Jakubowe zmagania

Czyta się kilka minut
Fot. GRAŻYNA MAKARA /
Fot. GRAŻYNA MAKARA /

Praojciec Jakub, ucieleśnienie żydowskiej tułaczki, po dwudziestu latach spędzonych w niegościnnym domu wuja wraca do domu swego ojca. Po drodze rozbija namioty w Machanaim, co po hebrajsku oznacza „dwa obozy”: drugi należy do zastępu aniołów, który wita powracającego nad brzegiem rzeki Jabok. Sama nazwa dopływu Jordanu (jeawek znaczy „będzie się zmagał”) sugeruje, że stanie się on miejscem niezwykłych wydarzeń.

Dotychczas Jakub w pełni panuje nad sytuacją – stoi zawsze z tyłu, przygotowany na wszelką ewentualność i zza sceny pociąga za sznurki. Teraz, podobnie, wysyłając swoich ludzi do Ezawa, skrupulatnie reżyseruje przyszłą wymianę zdań. Czy zdoła przejść przez życie unikając konfrontacji? Jeśli naprawdę ma wrócić do domu swego ojca, musi nauczyć się działać spontanicznie, pod wpływem chwili, nie zasłaniać się zawsze tarczą własnego intelektu.

Jakub przeprowadza bydło przez bród na Jaboku. Według midraszu nagle na czele stada pojawia się anioł, proponując wspólną przeprawę. Po zakończonej operacji wracają, by sprawdzić, czy niczego nie zostawili na brzegu. Wówczas anioł rzuca się na Jakuba. Czy owym napastnikiem jest Samael, anioł stróż Ezawa, który chce wyjaśnić kwestię pierworództwa i ojcowskiego błogosławieństwa? A może to sam archanioł Michał, leczący Jakuba z obaw przed Ezawem, dający mu szansę uwierzenia we własne siły? Czym jest owa konfrontacja? To nie modlitwa – Jakub modlił się już wcześniej, to także nie objawienie – dozna go później w Betel.

Kim jest ów „człowiek”, z którym się zmaga? Przecież Jakub jest sam. Stacza walkę twarzą w twarz z samym sobą, spleciony w miłosnym uścisku, w kontakcie cielesnym najbliższym z możliwych. Odkrywa fenomen, wobec którego staje bezradny, przegrany, ponieważ jest niepodobny do innych, wyobcowany. Samowiedza rodzi się z tajemnicy, wymaga chwili paraliżującej niepewności. Człowiek musi się poddać, żeby znaleźć na tej płaszczyźnie Partnera, by jego samotność spotkała się z odwieczną samotnością Boga. Boga bliskiego, którego nieustanne spojrzenie utrzymuje stworzenie przy życiu, i Boga dalekiego, nieosiągalnego przez niemożność aproksymacji.

Jakub musi wyjawić własne imię, esencję swego jestestwa – oddać się w ręce przeciwnika, by otrzymać nowe imię, zgodne z misją praojca ludu. Bóg będzie walczył (Israel) i ochraniał go. Tajemniczy wojownik uszkadza staw biodrowy Jakuba. Główka kości udowej wychodzi z panewki stawowej, skrócenie kończyny powoduje chromanie. Izrael dalej jest „chodzącym” (człowiek), który jednak ma w sobie coś ze „stojącego” (anioł). Zraniony Jakub zwycięża moralnie – czy ból samowiedzy będzie mu stale przypominał o pyrrusowym zwycięstwie?©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 1-2/2023