Reklama

Jak stracić, by zyskać

Jak stracić, by zyskać

25.06.2008
Czyta się kilka minut
Przedsięwzięcia służące dobru ogólnemu podejmuje się nie licząc na zysk, jednak potrzeba na to pieniędzy. Ich źródłem są darowizny, składki, środki publiczne, a w przedsiębiorstwach podejmujących inicjatywy społeczne - własna działalność gospodarcza. Pieniędzy jest jednak ciągle zbyt mało. Skąd je brać? Czy ekonomia społeczna wprowadzi społeczne finansowanie?
W

W niektórych krajach zachodnich tego typu przedsięwzięcia mogą liczyć na banki "etyczne" albo "alternatywne", które powstały, by pomagać ludziom przejętym rozwojem społeczności lokalnej, a nieufnie podchodzącym do instytucji finansowych. W Szwajcarii impulsem do ich powstania stało się ujawnienie w latach 90., że pewne banki przyjmowały, zgodnie z prawem, pieniądze od klientów o uczciwości co najmniej wątpliwej. Banki "alternatywne" postawiły zatem na przejrzystość: podają nazwiska klientów i cel, na jaki biorą kredyt. Takich banków nie jest zbyt wiele i nie są duże, ale rozwijają się dość szybko.

- Taka właśnie instytucja związana jest z moim bankiem. Od sześciu lat przybywa jej rocznie blisko 3 tys. klientów, mimo że się nie reklamuje. Otwierają tam konta głównie ludzie młodzi, których przyciąga to, że wiedzą, na co idą pożyczki i gdzie bank lokuje nadwyżki - mówi Karol Sachs z francuskiego Crédit Coopératif (znany propagator, także w Polsce, ekonomii społecznej).

Jego zdaniem świadomość, że bank kredytuje przedsięwzięcia służące dobrej sprawie, społecznie pożyteczne, skłania klientów nawet do zadowalania się oprocentowaniem niższym aniżeli w "normalnych" instytucjach finansowych.

Sachs: - Ten model działa w krajach starej Unii, gdzie wytworzyła się już społeczna ciągłość, poza tym te społeczeństwa zaspokoiły już pierwsze potrzeby. Polacy wciąż są bardziej nastawieni na zaspokojenie aspiracji konsumpcyjnych.

Za słaby klient

Ekonomia społeczna w Polsce nie ma zatem co liczyć na banki. Ludzie raczej nie są skłonni tracić na oprocentowaniu dla wsparcia dobra ogólnego, a przede wszystkim zarówno cel działania instytucji finansowych - maksymalizacja zysku dla właścicieli - jak wymogi prawa bankowego bardzo to utrudniają. Bo choć ekonomia społeczna to już potężny sektor (76 tys. zarejestrowanych stowarzyszeń, fundacji, organizacji samorządu gospodarczego i spółdzielni, także socjalnych), zatrudniający ponad 600 tys. pracowników, wyraźnie nie pasuje on do modelu klienta bankowego. "Niedopasowanie" wprawdzie nie dotyczy usług standardowych, jak prowadzenie rachunku, ale z kredytami są już problemy.

Irena Wardzińska z Banku DnB Nord: - Jak udzielać kredytów, zwłaszcza długo- i średnioterminowych, jeśli takie organizacje nie mają danych o majątku i rozwoju? Bez tego banki nie oszacują ryzyka kredytowego.

Jej zdaniem banki są zainteresowane "wejściem" w ekonomię społeczną, ale pod warunkiem, że dopasowałaby się ona do uniwersalnych wymogów bankowych. To zaś najczęściej nie jest możliwe, bo w jaki sposób np. organizacja korzystająca z wolontariuszy pomagających niepełnosprawnym dotrzeć do szkoły czy pracy ma obliczyć swoją efektywność finansową? Kredytu na samochód z pewnością więc nie dostanie.

Z tych samych powodów organizacje ekonomii społecznej nie mogą korzystać z finansowanych ze środków publicznych funduszy pożyczkowych. Jest ich w Polsce sporo, o pieniądze na działalność gospodarczą łatwiej tam niż w banku, a wartość udzielanych przez nie pożyczek rośnie szybko. Ale prawie nigdy nie otrzymują ich przedsięwzięcia społeczne. Powód jest prosty: fundusze skrojono na potrzeby małych i średnich przedsiębiorstw, działających wprawdzie na niewielką skalę, ale kierujących się standardowym celem ekonomicznym - dążeniem do maksymalizacji zysku. Prymat korzyści społecznych do tego modelu nie przystaje.

To samo odnosi się do funduszów poręczeniowych (finansowanych zarówno ze środków publicznych, jak prywatnych), umożliwiających zaciągnięcie kredytu - też są skrojone na potrzeby "zwyczajnych" firm. Jedyną instytucją, która z założenia wspiera finansowo przedsięwzięcia społeczne, jest Polsko-Amerykański Fundusz Inicjatyw Społecznych (powstał w 1999 r.), który udziela pożyczek organizacjom i firmom przeznaczającym część zysków na działalność społeczną. Skorzystało z nich prawie 380 organizacji, którym fundusz pożyczył 57 mln złotych. Wysokość pożyczek oscylowała między 5 a 600 tys. złotych - i tylko ośmiu nie spłacono.

Skroić na miarę

Jeden fundusz, na dodatek niewielki, wiosny nie czyni. Potrzebny jest system wspierania ekonomii społecznej - i to z publicznych pieniędzy. Pamiętając jednak, że przedsięwzięcia społeczne (jak też przedsiębiorstwa kierujące się nie tylko celami finansowymi, ale i społecznymi) są zwykle słabe ekonomicznie. Nie można więc żywić nadziei, że pożyczka dla nich zaowocuje np. podwyższeniem zysku, a przez to większymi wpływami z podatków. Wprawdzie per saldo państwo na tym i tak zyskuje, bo rozwój ekonomii społecznej oznacza zatrudnienie ludzi, którzy inaczej byliby klientami opieki społecznej, ale trudno tu o przedstawienie prostego rachunku nakładów i zysków. Efekty społecznych inicjatyw mogą się pojawić po kilku latach, tymczasem ich koszty widać natychmiast.

Irena Herbst z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan": - Wzmocnienie sektora społecznego jest ważnym elementem reformy finansów publicznych, bo daje się ludziom pracę, przez co ogranicza się popyt na pieniądze z budżetu. Kolejny cel to integracja grup słabszych ze społeczeństwem.

Skoro jednak prymat celu społecznego nad ekonomicznym wyklucza te przedsięwzięcia z grona "normalnych" firm, to i sposób ich wspierania musi być z konieczności dostosowany do ich charakteru. Co zatem zrobić, by zwiększyć dopływ pieniędzy do przedsięwzięć ekonomii społecznej? Czy wystarczy po prostu dawać pieniądze z budżetu organizacjom i firmom społecznym, czy raczej należałoby je udostępniać w sposób zmuszający do efektywnego działania? Czy tworzyć w tym celu odrębne instytucje, czy też korzystać z istniejących?

Irena Herbst proponuje, by kapitałowym zaczynem wspierania przedsięwzięć ekonomii społecznej stały się podatki. Konkretnie - obowiązkowe przekazywanie na ten cel przez przedsiębiorstwa 1 proc. ich podatku dochodowego (CIT). Firmy wskazywałyby, kogo chcą wspomóc, albo wpłacałyby pieniądze na Fundusz Przedsiębiorczości Społecznej, z którego tworzono by fundusze pożyczkowe i poręczeniowe, wspomagające rozwój przedsiębiorstw społecznych. Administrowanie pieniędzmi można by zlecić instytucjom wspierającym małe i średnie przedsiębiorstwa.

1 proc. z CIT to nie są wielkie pieniądze - ok. 250 mln złotych rocznie, ale w porównaniu z dotychczasowym poziomem wsparcia to kwota ogromna. Poza tym, co istotne przy planowaniu rozwoju przedsiębiorstw społecznych, byłby to system działający stale. Pojawiła się też propozycja, by 1 proc. podatku od dochodów osobistych (PIT) można było przeznaczać nie tylko na wybraną instytucję pożytku publicznego, ale ogólnie na cele społeczne - te pieniądze trafiałyby do działającego od 2004 r. Funduszu Inicjatyw Obywatelskich, finansując przedsięwzięcia społeczne podejmowane przez ludzi i organizacje nieprowadzące działalności gospodarczej.

Tak więc przedsiębiorstwa "zwyczajne" pomagałyby tym, które - ze szkodą dla własnych wyników finansowych - biorą na siebie obowiązki społeczne, a obywatele - jak już dziś się dzieje - wspieraliby "niegospodarcze" inicjatywy społeczne. Budżet państwa straciłby wprawdzie trochę wpływów podatkowych, ale w dłuższej perspektywie ubytek zrównoważyłoby zmniejszenie wydatków na opiekę społeczną. A na pewno, choć niekoniecznie w wymiarze czysto finansowym, zyskałoby państwo.

To tylko propozycja ekspercka, ale spójna i wielostronna. Nie wiadomo, czy i kiedy zostanie zrealizowana, a szkoda, bo bardzo by się przydała.

HALINA BIŃCZAK jest publicystką zajmującą się problematyką gospodarczą. Publikowała w "Gazecie Bankowej" i "Rzeczpospolitej"; obecnie pracuje w "Gazecie Prawnej" oraz komentuje wydarzenia gospodarcze w Polskim Radiu i Radiu TOK FM.

Wypowiedzi przytoczone w tekście pochodzą z dyskusji, jaka odbyła się podczas sympozjum "Finanse publiczne, prywatne, etyczne - ekonomia społeczna i jej finansowanie", zorganizowanego przez Katedrę Gospodarki i Administracji Publicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Korzystałam też z przedstawionego na tym sympozjum opracowania "Analiza możliwości finansowania podmiotów ekonomii społecznej w Polsce" Ireny Herbst.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]