Tłumaczymy i czytamy coraz więcej japońskiej literatury

Czego szukamy w najnowszych, popularnych opowieściach z Tokio?

10.11.2023

Czyta się kilka minut

Scenariusze przedstawień Nō, jednego z klasycznych gatunków japońskiego teatru. / fot. Joanna Rudniańska
Scenariusze przedstawień Nō, jednego z klasycznych gatunków japońskiego teatru. / fot. Joanna Rudniańska

Pochmurny poniedziałek. „Zwykle nie lubię wychodzić z domu podczas deszczu, ale dziś postanowiłam sprawdzić, jak mi się będzie pracowało w nowej kawiarni” – czytamy na ekranie. Przestronne wnętrze znajduje się wysoko nad tokijskim skrzyżowaniem Shibuya, które tego dnia nie wygląda na najbardziej zatłoczone miejsce na świecie. Kolorowe plamy parasoli niespiesznie przecinają szeroką ulicę. Po chwili na stoliku pojawia się kubek kawy i spory kawałek baskijskiego sernika, konsystencją przypominający dojrzały camembert. Zaopatrzona w widelczyk drobna dłoń sięga po kremowe wnętrze ciastka.

Cisza życia

Kim jest twórczyni filmu? Nie wiemy, jak ma na imię, nie zobaczymy jej twarzy, nie usłyszymy głosu. Wszystko, co chce nam o sobie powiedzieć, czytamy w napisach pojawiających się co jakiś czas na dole ekranu: „tak wygląda mój poranek”, „to warzywniak, w którym zwykle robię zakupy”, „w ten sposób przygotowuję szybki omlet na lunch”, „lubię spacerować bez celu”. Spojrzenie przez okno sypialni na dachy okolicznych budynków, szum żółtych wagoników metra, podglądanie kota, relaksująca muzyka w tle – z tego składają się kolejne ujęcia jej nagrań.

Rutyna, zwyczajny, samotny – to najwłaściwsze słowa opisujące treść tzw. cichych vlogów (ang. silent vlogs), do których należy oglądany przeze mnie kilkunastominutowy film na YouTubie. Ten szczególnie popularny w Japonii i Korei Południowej styl nagrań kładzie mniejszy nacisk na osobę twórcy, a większy na estetykę filmowego obrazu rejestrującego codzienny przepływ czasu. „O co tyle szumu?” – pisał przewrotnie o „cichych vlogach”, odkrywszy ich niezwykłą popularność, pracujący w japońskim oddziale YouTube’a specjalista od trendów Makoto Maeoka. Nagrania, których oglądalność bardzo wzrosła w czasie pandemii, skupiają się bowiem na błahych czynnościach, takich jak gotowanie i spożywanie posiłków, sprzątanie i zmywanie naczyń, podróże do pracy, bezcelowe spacery po mieście czy oglądanie seriali. Wszystko to odbywa się bez słowa komentarza, przy kojącej muzyce, a nierzadko – w zupełnej ciszy, przerywanej jedynie odgłosami wykonywanych czynności. 

„Taki styl najwyraźniej pomaga naszym widzom się relaksować, pozwalając na ucieczkę od stresującego życia” – domyśla się Maeoka. A może jest motywacją do wypełniania tych samych, żmudnych obowiązków we własnym domu? „Cisi vlogerzy” wydają się pogodzeni z monotonią codzienności, potrafią czerpać przyjemność z powszednich spraw. Może towarzyszenie im sprawia, że sami czujemy się na co dzień trochę mniej zmęczeni i samotni? Jakakolwiek byłaby przyczyna popularności azjatyckich silent vlogów, podobnie pocieszycielską rolę odgrywa coraz częściej czytana w Polsce japońska literatura. 

Odległy punkt

Już szybki przegląd raportów Biblioteki Narodowej pozwala stwierdzić, że literaturę japońską tłumaczymy w ostatnich latach chętniej niż czeską, włoską czy szwedzką. Duży wpływ na taki stan rzeczy mają popularne wśród młodych czytelników mangi – prawie połowę wszystkich tłumaczonych na język polski komiksów dla młodzieży stanowią właśnie one. Ale jeśli spojrzymy na dane dotyczące przekładów beletrystyki, okaże się, że literatura z Tokio i tutaj radzi sobie bardzo dobrze. Najwięcej przekładamy na język polski prozy amerykańskiej (17 proc.) i angielskiej (16 proc.), znaczące miejsce na półkach naszych księgarń zajmują również powieści i opowiadania francuskie (13 proc.) oraz rosyjskie (6 proc.), ale zaraz potem pojawiają się właśnie pozycje japońskie (4 proc.). Tłumaczki, z którymi rozmawiam, odczuwają tę zmianę na rynku książki także w liczbie telefonów odbieranych z przeróżnych redakcji.

– Jeszcze pięć lat temu moje koleżanki, świetne tłumaczki, wysyłały do wydawnictw propozycje przekładów literatury japońskiej i nie dostawały żadnej odpowiedzi. Dziś mają problem, by wyrobić się ze zlecaną im pracą – mówi w rozmowie z „Tygodnikiem” Beata Kubiak Ho-Chi. Autorka książek o estetyce i sztuce Japonii, tłumaczka Yukio Mishimy i Hiromi Kawakami przyznaje, że do niedawna była na bieżąco ze wszystkimi tytułami przekładanymi z języka japońskiego na polski, ale dziś wydaje się ich tak dużo, że nawet specjaliści nie nadążają ze śledzeniem nowości. Wciąż powiększa się także kształcone na czterech krajowych japonistykach grono tłumaczek i tłumaczy, którzy niedługo po skończeniu studiów mają okazję sprawdzić się w zawodzie.

Ale nie tylko nowe tytuły cieszą się powodzeniem wśród polskich czytelniczek i czytelników. Wydany dekadę temu przez krakowski Karakter zbiór próz Hiromi Kawakami „Nadepnęłam na węża” doczekał się właśnie trzeciego wznowienia. Podobnymi sukcesami mogą się pochwalić wydawcy twórczości Yoko Tawady. Wciąż inspiruje nas autor „Złotej pagody” i „Wyznania maski” Yukio Mishima, noblista Yasunari Kawabata (wyd. Czytelnik wydaje w tym tygodniu jego opowiadania), czy Haruki Murakami (najnowszy zbiór felietonów autora „Przygody z owcą” ukazał się wiosną tego roku). Piąte urodziny obchodzi stołeczne wydawnictwo Tajfuny zajmujące się przekładem i promocją wyłącznie literatury pochodzącej z Azji Wschodniej.

– Oczywiście, w Polsce klasyka japońskiej literatury jest obecna od dekad, można ją było poznawać między innymi dzięki słynnej czarnej serii PIW-u – przyznaje prezeska wydającej wiele japońskich tytułów Grupy Wydawniczej Relacja, Anna Zdrojewska-Żywiecka. – Dobrze znamy japoński teatr, interesujemy się estetyką i kaligrafią, a wielu z nas po prostu marzy o podróży do Japonii. Lubimy ten wyspiarski kraj jako najbardziej odległy punkt na mapie.

Wszystko płynie

Skoro o podróżach – przenieśmy się znów do jednej z tokijskich kawiarni. Nazywa się Funiculi Funicula (nazwa w tajemniczy sposób nawiązuje do pieśni neapolitańskiej, napisanej pod koniec XIX w. z okazji inauguracji kolejki – po włosku funicolare – prowadzącej na Wezuwiusza) i nie serwuje co prawda baskijskich serników, ale coś znacznie bardziej wyszukanego: podróże w czasie. W kawiarni można jednak posiedzieć tylko tyle, ile mija do wystygnięcia zamówionego napoju – tyle właśnie mamy czasu na załatwienie swoich spraw w przeszłości albo przyszłości. Tak z grubsza wygląda fabuła opowieści jednego z popularniejszych dziś w Polsce japońskich pisarzy, Toshikazu Kawaguchiego. Wchodząc do Empiku nie sposób nie zauważyć kolejnych tomów jego serii „Zanim wystygnie kawa” – kupiliśmy już ponad 200 tys. egzemplarzy (poza Stanami Zjednoczonymi autor nigdzie nie odniósł takiego sukcesu).

 

O przyczyny popularności Kawaguchiego w Polsce pytam jego wydawczynię. Anna Zdrojewska-Żywiecka odpowiada: – Okres pandemiczny, wybuch wojny w Ukrainie, a potem szereg innych problemów, z którymi się mierzymy w naszym kraju, sprawiły, że książki stawiające opór, takie, które pozostawiają czytelników z poczuciem braku wpływu na rzeczywistość, wybieramy znacznie rzadziej. Zamiast tego chętniej sięgamy po lektury, które można określić jako comfort books – książki, które nadal dotyczą fundamentalnych dla naszego życia tematów, ale robią to w sposób pozwalający odnaleźć sens w codzienności. Szukamy w światach przedstawionych bezpiecznych przestrzeni.

Spróbujmy spojrzeć na ten problem jeszcze szerzej. Niedoceniane wciąż należycie doświadczenie globalnej pandemii, a także bliskość wojny, objawiająca się zarówno setkami tysięcy dramatycznych obrazów, jak i napływem do naszego kraju miliona dotkniętych lękiem o własne życie migrantów, unaoczniły nam niezwykle mocno przemijalność życia. Za popularnym południowokoreańskim filozofem Byung-Chul Hanem można by powiedzieć więcej: „nasze życie nigdy nie było tak przemijalne jak dziś”. Jeśli nie jesteśmy pewni swojej wiary, nie czerpiemy oparcia w żadnej z religijnych wspólnot, nic nie daje nam niezbędnej do przeżycia obietnicy trwania i stałości. To mogłoby tłumaczyć głód opowieści, które w prosty i przystępny sposób objaśniają nam ten stan rzeczy i niosą pokrzepienie.

– Zdania w prozie Kawaguchiego rzeczywiście są proste i krótkie, nic się pod nimi nie kryje, wszystko jest tu na powierzchni. Z drugiej strony – pocieszają, pokazując, że człowiek nie jest na świecie zupełnie sam – przyznaje tłumaczka Mishimy.

Kawaguchi – choć daleko mu do innych japońskich autorów tłumaczonych na język polski – daje wprost do zrozumienia, że choć przeszłości nie możemy już zmienić, wciąż mamy wpływ na to, jak żyjemy w konkretnej chwili (podobne wnioski możemy wyciągnąć z równie „przytulnych” historii Satoshi Yasigawy, rozgrywających się nie w kawiarni, a popularnej dzielnicy tokijskich antykwariatów). Nawet jeśli jest to lek na moment uśmierzający ból, czy nie brzmi jak obietnica, którą każdy z nas chciałby dostać? I czy nie jest to lektura przypominająca swoim przesłaniem tak chętnie nagrywane w Tokio vlogi? 

Księgarnia Yaguchi, jedna z dziesiątków w dzielnicy antykwariatów Kanda-Jinbōchō w Toio. Styczeń, 2023 r. / Joanna Rudniańska

Opór i pustka

„W literaturze japońskiej jest zimno” – pisał przed laty, podczas pobytu w Kioto, szwajcarski pisarz i podróżnik Nicolas Bouvier. Oceniając styl tamtejszej prozy notował, że „postaci i ich perypetie są jakby skulone we wrogiej przestrzeni”. Czasem – co prawda – miała pojawiać się w japońskiej prozie „nuta współczucia, odrobina smętnej rubaszności”, ale nigdy prawdziwa radość. Zdaniem Bouviera sedno japońskiej literatury tkwiło „w chandrze, splinie, dotkliwie odczuwanej ułomności bytu”. Powodem takiego stanu rzeczy miał być „strach przed pustką, który próbuje się ukryć pod gorączkową aktywnością” albo „głuszy wszelkiego rodzaju narkotykami”. Czytając dziennik Bouviera ponad 50 lat po jego napisaniu daje się odczuć, jak mocno zmieniła się nie tylko japońska, ale i europejska kultura. Dziś to my jesteśmy tymi, którzy „dotkliwie odczuwając ułomność bytu”, zanurzeni w nieustannym działaniu, zmęczenie przykrywają gorączkową aktywnością. 

Ale jeśli wierzyć temu, co proponuje w swoich esejach Han, to nawet dobrze – głębokie zmęczenie rozbraja, poluźnia nawias tożsamości. Sprawia, że zaczynamy szukać kontaktów z innymi. Według amerykańskiej teolożki i działaczki społecznej Tricii Hersey, autorki książki „Rest is Resistance” (Odpoczynek jako opór), w stanie takiego dogłębnego zmęczenia, gdy wreszcie naprawdę pozwalamy sobie na powstrzymanie od działania, nawiązujemy duchowy kontakt z przodkami, ale też w ogóle z historią – zaczynamy sprawdzać, ile wiemy o sobie i swoim pochodzeniu. 

Podążając za teorią Hersey można zaryzykować śmiałą tezę, wedle której powrót do ludowych korzeni, otwarcie na historie wyzysku i traumy związanej z chłopskim pochodzeniem, odbywa się właśnie w takich momentach, kiedy „społeczeństwo zmęczenia” zaczyna „stawiać opór” i troszczyć o swój dobrostan. To właśnie obserwujemy przecież w Polsce – obok Kawaguchiego wśród bestsellerów Empiku królują dziś m.in. „Chłopki” Joanny Kuciel-Frydryszak, choć ludowy zwrot w humanistyce trwa już dobrych kilka lat. 

Być może, czytając Japończyków, próbujemy właśnie zaczerpnąć z tego, co odkryli rodacy Mishimy, przekraczając swój strach przed pustką. A gdyby jeszcze to doświadczenie spróbować przełożyć na konkretny smak, jak dzieje się to w prozie Hisashiego Kashiwai (zob. ramkę), byłaby to bardzo polska w gruncie rzeczy goryczka liści chryzantemy.

 

Literatura japońska – trzy tytuły, które warto przeczytać

Choć pierwowzorem „Prawdziwej powieści” były „Wichrowe wzgórza” Emily Brontë, polskim czytelnikom ta historia będzie przypominać „Lalkę”: człowiek znikąd zostaje milionerem, a potem przepada bez śladu w Dolinie Krzemowej. Jak zmieniały się losy japońskiej społeczności w Stanach na przestrzeni ostatnich dekad? Wciągająca, szkatułkowa powieść.

Minae Mizumura, Prawdziwa powieść, przeł. Anna Zielińska-Elliott, Tajfuny, Warszawa 2023

Minae Mizumura

Autorki „Nadepnęłam na węża” nie interesuje to, co wydarzyło się naprawdę – dużo ciekawsze jest wymyślanie zdarzeń, szczególnie takich, w których ludzie (albo duchy) potrafią przybierać postaci zwierząt. Teksty tego zbioru należą do porządku baśni. Takich dla dorosłych.

Hiromi Kawakami, Nadepnęłam na węża, przeł. Barbara Słomka, Karakter, Kraków 2023

Hiromi Kawakami

Wszyscy mamy w pamięci smaki, które kojarzą nam się z dzieciństwem albo bliskimi. W Kioto istnieje jadłodajnia spełniająca tęsknoty podniebień – szef kuchni potrafi odtworzyć danie, o którym marzą klienci. Na podstawie tej nostalgicznej, ciepłej książki Hisashiego Kashiwai powstał serial telewizyjny.

Hisashi Kashiwai, Kamogawa. Tropiciele smaków, przeł. Anna Zalewska, Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023

Literatura faktu i eseje, poezja i proza. Recenzje nowości wydawniczych i rozmowy z twórcami.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Od 2018 r. związana z „Tygodnikiem Powszechnym”, redaktorka wydania internetowego, autorka tekstów o tematyce kulturalnej i społecznej. W 2019 r. nominowana do nagrody Polskiej Izby Książki za najciekawszą prezentację książek i czytania w mediach… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 47/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Odpoczynek jako opór