„Mam słowo ministra finansów, że każdy milion złotych, którego ubędzie po zmianach w składce zdrowotnej, zostanie zrekompensowany z budżetu państwa. Milion, nie miliard” – zapewnia ministra zdrowia Izabela Leszczyna, komentując rządową propozycję skierowaną do przedsiębiorców.
Kto skorzysta na obniżeniu składki zdrowotnej
Bo tak, chodzi o ulżenie przedsiębiorcom. Zmiany wprowadzone w Polskim Ładzie zwiększyły składkę od nich (w tym całkiem małych firm i samozatrudnionych) o blisko 10 mld zł – to potężny zastrzyk pieniędzy, na którym skorzystał budżet państwa, wcale nie NFZ. W 2022 roku PiS przegłosował, że Fundusz będzie musiał z własnych środków, czyli składek ubezpieczonych, płacić od 2023 roku za to, co wcześniej opłacał budżet: do jednej kieszeni płatnikowi miliardy włożono, by z drugiej wyjąć zbliżoną kwotę.
Crème de la crème, a może po prostu dowód na szczyt cynizmu polityków PiS – zgłoszony przez siebie projekt obniżenia składki dla przedsiębiorców posłowie uzasadniają tak: „Zaproponowane rozwiązania obniżają wysokość składki zdrowotnej (jako stałą opłatę ryczałtową) i pozwalają odliczyć składki na ubezpieczenie zdrowotne na takich samych zasadach, jak miało to miejsce jeszcze w 2021 r. (...) Koszt wprowadzanych zmian dla budżetu państwa nie powinien przekroczyć 9 mld złotych”.
Koalicja w potrzasku
Potrzeby finansowe ochrony zdrowia są bezdyskusyjne: w tym tygodniu OECD i Komisja Europejska opublikowały raport „Health at a Glance. Europe 2024”, z którego wynika, że nasze publiczne wydatki na zdrowie nie przekraczają 5 proc. PKB. To połowa unijnej średniej. Jest dramatycznie źle, a przekazy polityczne – zarówno poprzedniego, jak i obecnego rządu – na temat wzrostu wydatków na zdrowie to w większości polityczna propaganda. W tej sytuacji zmniejszanie stałego i pewnego źródła przychodów NFZ jest operacją wysokiego ryzyka. Z drugiej strony – i Koalicja Obywatelska, i partie tworzące Trzecią Drogę złożyły przedsiębiorcom obietnicę. Ilu obietnic można nie dotrzymać, nie ryzykując gniewu elektoratu?
Przekaz jest więc taki: składka zostanie zmniejszona z jednej strony przez likwidację oskładkowania sprzedaży środków trwałych (szczyt absurdu), z drugiej – przez obniżenie podstawy minimalnej składki zdrowotnej ze 100 do 75 proc. minimalnego wynagrodzenia. Przedsiębiorcy uzyskujący niewielkie dochody będą płacić ok. 100 zł miesięcznie mniej. Tak proponuje rząd, ale czy znajdzie większość dla swojego rozwiązania? Lewica zapowiada, że tej zmiany nie poprze. Co zrobi opozycja, gdy przepadnie projekt PiS i Trzeciej Drogi, obydwa znacznie bardziej kosztowne dla finansów publicznych?
Na szali – zdrowie obywateli
Rząd uspokaja, że budżet NFZ nie ucierpi, bo każdy ubytek z tytułu niższej składki od przedsiębiorców zostanie zrekompensowany. Minister zdrowia przywołuje słowo ministra finansów, i to niepokoi – mocno – wszystkich, którzy dobrze wiedzą, co znaczy „mniej pieniędzy na zdrowie”. Niepokój byłby znacznie mniejszy, gdyby precyzyjnie opisano mechanizm, terminy rekompensaty, a nawet, choćby szacunkowo, jej wysokość.
Tymczasem minister finansów w przypadku likwidacji składki od sprzedaży środków trwałych przyznaje, że nie jest w stanie oszacować skutków dla budżetu państwa. Słowo ministra jest ważne, ale nie powinna to być przesłanka do podejmowania decyzji, które ostatecznie ważą na zdrowiu i życiu milionów obywateli.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















