Reklama

Jak odmłodzić aplikację

Jak odmłodzić aplikację

22.07.2019
Czyta się kilka minut
FaceApp, aplikacja do postarzania twarzy na zdjęciu (a także jej odmładzania albo zmiany płci), to przypadek wart studiów.
Władimir Putin postarzony przez FaceApp EAST NEWS / FACEAPP
A

Ale nie dla specjalistów od cyberbezpieczeństwa, lecz dla marketingowców. Wykorzystując mechanizmy rządzące internetem, firma Wireless Lab swój stary produkt przekuła na milion dolarów: tyle zarobiła w zaledwie dziesięć dni od startu ostatniej kampanii reklamowej #AgeChallenge, za sprawą której po dwóch latach od pojawienia się aplikacji w sieciach społecznościowych znów zaroiło się od leciwych selfie. Oraz od obaw o to, jakie dane o użytkownikach aplikacja zbiera, gdzie je przetwarza i czy posłużą Rosjanom – jako że siedzibą Wireless Lab jest powstałe z inicjatywy Kremla podmoskiewskie Centrum Innowacji Skołkowo, zwane „rosyjską doliną krzemową”.

Bo FaceApp zadebiutowała w 2017 r. – i obawy pojawiły się już wtedy. Teraz wielu specjalistów od bezpieczeństwa w sieci powołuje się na własne analizy sprzed dwóch lat. I potwierdza, że FaceApp zbiera m.in. informacje o urządzeniu, na którym działa aplikacja, czy sposobie korzystania z niej. Tyle że nie ma w tym nic, co nie miałoby uzasadnienia biznesowego. Co więcej, robią to niemal wszystkie darmowe aplikacje. Nasze dane traktowane są jak towar. FaceApp nie jest straszna, bo jest rosyjska, tylko dlatego, że jest kapitalistyczna.

Owszem, dwa lata później Wireless Lab wypracowało zgrabne odpowiedzi na wszystkie wątpliwości, zaprasza też ekspertów, by sami je rozwiali. Marketingowcy firmy, odgrzewając niemłodą już aplikację, musieli być pewni, że obawy powrócą. Może nawet sami, dla większego rozgłosu, je podsycili. A przy okazji obnażyli najczęstsze kłamstwo naszych czasów. Brzmi ono: „Przeczytałem politykę prywatności i ją akceptuję”. Popełniają je wszyscy. Codziennie. Wiele razy. ©


CZYTAJ TAKŻE

Felieton Pawła Bravo: Oglądając wysyp postarzonych facjat znajomych, poczułem, że warstewka zabawnych autokomentarzy maskuje wcale poważną wyprawę w głąb piwnic naszej tożsamości.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

od ładnych kilku lat jestem szczęśliwym użytkownikiem telefonu "z klapką" z Biedronki - ma wszystko co trzeba, duże litery na wyświetlaczu, dobry głośnik i baterie, sms-y i budzik, i chwała Bogu nie ma internetu - no ale kiedy Lidl wystartował z akcją polegająca na skanowaniu przy kasie kodu pojawiającego się w smarkfonie z zainstalowanym ich programikiem, w zamian rabat na to i owo, poczułem się chyba pierwszy raz w życiu jakiś taki... no chyba w y k l u c z o n y...
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]