Hospitanci

Byli na każdej próbie, dojeżdżając do Düsseldorfu po kilkadziesiąt minut, walcząc z zamarzającymi i zaśnieżonymi podmiejskimi pociągami. Pojawiali się zawsze pierwsi, wychodzili dobry kwadrans po wszystkich. Sprawdzali sprzęt, robili herbatę (lub kawę), nosili zarówno termosy z wrzątkiem, jak i elementy scenografii. Sascha Rehberg i Peter Sich. Asystenci asystentki. Hospitanci.
Czyta się kilka minut

Nie otrzymują za swą pracę nawet złamanego germańskiego szeląga. Mimo to (a może właśnie dlatego) są znacznie bardziej zafascynowani procesem powstawania spektaklu niż większość wysokiej klasy specjalistów, których zaangażowanie kończy się sekundę po upływie regulaminowego czasu. W niemieckim teatrze repertuarowym profesjonalizm wpisuje się w nienaruszalną siatkę roboczogodzin, owa siatka zaciska się bezlitośnie zwłaszcza w najgorętszym okresie przedpremierowym. Hospitanci, jako plankton, prześlizgują się na wolność, zupełnie nieprzepisowo wyskakując z pomysłami po godzinach.

Peter Sich był naszym dj-em. Pracował za dwóch akustyków, zawsze gotowy do akcji. Nieludzko spokojny (jak przystało na buddystę), imponował wszystkim przebogatą kolekcją tybetańskich t-shirtów. Jeszcze nie zdecydował, co chce robić w życiu.

Zadaniem jego kolegi było opracowanie egzemplarza, czemu oddawał się z pasją, pieczołowicie zaznaczając każdy ruch i gest aktorów w poszczególnych scenach - a było tego dużo, zważywszy na to, że w spektaklu bierze udział trzydzieści osób. Jak to zwykle w Niemczech bywa, imię Sascha nie oznacza słowiańskich korzeni. (Znam pewnego postenerdowskiego Janka Müllera, którego imię jest owocem dość specyficznej fascynacji rodziców serialem "Czterej pancerni i pies"). Natomiast rodzina byłej narzeczonej Saschy Rehberga pochodzi z Polski. W związku z tym Sascha potrafi powiedzieć "skrzypce" (bo to trudne). No i jeszcze "kocham cię". Chciałby zostać aktorem. Albo reżyserem. Jeszcze nie zdecydował. Na razie się przypatruje. Hospituje.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 03/2010