Największą zagwozdką dla szanującego się autora kryminałów jest to, jak przedstawić proces myślowy, który stoi za rozwiązaniem arcytrudnej zagadki. Twórcy filmów i seriali mają do dyspozycji tricki montażowe, manipulowanie tempem i perspektywą oraz muzykę, która obwieszcza, że na ekranie dzieje się wielki koncert dedukcji.
Pisarze mają tylko słowo. To za jego pomocą wyostrzają albo mącą wyobrażenia o tym, jak pracuje genialny umysł. Czasami też się ze swoich bohaterów podśmiewają.
„Mój umysł buntuje się w okresie nieróbstwa. Daj mi jakieś problemy, daj mi pracę, najbardziej skomplikowany szyfr lub dogłębną analizę do wykonania, a znów wrócę do formy. Wtedy sztuczne podniety nie będą mi do niczego potrzebne. (...) Rwę się do najwyższych uniesień umysłowych, dlatego wybrałem tę wyjątkową profesję lub raczej ją stworzyłem” – takie przechwałki wkłada w usta perorującego Sherlocka Holmesa, detektywa i kokainisty, Artur Conan Doyle w „Znaku czterech”.
W czym tkwi sekret zawodu detektywa
Bohater „Zniszczonej mapy”, powieści Kōbō Abe z 1967 r., to prywatny detektyw, który nie wierzy w nagłe olśnienia. Jest wyznawcą skrupulatności i opanowania. Jednocześnie wie, że lwia część jego zawodu to pozorowanie tego, że ma się kontrolę nad sytuacją. „Nasza praca polega na tym, żeby zachowywać się tak, jakby wszystko było z góry wiadome, choć nie istnieją ustalone zasady postępowania dla każdej sprawy” – powtarza sobie, kiedy pierwszy raz odwiedza mieszkanie nowej klientki, pani Nemuro.
Używa techniki dokładnego do granic absurdu mapowania rzeczywistości. „Brzeg kawałka materiału zasłaniającego wizjer, znajdujący się mniej więcej na wysokości oczu, lekko się unosi, słychać dźwięk zdejmowanego łańcucha, obraca się gałka i drzwi otwierają się ciężko i powoli, jakby ważyły tonę” – rejestruje. „Nie widzę wyraźnie, bo w pomieszczeniu panuje mrok, ale to kobieta, i to młodsza, niż się spodziewałem”.
Nietypowo typowy początek „Zniszczonej mapy”
W „Znaku czterech” z intrygującą sprawą zgłasza się do Holmesa młoda kobieta. Jest klientką idealną, wie, czego chce, starannie przechowuje dokumenty i przedmioty, które mogą pchnąć śledztwo na właściwe tory. Panna Morstan ma także inne przymioty i doktor Watson zakochuje się w niej po uszy. Natomiast pani Nemuro, która w „Zniszczonej mapie” zleca detektywowi poszukiwanie zaginionego męża, jest klientką wycofaną i niepewną własnego statusu.
Wydaje się osobą przezroczystą do tego stopnia, że detektyw początkowo nie jest w stanie nawet zapamiętać jej twarzy. Nie udziela mu istotnych informacji o mężu, tylko odsyła do swojego brata, który na własną rękę prowadził śledztwo w sprawie zaginięcia szwagra. Z jednej strony pani Nemuro na własne życzenie oddaje sprawy w ręce mężczyzn. Z drugiej, ma władzę, dawkuje tropy, jakby odmierzała je kroplomierzem.
W tej niejednoznaczności przypomina tytułową bohaterkę „Kobiety z wydm”.
Dramat i fantastyka. Kim jest Kōbō Abe
Przez długi czas Abe był w Polsce znany przede wszystkim jako autor tej właśnie powieści z 1962 r. Polski przekład Mikołaja Melanowicza ukazał się sześć lat później. W latach 70. w „Dialogu” opublikowano dwa dramaty Japończyka – „To ja jestem duchem” oraz „Przyjaciele: czarna komedia w trzynastu scenach”. Od końca lat 60. to teatr stał się dla Abe główną przestrzenią twórczości, przez prawie dekadę prowadził własne studio teatralne.
Ale wróćmy do Polski. W latach 90., już po śmierci pisarza, ukazały się w serii „Biblioteka Japońska” wydawnictwa Wilga powieści „Schadzka” i „Czwarta epoka” oraz zbiór dramatów, opowiadań i esejów pt. „Urwiska czasu”. Jednak te futurystyczne, dystopijne i surrealne fabuły chyba nie trafiły na swój czas.
Dopiero kiedy w 2025 r. Karakter wznowił „Czwartą epokę” (w przekładzie Melanowicza), napisana prawie siedemdziesiąt lat wcześniej fantastyka naukowa wybrzmiała aktualnie. Kiedy powstawała, Abe należał do Japońskiej Partii Komunistycznej (parę lat później opuścił jej szeregi). Trwa zimna wojna, myślące maszyny prognozują przyszłość. Sztuczna inteligencja wspomaga eksperymenty genetyczne i manipulacje ludzkim mózgiem.
Za tym wszystkim kryją się macki spisku, któremu Abe przygląda się przez pryzmat rozpadu egzystencji profesora Katsumiego, tak usilnie niechcącego mieszać się w politykę, że aż wpadającego w jej ramiona.
Dziś nie trzeba wybujałej wyobraźni, aby uznać scenariusz wymyślony przez pisarza za całkiem realistyczny.
Co się wydarza w „Zniszczonej mapie”
„Zniszczoną mapę”, która właśnie ukazała się nakładem PIW-u w przekładzie Anny Zielińskiej-Elliott, Abe napisał w roku 1967, w okresie fascynacji nowofalową kinematografią. Po sukcesie ekranizacji „Kobiety z wydm” współpracował z reżyserem Hiroshim Teshigaharą przy adaptacji powieści „Twarz innego”, a potem „Zniszczonej mapy”. Zresztą już w tekście książki nie brakuje scen budowanych jak kadry gotowe do sfilmowania.
Zaginiony mąż, Hiroshi Nemuro, dosłownie zapadł się pod ziemię. Wyszedł z domu pod pretekstem przekazania asystentowi firmowych dokumentów. Żona obserwowała go z okna. Minął pobliską latarnię i dziesięć kroków dalej zniknął w studzience odpływowej. To nie jest historia, w którą skrupulatny detektyw mógłby uwierzyć. Jednak inne tropy, których jest tyle, co kotek maneki-neko napłakał, nie prowadzą do żadnych racjonalnych rozwiązań. Może pan Nemuro po prostu chciał zniknąć i nie zostać odnalezionym?
Bezimienny detektyw jest sfrustrowany, potrzebną mu jak tlen mapę śledztwa wypełniają białe plany. Tytułowa mapa ma tu zresztą wiele znaczeń. Z jednej strony to labirynt dróg, ulic, skrótów i objazdów, jednym dający szansę na dotarcie do celu, a innych zwodzący. Z drugiej, to system ograniczonej przestrzeni, którą zna się jak własną kieszeń.
Przestrzeni bezpiecznej, bo nawet jej mroczne zakątki i ślepe zaułki zostały zmierzone i opisane. Można by życie z mapą przyrównać do nieopuszczania „strefy komfortu”. Dobra mapa nie przewiduje niewiadomych. Jednak prowadząc swoje nierokujące śledztwo, detektyw ze strzępami mapy w ręku zostanie zmuszony do wyjścia ze strefy komfortu.
Między Melem Brooksem a Raymondem Chandlerem
Po „Czwartej epoce” porównywano Abe do Philipa K. Dicka, po „Kobiecie z wydm” do Franza Kafki i Alberta Moravii, po „Schadzce” znowu do Kafki oraz do Lewisa Carrolla, Hieronima Boscha i Mela Brooksa, a po „Zniszczonej mapie” do Alaina Robbe-Grilleta i Raymonda Chandlera. Japończyk nie odżegnywał się od zachodnich, zwłaszcza europejskich, inspiracji. Jednak sprowadzanie go do błyskotliwego kopisty byłoby niesprawiedliwe. Abe, który pisanie łączył z fotografowaniem, awangardowym teatrem i filmem, wypracował własną semantykę.
„Zdania Abe są nieskazitelne jak kryształy, lecz nigdy nie wiesz, jaki kształt lub kolor będzie miało następne. Nie można się na niego przygotować; jest pisarzem, którego wielkość wynika z tego, że – jak ujął to Wordsworth – tworzy smak, dzięki któremu będziesz się nim delektować” – trafnie opisał ten fenomen John Self w „Guardianie”. Te zdania i powstające z nich akapity są najczęściej zapisem egzystencjalnego i tożsamościowego rozpadu, ale formalnie są zwarte, a pod kątem stylu zapięte na ostatni guzik.
Dlaczego fakty są jak ostrygi
„Zniszczona mapa” to metonimia śledztwa na opak. Świadkowie zatajają najważniejsze wskazówki, fabrykują dowody i zmieniają wersje zdarzeń. „Fakty mają to do siebie, że są jak ostrygi. Im bardziej ich człowiek dotyka, tym szczelniej się zamykają, aż nie da się do nich dotrzeć. A jeśli próbuje się je na siłę otworzyć, zdychają i wszystko na nic” – mimo to detektyw brnie dalej w dochodzenie.
Zleceniodawczyni, jej szemrany brat czy młody asystent pana Nemuro – ktoś z nich wydaje się winny. Jedyne dowody, jakie ma detektyw, to dowody na to, że powinien czym prędzej rzucić zlecenie. Oczywiście tego nie robi, bo rozwiązanie zagadki nie jest tu stawką. Walka toczy się o niego samego.
Nierokujące śledztwo sprawia, że w każdym wymiarze jego osobowości jest go coraz mniej. Relacjonowanie zdarzeń, katalogowanie przedmiotów i mapowanie przestrzeni – to mu pozostanie, kiedy inne tryby dedukcji zawiodą. Choć jego rozum wywiesza białą flagę, on sam nie przestaje poruszać się po mapie. Z metodycznego detektywa zmienia się w rozedrganego kartografa.
Po przeczytaniu ostatniego zdania powieści długo można snuć domysły, co się wydarzy „zniszczonemu” detektywowi. A my życzmy sobie, żeby do wznowionej „Czwartej epoki” i premierowej „Zniszczonej mapy” wkrótce dołączyły polskie przekłady innych powieści Abe, jak „Twarz innego” czy „The Box Man”.
Kōbō Abe, ZNISZCZONA MAPA, przeł. Anna Zielińska-Elliott, PIW, Warszawa 2026
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.











