Reklama

Hołd

Hołd

07.12.2003
Czyta się kilka minut
Czytelnicy w mijającym roku po raz kolejny pokazali swoją niezależność i godność. Ostatnie kilka lat były ciągiem niekończących się narzekań i płaczów nad ich wyborami. Odnosiło się wrażenie, że to oni ostatni mają bronić tożsamości polskiej kultury w sytuacji, kiedy rząd nie ma na nic pieniędzy. Zagubieni w księgarniach, przytłoczeni nieprawdopodobną ilością nowych tytułów, oskarżani o zły, a czasami nawet beznadziejny gust (zainteresowani podobno tylko “kolorowym chłamem"), ostatni czytający Polacy w swoich kulturowych gettach, otoczeni przez potężniejące rzesze telewidzów, nie tracili dobrego samopoczucia. I robili swoje. To znaczy starali się konsekwentnie zrozumieć wyrazy, zdania, a czasami nawet całe akapity. Nie mówiąc już o stronach.
I

I efekty tego widać, kiedy zbliżający się koniec roku, jak zwykle, skłania do syntetycznej refleksji. Nie wszystko jeszcze wiemy, ale wnioski już mogą być optymistyczne. Okazało się, nie po raz pierwszy zresztą, że Polacy nie gęsi i swój rozum mają. Pozbawieni dobrej informacji o książkach, opuszczeni przez telewizję publiczną, w której od lat trwa dziki festiwal próżnych polityków, a o książce mówi się w godzinach, w których już koguty zaczynają piać ogłaszając świt, dzielni i niezłomni czytelnicy wykazują zaskakująco dużo zdrowego rozsądku. Po prostu udowadniają, że doskonale wiedzą, jaka literatura jest naprawdę wartościowa.

Już półroczna lista bestsellerów “Rzeczy o książkach" (“Rzeczpospolita") pokazała, że poza pozycjami z obszaru literatury popularnej, po które sięga się zawsze chętnie w chwilach mniejszego lub większego smutku, a czasami nawet bez niego, ukochaną lekturą ziomków był “Tryptyk rzymski. Medytacje" Jana Pawła II. Pojawił się on późną jesienią zeszłego roku, ale szaleństwo zakupów rozpętało się wiosną roku 2003. W rezultacie do końca czerwca sprzedano ponad 460 tysięcy tego małego, ale jakże ważnego tomiku wierszy. Bez względu na to, jak się będzie interpretować tak wielkie zainteresowanie poezją religijną, ustanowiony został jeden z rekordów sprzedaży (mówiąc językiem sportowym), który może zostać pobity tylko przez piąty tom sagi Joanne K. Rowling “Harry Potter i Zakon Feniksa".

Na marginesie warto zauważyć, że informacje o miejscu magazynowania zapasów tego tytułu są lepiej chronione niż wiele najwyższej wagi tajemnic państwowych. Nawet “Gazeta Wyborcza" nie podała jeszcze do publicznej wiadomości, że jako pierwsza dotarła do miejsca ukrycia książki, w której dochodzi do zagłady części magicznego świata. Będąc w Poznaniu widziałem kilku podejrzanych typków dźwigających laptopy, którzy szli jakoś dziwnie, z nosami podniesionym do góry. Wyraźnie starli się wywęszyć zapach góry papieru, nie wiedząc, że palenie papierosów przyjęte w ich redakcji czyni zmysł węchu nieczułym na wszelkie wonie.

Wstydzę się stawiać trywialne tezy, ale czasami muszę. Świat pozbawiony jest głębszych uczuć i rzadkie ich dowody należy opisywać. Polacy zakochali się w opowieściach Zygmunta Kubiaka. Trzecia jego książka napisana w ciągu kilku ostatnich lat została przyjęta równie entuzjastycznie, jak poprzednie. “Piękno i gorycz Europy. Dzieje Greków i Rzymian" już w pierwszym półroczu sprzedała się w ponad 60 000 egz. Oznacza to, iż bardzo wysoko znajdzie się na rocznej liście bestsellerów. Z pewnością na wielkie zainteresowanie tym tomem miał słynny rzymski profil Andrzeja Leppera, ale nawet bez tej hipotezy sukces musi cieszyć. Podobnie jak rewelacyjna sprzedaż “Rymowanek dla dużych dzieci" Wisławy Szymborskiej. Wprawdzie po przeczytaniu jednej z pisanych z głębi szczerego serca poetki “Odwódek": “Od whisky iloraz niski" popadłem w głębokie przygnębienie, ale szybko z niego wyszedłem po zapoznaniu się z kolejnym mądrym ostrzeżeniem: “Po martini potencja mini". Wszyscy bowiem na szczęście wiedzą, że nie znoszę tego trunku.

Nie mogę przytulić do piersi w odruchu wdzięczności wszystkich czytelników, ale mogę słowami wyrazić dla nich podziw. W końcu przeczytali, nie bacząc na drobny druk: “Godziny" Michaela Cunnnighama, Roberta McLiama Wilsona “Zaułek łgarza", Imre Kertésza “Los utracony", Virginii Woolf “Panią Dallowey" i Bohumila Hrabala “Auteczko". Co więcej, zauważyli i docenili piękno poezji Jarosława Marka Rymkiewicza - laureata Literackiej Nagrody Nike za rok 2002 - zawartej w tomiku “Zachód słońca w Milanówku". Nie pozostali też obojętni na niezwykłą wyobraźnię Yanna Martela, której dowodem jest “Życie Pi", oraz zrozumieli głęboki pesymizm prozy J.M. Coetzee, laureata literackiej Nagrody Nobla w roku 2003.

Polscy czytelnicy zatem wiedzą wszystko i czytają dużo. Tylko dlaczego, na Boga, krytycy nie chcą tego zauważyć? Zamiast szlochać, też przecież mogą czytać.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]