Infolinia

Od producenta krawatów po dostarczyciela dronów – każdy szanujący się biznesmen uruchamia infolinię.
Czyta się kilka minut

Krawat się nie zawiązuje? Dzwonimy – ciepły głos napełnia nas otuchą i wskazuje obszerną ofertę krawatów na gumce. Dron zanadto warczy? – niedźwiedzi bas zaleca reset komputerów. Proszek do prania ma smak zbyt wytrawny? – energiczna operatorka proponuje wizytę u toksykologa i psychiatry. Świat przedsiębiorców czyni wszystko, co w jego mocy, byśmy nie czuli się sami wobec grozy technologii. Wobec ponurej i depresyjnej perspektywy stania się w oczach ogółu osobnikami niezaawansowanymi biznes dba o nasze zaawansowanie – i za to mu chwała.

Wbrew opiniom kontestatorów świat jest znacznie bardziej różowy niż ongiś. Dzisiejsza oferta kontaktu z ludźmi życzliwymi i kompetentnymi przerasta wszystko, co w ramach szeroko pojętej życzliwości ludzkość miała do zaproponowania od swego zarania. Cóż z tego, że życzliwość ta jest elementem komercji? Nic. Rzuca się w oczy asymetria pomiędzy zaangażowaniem przedsiębiorców w życzliwość a brakiem takiego zaangażowania ze strony przedstawicieli demokracji. Ci drudzy są szalenie oszczędni w słowach i instruowaniu. Wokół nas znajdujemy wielu ludzi, którzy skorzystali z numeru telefonicznego wydrukowanego na opakowaniu jogurtu, ale nie znamy nikogo, kto zadzwoniłby do parlamentu czy rady miejskiej z prośbą o instrukcję obsługi republiki. Instynkt podpowiada, że telefonowanie do strażników demokracji jest stratą czasu i atłasu. Owszem, instytucje republiki oczekują od nas kontaktu, najchętniej jednak nie po to, by z nami pogadać o wolności, lecz po to, byśmy nagrali donos na sąsiada. Republika oczekuje informacji o ludziach, którym się powiodło, od ludzi, którym się nie powiodło. Nigdy na odwrót. Istnieje co najmniej kilkanaście infolinii gwarantujących anonimowość złaknionym tej – popularnej zresztą – aktywności. Za darmo i na okrągło republika oferuje nam wyłącznie kontakt z uzbrojonym funkcjonariuszem, inspektorem lub prokuratorem.

Trudno skojarzyć instytucję państwową i jakiś jej darmowy numer, pod którym można by się poinformować, czy niepójście na referendum jest aktem antydemokratycznym, czy odwrotnie. To temat świeży. Do objaśnienia i rozwinięcia – z terminem niemal na wczoraj. Człowiek zainteresowany tym niuansem zdany jest zatem na informacje z drugiej ręki, i jest to najczęściej ręka od dawna nieumyta. Ręka, która robiła i to, i owo, tam i siam, bez względu na to, czy jest ona lewa, czy prawa. Starania republiki o uświadomienie obywateli są żadne. Starania aktywistów, czy raczej biznesmenów politycznych, by podać obywatelowi rękę nieumytą, są przytłaczające, mydlenie oczu takoż. Jest to zawsze taki rodzaj żelu, czy mydła właśnie, wobec którego wiodący producenci z branży spłukiwania – na ogół życzliwi, otwarci na wyzwania i bezustanny kontakt z klientem – są bezradni.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2013