Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wydanie specjalne "Polska Żydowska"

Idziemy do Aleppo!

Idziemy do Aleppo!

01.12.2016
Czyta się kilka minut
Trzy tysiące ludzi (a może więcej?) wyruszy 26 grudnia z Berlina i pójdzie w „Civil March For Aleppo” – marszu cywilów z całej Europy i świata do oblężonego miasta.
Źródło: www.facebook.com/CivilMarchForAleppo/
W

Wschodnie dzielnice Aleppo – największego syryjskiego miasta, które ciągle jeszcze pozostaje pod kontrolą antyrządowych powstańców – coraz bardziej przypominają w tych dniach Warszawę w sierpniu 1944 r. Czas przekuć nasz smutek, złość i facebookowe ikonki w działanie. Do zobaczenia więc – 26 grudnia! 

Wszystko zaczęło się od Anny Alboth. Najpierw usłyszała, że jest szalona, że jest idiotką i blondynką. A zaraz potem – największą nadzieją. Mieszkaniec Aleppo: „Od lat nie słyszałem lepszej wiadomości! Dzieci poprosiły, by pokazać im na mapie, gdzie jest Polska, z której pochodzisz”.

Alboth, Polka mieszkająca w Berlinie – najbardziej znana jako autorka bloga i książki „Rodzina bez granic”, która rok temu w ramach akcji „Gość-inność” zebrała w Polsce kilka tysięcy śpiworów dla uchodźców – pewnego wieczoru wróciła do domu z ośrodka dla imigrantów i skuliła się w hamaku. Słuchała lekarza z jedynego szpitala dla dzieci w Aleppo, który właśnie przestał istnieć. Płakała. Wyobraziła sobie, że to ona i jej rodzina jest właśnie ostrzeliwana w trakcie jakiejś wojny, w Warszawie czy Berlinie. Nie ma schronienia, nie ma jedzenia, nie ma nic – ale ma internet. I pokazuje światu, co się dzieje – z jej córkami i sąsiadami. A świat może i smuci się, zapadnięty w miękkich kanapach, gdy przegląda na Facebooku zdjęcia syryjskich wcześniaków ewakuowanych z inkubatorów. Ale wciąż i od lat – nie reaguje. 

„A co, jakbyśmy wszyscy tam poszli? Wszyscy razem?” – Ania Alboth spytała mamę i Facebooka. Był 20 listopada 2016 r. Nie minął tydzień, a z tego pytania zrodził się ruch „Civil March For Aleppo” – marszu cywilów z całej Europy i świata do oblężonego miasta. Na internetowej stronie wydarzenia wisi manifest: „Nauczono nas braku sprzeciwu wobec wojny. Bierności. Ulegliśmy przekonaniu, że władzy, która pociąga za sznurki, należy się bać i nie stawiać jej oporu. (...) Ale dłużej nie możemy udawać. (...) Czy jesteśmy szaleni? Wydaje nam się, że szaleństwem jest dłużej czekać, aż wszyscy cywile tam zginą. Idźmy tam i połóżmy kres temu obłędowi!”.

Trzy tysiące ludzi (a może więcej?) wyruszy 26 grudnia z Berlina i pójdzie wzdłuż tzw. „szlaku uchodźczego”, tyle że w odwrotną stronę (chęć udziału zadeklarowali nawet syryjscy uchodźcy). Dokładna trasa właśnie powstaje, Ania i kilkadziesiąt osób z różnych krajów, które zaangażowały się w akcję, konsultują się m.in. z pracownikami humanitarnymi w Syrii i Libii, konsultantami armii tureckiej i konsulami poszczególnych krajów. 

Można dołączyć na dzień, tydzień. Każda obecność i pomoc jest ważna.

Ania prawie nie śpi. Wciąż dostaje wiadomości. „Dziękuję, że to organizujesz. Do zobaczenia 26 grudnia”.

A jej pięcioletnia córka Mila też dużo myśli o Aleppo. „Bo skoro tam tak wszystko zamknięte, nikogo nie wpuszczają, to jak... Święty Mikołaj przyjdzie do dzieci na Wigilię?! Czy możemy mu jakoś pomóc?”.

Najświeższe informacje o marszu do Aleppo dostępne są na stronie na Facebooku: „Civil March For Aleppo”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Gdybyśmy tylko potrafili zdobyć się na ten wysiłek i zerwali z tradycją spędzania świąt przy suto zastawionym stole, a za to rzucili te wszystkie ceregiele i popędzili zademonstrować solidarność z tymi biednymi ludźmi, i sprzeciw, ba! gniew wobec zgody elit naszego zachodniego świata na to zło, bestialstwo i na tę hipokryzję Zachodu wobec ludzkiego nieszczęścia, to o ileż piękniejsze byłyby to Święta...

z Dobrą Nowiną. Nie tyle z ex-katedralnym pouczeniem o "prawdziwej wierze Chrystusowej", co z samym przekazaniem życia-poprzez współczucie, współżycie i współpracę. Pomoc potrzebującym na miejscu, to rzeczywista pomoc w duchu chrześcijańskim. I dobrze, że z Niemiec, kraju który dość niefortunnie otworzył się na niekontrolowaną emigrację, teraz wychodzi inicjatywa takiego gestu misji apostolskiej. To jest właśnie przejaw prawdziwie chrześcijańskiej otwartości i rzeczywistej pomocy-także ofiarom wojny w Syrii

A porównanie do Powstania Warszawskiego jest nie na miejscu. Nikt celowo nie zabija cywilów w Aleppo, giną przypadkowo od ostrzału. I mieli wiele okazji do ewakuacji, sami woleli pozostać w oblężonej części miasta. A prawda jest taka, że gdyby nie "pomoc" Zachodu, wojna skończyłaby się 3 lata temu. USA poparły po prostu złą stronę konfliktu, co zamiast przyspieszyć zakończenie wojny, tylko ją przedłużyło i przysporzyło cywilom o wiele większych cierpień. A szans na wygraną rebeliantów i tak nie widać. No ale coś trzeba zrobić, żeby pomóc w zakończeniu wojny i inicjatywa pokojowa jest na pewno lepsza od dostarczania broni - ostatnio znaleziono dowody na używanie przez rebeliantów w Aleppo granatników przeciwpancernych wyprodukowanych w Polsce i Czechach w 1997 roku...

jak dojdą i przeżyją to wyjdzie na to, że wcale tam tak źle nie jest, jak zginą to zginą i tym bardziej nie będzie z tego pożytku.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]