszałamiająca. Wawel jest doskonałym pretekstem do autentycznego doświadczania historii.

Będziemy pokazywać arcydzieła z kolekcji wawelskiej. W zbiorach mamy portret Władysława Wazy – depozyt z nowojorskiego Metropolitan Museum of Art. Co parę lat odnawialiśmy jego prolongatę, teraz przyszło pismo, że dają nam ten obraz w prezencie. A to dzieło niezwykle cenne, związane z pracownią Rubensa. Niedawno do konserwacji i w depozyt otrzymaliśmy obraz najprawdopodobniej Cranacha Starszego „Madonna z dzieciątkiem Jezus w otoczeniu aniołków”. Chciałbym pokazywać zwiedzającym obiekty wyjątkowe.

A Pana ulubione dzieło sztuki na Wawelu?

„Jowisz malujący motyle” Dosso Dossiego i najpiękniejszy staropolski portret – „Portret Stanisława Tęczyńskiego” łączony z pędzlem Tomasza Dolabelli. Ale ja po prostu lubię doświadczać Wawelu. Źródłem tego osobistego doświadczenia jest choćby wejście do Sali pod Ptakami, gabinet holenderski i Sala Senatorska. ©

DR HAB. ANDRZEJ BETLEJ, prof. UJ – historyk sztuki, w latach 2012–2016 dyrektor Instytutu Historii Sztuki UJ, w latach ­2016–2020 dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie, od stycznia 2020 r. dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu, wiceprzewodniczący Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa.

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]