I co dalej?

Tygodnik Powszechny" sprawił swoim Czytelnikom szczególny prezent - przedgwiazdkowy zresztą. Była to wkładka zatytułowana "Bioetyka katolicka", wydana wspólnie z pięcioma innymi tygodnikami katolickimi i Katolicką Agencją Informacyjną (wszystkie one wydały ten sam tekst). Do tego faktu odniósł się ksiądz Adam Boniecki w numerze gwiazdkowym, ubolewając, że w reakcjach prasowych odczytano go jako wzniecenie wojny światopoglądowej, a nawet politycznej i partyjnej.
Czyta się kilka minut

Wydarzenie jest naprawdę bardzo ważne, i to nie jedynie z racji samego meritum tematycznego. I nie tylko dlatego, że pierwszy raz od dawna pojawia się wspólna inicjatywa tak wielu katolickich tytułów. Ale nadto nasuwa to wiele pytań, i nie jest wcale jasne nie tylko, czy padną na nie odpowiedzi, ale nawet - czy zostaną wyrażone.

Broszura wydana przez siedem katolickich mediów nie zawiera żadnej wspólnie wypracowanej wypowiedzi grona dziennikarzy katolickich. Jest antologią różnych tekstów publicystycznych, w których zabiera głos paru hierarchów, paru duchownych, paru świeckich. Redaktor naczelny "Tygodnika" pisze w komentarzu, że chodziło o przedstawienie nauki Kościoła. Ale to przecież działo się od dawna na wszystkich łamach, a i te wypowiedzi czy analizy mogły po prostu ukazać się teraz w różnych tytułach. Więc pytanie o cel inicjatywy staje się oczywiste. Tym bardziej że broszura ukazuje się nie tylko jako temat, ale jako odniesienie do leżących w Sejmie kilku projektów ustawy regulującej sprawę zapłodnienia pozaustrojowego. Ksiądz Adam odrzuca jako niesprawiedliwe sugerowanie, iż katolickie pisma mają zamiar wpływać na kampanię ustawodawczą. Ależ oceny wystawione w broszurze przez jednego z katolickich autorów pod kątem zgodności lub niezgodności projektu z nauką Kościoła są absolutnie jednoznaczne: metoda in vitro jest moralnie zła. Zła jako taka. Dlatego pada stwierdzenie: tylko całkowity zakaz stosowania tej metody (w projekcie przewidującym kary więzienia dla lekarzy) należy uważać za zgodny z nauką Kościoła. Mogłoby z tego stwierdzenia nic nie wynikać?

Wspólne wydanie broszury musi być rozumiane jako aprobata dla wszystkich w niej tekstów i stwierdzeń. Dlatego pytanie o założony cel jej wydania i o dalszy ciąg tej inicjatywy nie są żadną niesprawiedliwością, ba, są oczywiste. Już zresztą padły i padać winny. A od dania przekonujących odpowiedzi zależy bardzo wiele dla bardzo wielu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 01/2010