Reklama

Jak nie obrzydzić sobie wiary

Jak nie obrzydzić sobie wiary

17.06.2019
Czyta się kilka minut
Ks. STANISŁAW TOKARSKI, psychoterapeuta: Jeśli człowiek nauczy się samego siebie kochać i nie poniżać, to już przez to samo będzie bliżej Boga.
MAREK MALISZEWSKI / REPORTER
M

MAGDA FIJOŁEK: W naszych dorosłych relacjach często powielamy to, czego jeszcze jako dzieci doświadczyliśmy w kontakcie z rodzicami. Dlatego nasi partnerzy często są podobni do naszych ojców czy matek. Czy z Panem Bogiem jest podobnie?

KS. STANISŁAW TOKARSKI: Można powiedzieć, że bardzo podobnie, a może nawet w relacji z Bogiem jest to jeszcze bardziej widoczne niż w relacjach damsko-męskich. Z tym że w tej chwili już odchodzi się od mówienia o ojcu jako tym, który determinuje obraz Boga, a coraz częściej zwraca się uwagę na rolę matki.

Skąd wynika ta zmiana perspektywy?

Według wczesnej psychoanalizy obraz Boga kształtuje się w człowieku mniej więcej od pierwszego roku życia. Dziecko zaczyna obserwować rzeczywistość, a rodzice pokazują mu różne symbole i gesty religijne: znak krzyża, złożone ręce, padają pierwsze wzmianki o „Bozi”. Już wtedy...

17527

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

po pierwsze i przede wszystkim, odciąć się całkowicie od kościoła - to moja rada, z doświadczenia, nieźle działa;)

najpiękniejszych, biblijnych przypowieści. To prawda. Inaczej. Owa przypowieść, jest, tak wielce, piękna humanistycznie, że moim skromnym zdaniem, aż nieprawdziwa. Wiem, jest ona ulubioną przypowieścią duchownych wszystkich wyznań chrześcijańskich, po wszystkie czasy. Dlaczego? Ponieważ od owej wspaniałej roli ojca, bardzo łatwo przejść, do bezinteresownej miłości Boga do człowieka. Tymczasem, ja, jako osoba wierząca, owego ojca z przypowieści, bym nie naśladował.Owszem przyjął bym marnotrawnego syna do domu i zaoferował mu pracę na jakimś ciężkim stanowisku, do czasu nabrania do syna zaufania. Wiara nie może być ślepa i miłość też nie może być ślepa.Więcej, uważam że podobnie postąpiła by zdecydowana większość ojców, jeżeli nie wszyscy.

bo wiodłem życie syna marnotrawnego - byłem takim młodziutkim, wypisz, wymaluj, eddiepolem, wyzwolonym z przesądu religii i władzy klechów. Ale nie zatrzymałem się na chwili szczytowania tą pseudowolnością (cieszyńska metoda - chwilo trwaj!), tylko starałem się poznać głębię tej wolności tzn. wyprzedawałem swój duchowy majątek, aż mi się nogi pośliznęły i wylądowałem w korycie dla świń. I wracając, nie wiadomo dokąd, spotkałem Ojca z otwartymi ramionami. I z tej perspektywy dziś nie patrzę na przypowieść jako niemożliwą do zaistnienia, bo wiem że bezwarunkowa miłość u ludzkiego ojca to nic innego jak akt łaski Boga. A to jest jak najbardziej możliwe, szkoda że po ludzku z natury tak rzadko stać nas na taką miłość wobec marnotrawnego syna, na którego patrzymy z perspektywy rozumu...

Również tych złych. Może właśnie dlatego, moja ojcowska miłość, do mojego syna, nie byłaby tak bezwarunkowa, jak ta z tej przypowieści. Natomiast zgadzam się a nawet wiem ( na swoim przykładzie) o bezwarunkowej miłości Boga do mnie. To co piszę, pozornie, jest sprzeczne, lecz tylko pozornie. Bóg zawsze żyje w czasie teraźniejszym, ja mam zakodowany czas przeszły, teraźniejszy a przyszły to niewiadoma. Z Bogiem łatwiej i bezpieczniej iść przez życie, to dla mnie niepodważalne. Ateista powie, że jestem minimalistą. A niech tam, byle szczęśliwym i spełnionym. Do tego mam nadzieję, której on nie ma, bo sam z niej rezygnuje.

szczególnie, że ewidentnie ze świńskiego koryta się Pan nie do końca zdołał wygrzebać

gustu. Z czasów naszej młodości, obaj pamiętamy, takie furmanki obręczaki. I pan powiadasz, że ja podpinam się pod taką furę? Do pańskiej furmanki, to tylko wołu, bo konia szkoda.

to było w sposób oczywisty do woła o ksywce 'Robert Forysiak' - na przyszłość proszę dwa razy sprawdzać, zanim Pan komuś zechce dociąć [no chyba, że Pan i ten wół to jedno i to samo pod dwoma nickami i zapomina się przelogować - to się zdarza, szczególnie wśród nawiedzonych...;)]+++ pozdrawiam i z Panem Bogiem

Pomyłka? Ja wiem? Jeżeli nawet, to bardzo merytoryczna. Miłego wieczoru. Inaczej? Z katolicką troską.

Miłość Boga właśnie jest ślepa, bo musi być taka. Nikt przecież nie może na nią zasłużyć, a drugi syn, który myślał, że zasłużył, doczekał się (dobrotliwej) reprymendy. Według DRU, taka miłość jest niepedagogiczna, ale Ewangelia to nie podręcznik pedagogiki. Zastanawiające, że Ojciec nie pomaga, kiedy syn przymiera głodem. Taka "pedagogia" jest trochę okrutna, przypomina tzw. twardą miłość, od której jednak obecnie się odchodzi w terapii, na rzecz wspierania i towarzyszenia. Ten syn nie wiedział, że ojciec na niego czeka, nie miał takiej świadomości, raczej spodziewał się kary i degradacji. Fakt, że spotkała go miła niespodzianka, ale co, jeśliby jednak umarł z głodu? Ludzie umierają z głodu co chwila, świat to nie bajka. Gdyby umarł, nigdy by się nie dowiedział, że był kochany. I tu pojawia się problem niewidzialności Boga. Czy to jednak nie zbyt "twarda" miłość? Ludzie żyją zbyt krótko, większość nigdy Go nie spotka, umrze w rozpaczy i samotności. Może nawet pójdą do nieba, ale co z tym niewyobrażalnym cierpieniem na ziemi? To się nie liczy? I czy naprawdę jest konieczne? Wolę jednak opcję wspierania i towarzyszenia, choć Bóg raczej nie jest taki.

... oficjalnych przekazów kościoła katolickiego: "Jeżeli mój lud nie zechce się poddać, będę zmuszona puścić ramię Mojego Syna. Jest ono tak ciężkie i tak przygniatające, że już dłużej nie będę mogła go podtrzymywać[...] Woźnice przeklinają, wymawiając Imię Mojego Syna. Te dwie rzeczy czynią ramię Mego Syna tak ciężkim. Jeżeli zbiory się psują, to tylko z waszej winy. Pokazałam wam to zeszłego roku na ziemniakach, ale nic sobie z tego nie robiliście; przeciwnie, znajdując zepsute ziemniaki, przeklinaliście, wymawiając Imię Mojego Syna. Będą się one psuły nadal, a tego roku na Boże Narodzenie nie będzie ich wcale [...] Jeżeli macie zboże, nie trzeba go zasiewać, bo wszystko, co posiejecie, zjedzą zwierzęta. A jeżeli coś wyrośnie, obróci się w proch przy młóceniu. Nastanie wielki głód, lecz zanim to nastąpi, dzieci poniżej lat siedmiu będą dostawały dreszczy i będą umierać na rękach trzymających je osób. Inni będą cierpieć z powodu głodu. Orzechy się zepsują, a winogrona zgniją [...] Jeżeli się nawrócą, kamienie i skały zamienią się w sterty zboża, a ziemniaki same się zasadzą. Czy dobrze się modlicie, moje dzieci? Obydwoje odpowiadają zupełnie szczerze: Niespecjalnie, proszę Pani. Na to następuje matczyne napomnienie: Ach dzieci, trzeba się dobrze modlić, rano i wieczorem. Jeżeli nie macie czasu, odmawiajcie przynajmniej Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo, a jeżeli będziecie mogły, módlcie się więcej. Latem na Mszę Świętą chodzi zaledwie kilka starszych niewiast. Inni pracują w niedziele przez całe lato, a w zimie, gdy nie wiedzą, czym się zająć, idą na Mszę świętą jedynie po to, by sobie drwić z religii. W czasie Wielkiego Postu chodzą do rzeźni jak psy! ☝ i tak dalej, i tak dalej... odwiedziłem kiedyś saletyńskie sanktuarium w Dębowcu koło Jasła, niegdyś miasteczku, skądinąd urokliwym miejscu - to klasyka polskokatolickiego misterium przeróbki Ewangelii na jarmarczne k i c z o w i s k o

Od zawsze żyłem wśród zwierząt domowych, zawsze miałem psa, wiernego przyjaciela domu. Była tylko przerwa gdy kilka lat mieszkałem w miejskim bloku. Tam zwierząt nie powinno się trzymać. Zawsze gdy brałem szczeniaka, zakładałem mu obroże ciasno, tak jak uczył mnie ojciec. On nie może wiedzieć, że można się jej pozbyć, gdy raz mu się to uda, zawsze będzie z nią walczył. Po dwóch dniach stopniowo ją luzowałem, aż bez problemu dało by się ją zsunąć przez głowę bez odpinania. Pies, który mieszka z nami teraz, za namową żony wzięty został ze schroniska. Piękna psina ale mimo, że jest z nami ponad 5 lat, oprócz mnie do jego kojca nikt nie wchodzi, a wnukom nawet zabronione jest zbliżać się do niego. Wystarczy, że raz ugryzł gościa. Szybko się okazało, że to pies szkolony, obronny, wykonuje polecenia, komendy. Niestety szkolono go biciem i głodzeniem, wypaczyło to jego psychikę, ogłupiło i sprawiło, że jest nieprzewidywalny, Ugryzł prawdopodobnie w obronie żony, która otwierała drzwi domu, a znajoma do niej podbiegła od tyłu, po zamknięciu furtki. Niby nie na temat, ale specjalnie się nie różnimy od naszych pupili. Raz wpojone nawyki zostają i na nic zda się uwalnianie od nich. Jak alkoholik, cz narkoman, możemy nie używać, ale nałogowcami zostajemy do końca swych dni, Czasem lepiej dla nas i innych byśmy siedzieli w kojcu, tak jest bezpieczniej.

Jakie są tego owoce, to widać, słychać i czuć. Zasadnym jest pytanie, które jest tytułem tego artykułu. Tylko artykuł, moim zdaniem, jest zbyt skomplikowany i zawiły, jak nasz ludzki umysł. Sama wiara, to coś prostego i bezcennego a ile ją cenić, to wie, ten, co ją utracił. By nie stracić wiary, trzeba o nią dbać. Tak jak o ogród. Jak nie będziesz dbał o ogród, to moment i chwasty go wypełnią i zagłuszą to co przed chwila było piękne i pachnące.Jeżeli nazywasz siebie wierzącym a niepraktykującym, to jakiej jakości, jest twoja wiara? Jak wygląda ogród twojej wiary? Perz, oset, pokrzywa, zagłuszyły prawie wszystkie inne rośliny, tylko tu i tam, do nieba wołają te najwyższe kwiaty,co ponad chwasty, do słońca zaglądają. Ogrodnika im trza.... Ogrodnik to Sakramenty. Nie ma Sakramentów po za Kościołem. Jeżeli uważasz inaczej, to kłamiesz alboś głupi. Nie ma innej możliwości. Jeżeli zatem chcesz oczyścić swój ogród z chwastu swoich grzechów, to jest tylko jedna droga. Rachunek sumienia, walka z szatanem, który będzie robił wszystko byś tą drogą nie poszedł a potem.... Konfesjonały czekają a właściwie ludzie w nich siedzący. Którzy nie swoją mocą i swoim imieniem, ale imieniem Kościoła z nadania Jezusa Chrystusa, mogą ci odpuścić twoje grzechy, byś zaczął nowe życie. Zycie z Bogiem a nie przeciw Bogu. Nie ma znaczenia, czy twoja ostatnia spowiedź miała miejsce, 5, 15,30,50 lat temu. Spróbuj i posmakuj.

Pan deklaruje się jako wciąż 'wierzący' - pozwoli zatem, że mu jako ten, któremu biskupi [głównie] s k u t e c z n i e obrzydzili tkwienie we wtresowanych w dzieciństwie schematach wytłumaczę: kiedy się człowiek tego uzależnienia pozbywa, czuje u l g ę, jak przy każdym chyba wyzwoleniu od czegokolwiek - nic to nie ma oczywiście wspólnego z Pańskim 'ile ją cenić', ale co szkodzi spróbować wytłumaczyć zamotanemu w iluzji 'wiary', niech sam posmakuje...

Ja nie jestem grzecznym chłopięciem, wpatrzonym w księżowskie koloratki i traktującym biskupów, jak półbogów, jako byś chciał. Kiedyś Eddie, wiele lat uciekałem przed Bogiem, aż On w końcu kiedyś dopadł mnie w narożniku i już nie odpuścił.A jak odszedłem od konfesjonału po wielu latach, to łzy szczęścia płynęły mi z oczu a moja dusza po raz pierwszy poczuła się wolna.I to trwa aż do tej pory......... Dlatego nie wiesz Eddie, co mówisz. A wiesz dlaczego? Ja twoją drogę porzuciłem, ty o mojej nie wiesz nic. Moja droga to nie jest żadna tajemna moc. Idź i zobacz, ona jest przeznaczona dla każdego, gratis.

można próbować drugi i trzeci - widać Panu pranie mózgu dokładniej wykonano, a może mózg podatniejszy - proszę się nie sromać, z tym się da i żyć, i umrzeć - z Panem Bogiem i Bóg zapłać za życzliwość

Strach przed Bogiem wpisany jest w depozyt wiary. Gdyby Bóg był tylko nieskończenie sprawiedliwy to żaden człowiek nie dostąpiłby zbawienia, wszyscy zostaliby potępieni. Dopiero nieskończona miłość Boga sprawia, że istnieje możliwość pośmiertnego pójścia do Nieba dzięki Jego nadzwyczajnej łasce. Zastanawia mnie jak można pogodzić bycie psychoterapeutą i katolikiem, a już zwłaszcza katolickim kapłanem. Sprzeczności widzę kilka, między innymmi katolicka antropologia objawienia kontra psychologiczna antropologia humanistyczna, stosunek do wolności (wolność jako pokusa vs wolność wyboru jako przyrodzone prawo człowieka), stosunek do cierpienia (etyka humanistyczna głosząca, że celem jest redukowanie cierpienia vs katolicka interpretacja Ewangelii nakazująca pójście za Chrystusem poprzez dźwiagnie własnego krzyża i drogę na własną Golgotę), osobną kwestią jest cała sfera seksualna (zaspokajanie według piramidy potrzeb vs zbawienie natury poprzez jej ukrzyżowanie + konkretne kanony Katechizmu). Może się mylę, ale w psychologii nie ma miejsca na katolicką koncepcje grzechu pierworodnego, a w katolicyzmie na psychologiczną koncepcje wyrażania siebie gdzie granicą jest dopiero niezadawanie cierpienia innym i niekrzywdzenie siebie, zamiast tego są obowiązki stanu wnyikające z powołania (i tak osoba realizująca powołanie kawalerskie zobowiązana jest do życia we wstrzemięźliwości, a realizująca powołanie do małżeństwa do czystości małżeńskiej i "płodzenia potomstwa").

Dziwią Pana wewnętrzne sprzeczności u innych, a u siebie? „ Gdyby Bóg był tylko nieskończenie sprawiedliwy to żaden człowiek nie dostąpiłby zbawienia, wszyscy zostaliby potępieni….” A niby dlaczego na zbawienie liczyć możemy tylko za sprawą Jego łaskawości, czyż nie On nas stworzył takimi jakimi jesteśmy. Może i mu nie wyszło, a może sami sobie tylko dorabiamy gęby. Czy istota nieskończenie doskonała, jak nas uczy katechizm może zajmować się takimi dyrdymałami - o ten kleś mi się nie udał, sruu do piekła z nim, a zobacz ten jest całkiem fajniutki, dam mu ambrozji, ucieszy się nieborak. Skąd do jasnej ciasnej wie Pan co nim kieruje, kogo i dlaczego zbawia. Takie sprawy to nie zastanawiają. ot napisali to tak jest. Co innego gdy katolik psychoterapeutą zostanie, Sodoma i Gomora.

Dziękuję za odp, ale ja nie pisałem tego z pozycji fundamentalistycznego integrysty religijnego. Pierwsza część to po prostu doktryna KK, na którą ani ja ani pan wpływu nie mamy, koncepcja grzechu pierworodnego, Odkupienia ludzkości przez śmierć Zbawiciela itd, nie prezentowałem tutaj własnych przemyśleń. Nie kpię z katolickich terapeutów, cieszy mnie że są otwarci na nowe odkrycia i osiągnięcia nauki, zastanawia mnie po prostu jak to łączą z zasadami swojej religii, a punkty budzące wątpliwości napisałem wcześniej, tym bardziej że katolickimi psychoterapeutami nierzadko zostają osoby wykształcone, po innych kierunkach jak teologia, księża itd, na pewno lepiej obeznane z zasadami swojej religii jak statystyczny coniedzielny katolik. Czy Świadek Jehowy pracujący przy przeszczepach i transfuzji krwi nie budziłby wątpliwości? Podobnie zastanawia mnie jak godzą swoją religię i wykonywany zawód psychoterapeuci czy seksuolodzy. Pozdrawiam.

Bardzo często redaktorzy i komentujący przekonują odnosząc się do przeróżnych źródeł i malują obraz Boga, On oczekuje tego, tamtego i owego, aby Go zadowolić musimy to czy tamto. No i wiecie rozumiecie to wszystko i tak jest bez znaczenia, bo tak po prawdzie i tak od jego kaprysu zależy co z nami będzie. Sorry, my ten kaprys nazywać lubimy ostatnio miłosierdziem. Nie wiem jak innym to wychodzi, ja tego nie ogarniam, nawet się nie staram zbytnio, czuję po prostu, że jest to bez sensu. Taki Mu się udałem, no i dobrze. Jadnak inni inaczej są skonstruowani, oni potrafią to do czego ja zdolny nie jestem. Nie lubię się posługiwać Hitlerem, ale kiedyś czytałem wspomnienia jego sekretarki. On tam pokazany jest jako bardzo cieplutki i miły starszy pan. Doktryna doktryną, a tak po prawdzie to wszyscy w sobie nosimy własnego prywatnego Boga takiego mało znormalizowanego, który pozwala na ekwilibrystyki emocjonalne, łączenie ognia z wodą.

Katolika obowiązuje Magisterium KK które jasno definiuje co jest grzechem i wskazuje drogę ku zbawieniu a więc jednocześnie uniknięciu potępienia. Jest to droga heroiczna w sferze seksualnej ascetyczną nawet w małżeństwie. Nie jest to z pewnością przepis na radosne życie bez frustracji ale wedrowka pełna wyrzeczen. Mają do tego prawo tak samo jak stowarzyszenie wędkarzy ma prawo nakazać swoim członkom połów tylko w żółtych kaloszach a kto się nie dostosuje może opuścić grupę. Zacząłem zaglądać na Tygodnik Powszechny bo to pismo i zgromadzona wokół niego społeczność balansująca na granicy zerwania z ortodoksją a herezja i ludzi piszących o dylematach również mi bliskich. Weźmy na przykład tysiące (no bo nie miliony) bogobojnych młodych polskich małżeństw regularnie praktykujących i wierzących w transsubstancjacje podczas Mszy ale nie stosujących się do opresyjnej katolickiej etyki seksualnej nie tylko potępiającej antykoncepcję ale nawet pewne naturalne formy czy zachowania. Czy nie jest to katolicyzm hipermarketowa gdzie ludzie wybierają sobie z doktryny co chcą a o którym przestrzegał B16? Ktoś niewierzący może zauważyć co za pelna hipokryzji postawa gdzie wyznawcy stawiają swoje własne ale tylko tam gdzie wykładnia staje się dla ich życia codziennego zbyt restrykcyjna. Tak samo zastanawia mnie jak psychoterapeuci godzą swoją profesje z przynależnością do wyznania. O ile pacjent/klient ma strach przed pająkami lub problem z przedwczesnym w... To nie ma sprzeczności ale te pojawiają się gdy trafia się poczucie winy w sferze seksualnej w związku z nieprzestrzeganiem restrykcyjnych zasad albo stres w przypadku rozwodu na który katolik nie ma prawa się godzić czy dziesiątki innych podobnych sytuacji.

można nazwać katolicyzmem sztywny schemat obleśnych i dętych pychą staruchów, uwikłanych od zatęchłych jaj po czubki zakłamanych głów w patologiczne układy wewnątrzkościelne i nie tylko - a można jako katolicyzm definiować sposób wyznawania wiary w Jezusa praktykowany przez te właśnie młode małżeństwa, o których Pan pisze - no i proszę zauważyć, że 'magisterium' swoją drogą, ale nikt nikogo nie zwolnił z posługiwania się Bożym darem rozumu, nawet w kościele rzymskim, o sumieniu nie wspomnę....

„ Jeśli mama czy tata pokażą mi Boga, który jest bezpieczny i kochający” Teza jakoby Bóg jest miłością, lansowana jest stosunkowo od niedawna, na pewno wielu czytelników jest w stanie dokładnie określić na podstawie jakich kościelnych dokumentów zostało to wprowadzone. Moich rodziców kształtowano strachem przed piekłem, oni w podobny sposób nam przekazali obraz Boga. Być może moje dzieci inaczej już Go odczuwają, nigdy nim ich nie straszono, pytanie tylko czy oni w ogóle przekazują wnukom boski obraz. Nie piszę konkretnie o własnych wnukach, ale często biorę udział w mszach dla dzieci. Popularna jest rozmowa z dzieciakami zamiast kazania i przyznam, że poziom wiedzy dzieciaków jest pooraażający. Twierdzenie, że obraz boga surowego, i strasznego jest patologiczny, to duża odwaga, całe starsze pokolenia, tak przywiązane do Kościoła, na tej kanwie zostały ukształtowane, to właśnie strach przed wiecznym potępieniem, tak mocno w nich zakorzeniony sprawia, że kościoły są jeszcze pełne. Być może badania Księdza są oderwane od reali, albo jakąś fantasmagorią, ale za moich dziecinnych lat, ksiądz na lekcjach religii, uczył nas o Bogu, który za dobro wynagradza, a zło karze, my byliśmy bardzo grzesznymi dzieciakami w jego mniemaniu, Tak nam to wykładano przy każdej okazji. Obrzydzanie Boga miało miejsce na każdym kroku, U mojej babci w każdy piątek odmawiano różaniec, mówiono go gdy trwała burza, w poście nie używano patelni, gdy nam nie smakował posiłek i nie zjedliśmy przeznaczonej porcji, odmawiać musieliśmy dziesiątkę różańca. Wieczorem odmawialiśmy pacierz, który trwał, gdy się nie myliliśmy pół godziny, na kolanach, jak były błędy w modlitwach, powtarzaliśmy je od nowa. Wiem, to była patologia, ale kto ją promował? Teraz niby wszystko odkręcać powinniśmy, ale co odkręcać skoro samo się odkręciło. Skutek, pusto w kościołach. Ten wywiad najlepiej dowodzi, że duchowni, ci z przeszłości i dzisiejsi nic o Bogu nie wiedzą, Żyją sobie w tym swoim matrixe i mędrkują. Nie mają dzieci rodzin, nie zabiegają dobro materialne dla najbliższych, nie mozolą się by zdobyć środki na chleb. Przez dwa tysiące lat straszyli gromami z jasnego nieba, aż tu raptem zmiana, Bóg jako troskliwy milusi tatuś, och jak ulga.

i narzekasz, jak dziurawa rynna

Moja wypowiedź to takie ględzenie raczej niż narzekanie, nikomu niepotrzebne zresztą, zdaje sobie z tego sprawę. Ciągle dookoła mówi się, że kościół na skale budowany, a jego prawdy są ponadczasowe. Tymczasem to tu, to tam robi się ludziom wodę z mózgu. Kiedyś to byli głupsi, straszyli Bogiem, ale już zmądrzeliśmy i trzeba pokazywać jaki jest fajny. Duch mojej babci o ponad 30 lat krąży po niebieskich wertepach, ale jest ciągle żywy w starym pokoleniu. Swą gorliwością nie tyle liczą na zbawienie co pragną uniknąć ogni piekielnych, oj nazbierało się przez te długie lata, nazbierało. Autor wywiadu, ani jego rozmówca w te kwestie się nie zagłębiają, to i sobie ględzę bo mnie nieźle urabiano. Bardziej liczyć na zbawienie, czy bać się piekła, Bo jeśli z tym piekłem to lipa i młodzi już to łyknęli na lekcjach religii, to możne być to ciekawy eksperyment.

A co bardziej Ci się podoba? Po co udawać strach przed piekłem? Ono nas pożąda, i my je troszkę lub więcej niż trochę pożądamy. Królestwo Boże to ziemska asceza, oddzielenie od świata łacznie z marzeniami, droga pod silny prąd, a piekło to współczucie dla pychy, bezmiar atrakcji, znieczuleń i dróg na skróty. Tu piekło jest naprawdę niezłą rozrywką, intelektualną też. A po drugiej stronie? Cóż, nie, to nie możliwe by ono istniało, che, che..., piekło to raj bez Boga, same ego na wieczność. Cudowne,co? Che, che...

Masz rację. Przez wieki KK akcentował Boga surowego, Boga sędziego, a Bóg miłosierny był schowany, ukryty, wyciągany tylko w wyjątkowych sytuacjach. Prędzej Maryja jako kobieta, matka, rodzicielka pełniła rolę chroniącą, opiekuńczą przed gniewem Ojca. Dużo zmieniło się po SW2.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]