Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Jak się bawić, to się bawić

Jak się bawić, to się bawić

30.06.2010
Czyta się kilka minut
Fizyka - to "natura". A co może być bardziej "naturalnego" niż aktywność fizyczna i zabawa? Mamy jeszcze wychowanie fizyczne, z którego nawet trzeba uzyskać stopień w szkole. Myliłby się ktoś, kto by przypuszczał, że związki zabawy i sportu z fizyką są tylko zapisaną w języku pamiątką. Te związki są głębsze i bardziej znaczące, niż można by się spodziewać.
P

Pamiętam, że moja siostra wróciła przed laty zapłakana z klasówki z fizyki, bo nauczyciel (znakomity pedagog żywieckiego liceum, Rudolf Pieczara) zadał pozornie proste pytanie: "dlaczego żaglówka może płynąć pod wiatr?". Dla niej, jej kolegów i koleżanek pytanie było mordercze. Nawet większość żeglarzy, którzy instynktownie halsują w prawo i w lewo, nie wie, jakie prawa fizyki im to umożliwiają. Tym bardziej piłkarze, strzelający "rogale" z rzutu rożnego wprost do bramki, nie podejrzewają, że robią to dzięki temu samemu prawu, które żeglarzom pozwala płynąć tam, gdzie chcą, a nie tam, gdzie ich wiatry zaniosą. To samo prawo pozwala latać samolotom, dzieciom puszczać latawce, a tenisistom stosować "dropszoty".

Fantastyczny postęp w sportowych osiągnięciach, bieganie szybciej, skakanie wyżej i dalej, posyłanie tenisowej piłki z jeszcze większą prędkością, przełamywanie kolejnych "niemożliwych do pokonania" barier stało się możliwe dzięki technologii, medycynie, ale także lepszemu zrozumieniu praw fizyki rządzących sportem i zabawą. Technologia dała tenisistom do ręki rakiety z kompozytów węglowych, biegaczom tartan, alpinistom Gore-tex, kolarzom tytanowe ramy rowerowe, tyczkarzom epoksydowe tyczki, Małyszowi cudowne skafandry i wiązania, a żeglarzom nienasiąkające żagle i nawigację GPS. Medycyna jest chyba mniej niewinna. Jej pomoc dla sportowców często polega na takim dopingu, którego nie da się wykryć albo który jest tak zaawansowany i na tyle nowy, że jeszcze nie zdelegalizowany. Ale i ona, przez dokładną znajomość fizjologii, pomaga dobrać dietę, rytm treningu, optymalne obciążenia.

Fizyka jest w innej sytuacji. Jej wkład (poza wpływem na rozwój technologii, a także medycyny) polega na zrozumieniu tego, co właściwie dzieje się w czasie sportowych zmagań czy dziecięcej zabawy. Daje radość wynikającą ze świadomości tego, co robimy, dlaczego to robić możemy, jakie są granice bezpieczeństwa (po ich przekroczeniu zadziałają prawa, które sprawią, że ani wyniku, ani przyjemności nie osiągniemy). Wiele jest jednak przykładów, w których rozumienie praw fizyki pozwoliło dokonać przełomu w dyscyplinach sportowych czy rozpowszechnić nowe rodzaje zabaw i zabawek. Dla przykładu, Dick Fosbury na olimpiadzie w Meksyku zaprezentował nowy styl skakania wzwyż, tzw. flop. Zawodnik odpowiednio wyginając ciało sprawia, że przechodząc nad poprzeczką środek ciężkości ciała pozostawia jednak poniżej niej. Przy tej samej energii odbicia może więc pokonać większą wysokość. Prosta mechanika!

W naszych szczęsnych czasach można wejść do księgarni w dużym mieście i wydać każdą kwotę pieniędzy na bardzo wartościowe i ciekawe książki. W małych miastach jest znacznie gorzej i nawet tam, gdzie przez lata, jak w moim rodzinnym Żywcu, były księgarnie nie gorsze od tej im. Bolesława Prusa w Warszawie, dziś znajdujemy najwyżej nędzne sklepiki z literaturą dewocyjną, podręcznikami, poradnikami i tandetnymi romansami. Co ciekawe, "niewidzialna (do tego stopnia, że nikt jej nigdy nie widział!) ręka wolnego rynku" sprawia, że choć (w dużym mieście!) możemy wydać pensję na dobre książki, to jeśli wejdziemy do księgarni z zamiarem kupienia konkretnej książki, niemal na pewno nie znajdziemy jej na półkach. Czas życia książki na sklepowej półce wydaje się krótszy niż cielęciny czy sandałów.

Dlatego nie przestając się interesować nowościami, powinniśmy też zwracać uwagę na wznowienia. Ostatnio do księgarń trafiły wznowienia dwóch znakomitych książek popularnonaukowych, poświęconych fizyce sportu, zabaw i zabawek. Ich autorem jest nieżyjący już Krzysztof Ernst (1940-2003). Był profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, wieloletnim dziekanem Wydziału Fizyki, eksperymentatorem w dziedzinie optyki, fizyki atomowej i cząsteczkowej. Przede wszystkim został w pamięci jako znakomity popularyzator nauki, a zwłaszcza fizyki. Jego imię nosi Nagroda i Medal Polskiego Towarzystwa Fizycznego za popularyzację fizyki.

"Fizyka sportu" i "Einstein na huśtawce" są pasjonującymi lekturami, pozwalającymi każdemu, tak zawodowemu sportowcowi, jak i niedzielnym rekreacjuszom, zrozumieć, co się właściwie dzieje, gdy podejmują wysiłek fizyczny czy rozpoczynają zabawę. Lista tematów jest niezwykle obszerna. W książce o fizyce sportu znajdziemy takie tematy jak: lekkoatletyka (aż trzy rozdziały), skoki do wody, kolarstwo, tenis, piłka nożna, koszykówka, pływanie, narciarstwo, karate, sport samochodowy i powietrzny, wioślarstwo, łucznictwo, żeglarstwo. A wszystko to niemal bez wzorów, za to z wieloma ilustracjami. Lektura dla każdego: dzieci, kobiet, starców, ale także uczonych kolegów fizyków. Nawet ci ostatni z pewnością dowiedzą się wielu rzeczy, które może ich nie zaskoczą, ale na które wcześniej nie zwracali uwagi.

W książce o zabawach i zabawkach Ernst zajmuje się między innymi: piłką golfową, tytułową huśtawką, żonglowaniem, bumerangiem, dominem, bungee, jojo, latawcami, kalejdoskopami, wesołym miasteczkiem, roller coasterem, bączkami, bańkami mydlanymi, kręglami, bilardem, a nawet... latającymi talerzami. I tu żadnych wzorów, wszystko tłumaczone na palcach, rysunkami, prostymi analogiami.

Mój przyjaciel Andrzej Drukier często powtarzał starą, mądrą zasadę: "jak coś robisz, to rób, jak siedzisz, to siedź, jak idziesz, to idź, jak mówisz, to mów, jak śpisz, to śpij...", itd. Całkowicie się z nim zgadzałem. Zgodnie z tą zasadą uważałem, że jak się uczysz, to się ucz, jak popularyzujesz, to popularyzuj, jak uprawiasz sport, to uprawiaj, a jak się bawisz, to się baw. Nie miałem racji. Ernst przekonał mnie, że można się bawić i uczyć fizyki, grać w tenisa i poznawać równanie Bernoulliego.

Gdyby książki Krzysztofa Ernsta były w księgarniach w moich (i mojej siostry) czasach licealnych, obyłoby się bez łez po klasówce z fizyki. Dla każdego, kto je przeczyta, będzie oczywiste, dlaczego żaglówka może płynąć pod wiatr...

Krzysztof Ernst, Fizyka sportu Warszawa 2010, Wydawnictwo Naukowe PWN. Krzysztof Ernst, Einstein na huśtawce, czyli fizyka zabaw, gier i zabawek Warszawa 2010, Prószyński i S-ka.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]