Lata Marka Jędraszewskiego jako arcybiskupa to bolesna rana krakowskiego Kościoła. Wszystko ma swoje początki w 2002 r., gdy wybuchła afera abp. Paetza, dotycząca molestowania kleryków. Marek Jędraszewski był wtedy biskupem pomocniczym w Poznaniu (i profesorem Wydziału Teologicznego UAM).
Może rzeczywiście jeździł do nuncjusza apostolskiego, abp. Józefa Kowalczyka, z informacją o tych zdarzeniach – jak to przedstawiał po latach. Jednak, a są to twarde dowody, podpisał list otwarty w obronie abp. Paetza i na spotkaniu z proboszczami Archidiecezji Poznańskiej usilnie namawiał uczestników do podpisywania się pod tym listem.
Później było już tylko gorzej, szczególnie gdy został metropolitą krakowskim. Abp Jędraszewski zaczął pozycjonować się jako biskup PiS-owski. To była jakby jego tarcza obronna – każda ewentualna krytyka jego osoby stawała się atakiem na wartości chrześcijańskie (czytaj: PiS-owskie). Skrajni zwolennicy prawicy rozpoczynali nagonkę na kogoś, kto próbował nawet delikatnie krytykować „ich arcybiskupa”.
Pamiętam procesję Bożego Ciała, której przewodniczył. Kazanie, które wygłosił na Rynku przy kościele Mariackim, do dziś uważam za antyprzykład głoszenia homilii. Był to miniwykład z historii Polski, niemający jakiegokolwiek związku z czytaniami liturgicznymi. Czułem, że w pewien sposób lekceważy się tajemnicę Najświętszego Sakramentu kosztem wątpliwej – przynajmniej dla mnie – historiozofii.
Niedawno na arcybiskupstwie krakowskim ideologa zastąpił człowiek głębokiej wiary, który na pewno nie będzie pozycjonował się jako biskup PiS-u czy PO, człowiek, który jest autorem wstrząsającej, nowatorskiej Drogi Krzyżowej na krakowskich Błoniach podczas Światowych Dni Młodzieży w 2016 r.
W mediach społecznościowych prawicy zaczęła się kolejna nagonka na kard. Rysia, płacz nad przyszłością Kościoła krakowskiego, współczucie wiernym Archidiecezji Krakowskiej. Słowo „lewak” to najdelikatniejszy epitet, jaki się pojawiał.
A ja widziałem radość z wyboru kardynała Rysia na naszego arcybiskupa nie tylko wśród moich znajomych (różnych orientacji politycznych, różnych zawodów, wieku, płci), ale także u kelnerki w stołówce uniwersyteckiej, u studentów w kolejce, u sprzedawczyni w moim lokalnym sklepiku itd.
Tych zwolenników prawicy, przyznających się do wiary, którzy ronią teraz łzy nad Kościołem krakowskim i stawiają na piedestał abp. Jędraszewskiego, prosiłbym o zrobienie rachunku sumienia odnośnie do pierwszego przykazania („nie będziesz miał Bogów cudzych przede Mną”): ideologia czy sprawy Boże?
Jacek
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














