Utrzymanie w ryzach peleryny to nie lada wyzwanie, gdy ma się osiem lat, słupek rtęci pokazuje 38 stopni, a od Morza Śródziemnego wieje silny wiatr, który wcale nie chłodzi.
Nie przeraża to jednak młodych adeptów szkoły dla torreadorów w Almerii, nadbrzeżnego miasta w południowej Hiszpanii. Przerwa na łyk wody – i wracają do ćwiczeń na betonowym boisku.
– Liczą się postura i estetyka, ale ważny jest też uśmiech – mówi mi José Márquez, były torreador, który prowadzi zajęcia. Wyjaśnia, że dziś uczniowie ćwiczą tzw. przejście z peleryną. To moment, gdy torreador triumfuje już nad bykiem i dostaje kilka minut chwały na arenie.
MARZENIE | W almeryjskiej szkole torreadorów uczy się obecnie 21 adeptów: 20 chłopców i jedna dziewczyna. Lekcje odbywają trzy razy w tygodniu po prawie trzy godziny. Najmłodsi mają osiem lat, najstarsi dziewiętnaście. Są podzieleni na grupy według zaawansowania.
Jednym z młodszych uczniów jest 13-letni Antonio, którego rodzice muszą dowozić do szkoły z oddalonej o 70 km gminy Láujar de Andarax. Niski brunet wyznaje, że jest im za to bardzo wdzięczny, bo żeby przywieźć go na zajęcia, muszą zwalniać się wcześniej z pracy.
Jak to się u niego zaczęło? – Już jako trzylatek trzymałem w rękach pelerynę i muletę [czerwony materiał do przyciągania uwagi byka – red.]. Mistrz przyjeżdżał wtedy do naszej wsi na festiwale i pokazy. To wtedy zapragnąłem zostać torreadorem – wspomina Antonio.

MAESTRO | Mówiąc „mistrz” (hiszp. maestro), Antonio ma na myśli Manuela Ruiza. Ten 52-letni były torreador to dyrektor szkoły w Almerii. Dla uczniów jest też wzorem: ma na koncie wiele słynnych występów, w tym na arenie Las Ventas w Madrycie, jednym z najbardziej prestiżowych miejsc dla torreadorów. Występował także we Francji, Meksyku, Ekwadorze.
Gdy przed wizytą w szkole rozmawiałam z Ruizem w pobliskiej kawiarni, przyznał, że u podopiecznych ocenia nie tylko umiejętności fizyczne i taktykę, ale też prezencję i sposób wypowiedzi. – Kondycja jest ważna, ale liczy się też praca nad charakterem. Torreadorzy nie spoczywają na laurach, stale nad sobą pracują. Osiągają sukcesy, ale pozostają skromni. Mają też swój charakterystyczny sposób bycia, styl ubierania – wylicza Ruiz.
Ośrodek w Almerii prowadzi od 14 lat. Wspomina, że gdy sam zaczynał treningi w latach 80. XX w., w kraju były tylko dwie szkoły przygotowujące do zawodu torreadora. Dziś jest ich ponad 70, z czego połowa działa w Andaluzji.
Ruiz: – Zdecydowałem się zaoferować miastu i jego mieszkańcom moje umiejętności, stworzyć coś, czego mnie samemu tak bardzo brakowało, gdy zaczynałem w tym fachu, czyli szkołę dla torreadorów. Dla kogoś, kto chce nim być, nigdy nie jest za późno, ale przygotowanie od zera musi potrwać. Dlatego warto zaczynać pracę już z dziećmi.
PORZUCILI PIŁKĘ | Gdy Ruiz zjawia się na zajęciach, widać, że budzi szacunek. Wcześniej mówił mi, kogo z najstarszych uczniów zamierza wystawić w najbliższej corridzie, ale na razie nie chce tego zdradzać, by nie zniechęcać innych. Codzienna ciężka praca – to jego dewiza.
– Widzisz tego niskiego blondyna? – wskazuje Ruiz, gdy przyglądamy się lekcji przejścia z peleryną. – To Pablo. W zeszłym roku przyszli do mnie jego rodzice i mówią: „Nasz syn od najmłodszych lat trenuje piłkę nożną, kupowaliśmy mu najlepsze korki, woziliśmy na treningi. Dobrze mu szło. Ale teraz mówi nam, że nie chce już być piłkarzem, lecz torreadorem. Nie wiemy, skąd mu się to wzięło”.
Teraz zwracam uwagę, że także inni uczniowie noszą piłkarskie koszulki. Być może nie tylko Pablo chciał być wcześniej piłkarzem.
Dziś, po roku zajęć w szkole Ruiza, 16-letni Pablo jest dobrze zapowiadającym się torreadorem. Ma już za sobą pierwszy występ w rywalizacji młodzieżowej.

PLAN B | Dumą dyrektora jest też 19-letni Antonio.
Pytam go, dlaczego chce zostać torreadorem.
– Dla mnie to nie zawód, ale sposób na życie – odpowiada. – Żeby być torreadorem, trzeba mieć pewne cechy i umiejętności, które rozwijasz i starasz się doprowadzić do perfekcji. Szkołę dla torreadorów łączę z uczelnią. Jestem na pierwszym roku studiów pedagogicznych. Ale to mój plan B. Najważniejsze są dla mnie walki z bykami.
Silny wiatr uniemożliwia w końcu trening na boisku. Dyrektor zabiera więc ze sobą kilku uczniów za budynek szkoły, gdzie wiatr jest mniej dolegliwy. Tam postanawia ćwiczyć z nimi uderzenie szpadą. Polega to na tym, że jeden z uczniów odpowiedzialny jest za trzymanie taczki z postacią byka, wypchaną w środku słomą.
– Wyżej łokieć, nie ruszaj tak ramieniem – instruuje Ruiz, gdy Antonio staje naprzeciw wypchanego byka.
NAGRODA NIEZGODY | Walki torreadorów z bykami odbywają się dziś w dziesięciu krajach świata: Hiszpanii, Portugalii, Francji, Meksyku, Wenezueli, Peru, Ekwadorze, Gwatemali, Chinach i Indiach.
W Hiszpanii na specjalnie przeznaczonych do tego arenach, zwanych plaza de toros. Areny, które są w niemal każdym hiszpańskim mieście, to owalne odkryte obiekty, gdzie walki toczone są na piaszczystym podłożu. Widać, że bliskość aren stanowi walor promocyjny dla okolicznych restauracji, które oferują „mięso z byka”.
Zwierzęta, które biorą udział w corridzie, zwane są bravos. To odmiana masywna (może ważyć nawet 500 kg) i co najważniejsze: temperamentna.
Temperamentny jest także spór, który trwa w Hiszpanii o corridę od lat, z różnym natężeniem. Teraz powrócił, gdy w maju minister kultury Ernest Urtasun postanowił, że w tym roku nie przyzna 30 tys. euro dla najlepszego torreadora. „Ludzie nie rozumieją, dlaczego przyznajemy nagrody za torturowanie zwierząt” – uzasadniał decyzję.
Ministra poparli politycy z lewicowej koalicji Sumar, z której się wywodzi Urtasun. Socjaliści, z którymi Sumar tworzy razem rząd, nie zajęli stanowiska. W końcu to rząd socjalistów, na czele z ówczesnym premierem Josém Luisem Zapatero, ustanowił w 2011 r. tę nagrodę. Ostatni raz przyznano ją w 2023 r. Juliánowi Lópezowi, zwanemu „El Juli”, na zakończenie jego 25-letniej kariery.
PO STRONIE ZWIERZĄT | Decyzję ministra z satysfakcją przyjęła partia ochrony praw zwierząt PACMA, która od 21 lat walczy o zakaz corridy. Jako jedyna z hiszpańskich partii politycznych ma to wpisane w swój program.
– W ciągu ostatnich czterech lat w Hiszpanii przyznano corridzie ponad 6 mln euro subwencji ze środków unijnych, państwowych i lokalnych. Ponadto szkoły dla torreadorów i fiesty z walkami byków otrzymują dodatkowe środki. Ile? Tego dokładnie nie wiemy. Jako PACMA cieszymy się z decyzji ministra kultury, ale to za mało. Priorytetem jest teraz odebranie corridzie subwencji – mówi mi Eduardo Milla, koordynator PACMA w Almerii.
Partia zbiera teraz podpisy pod projektem ustawy, która ma odebrać corridzie jej specjalny status (aby projekt był procedowany, potrzeba ich pół miliona). W 2013 r. weszła bowiem w życie ustawa, która walki byków uznaje za dziedzictwo kulturowe Hiszpanii.
Praktyka pokazuje, że najwięcej walk byków organizuje się w Andaluzji, następnie w Madrycie oraz w Kastylii-La Mancha.
TRADYCJA… | Wszelkie wydarzenia z udziałem byków są natomiast zakazane na Wyspach Kanaryjskich i w Katalonii. Ubolewa nad tym 74-letni Juan Antonio Prades, który corridy ogląda od prawie pół wieku. Prades, który pochodzi z delty Ebro w Katalonii, uważa, że walki z bykami są nierozerwalnie związane z tożsamością Hiszpanów.
– W każdej wsi i miasteczku organizuje się fiesty na część patrona miasta, w moim regionie to cztery dni fiesty i zabawy z udziałem byków. Wszyscy brali w tym udział, tworzyło się nawet sztuczne areny do walki byków. Tak się wychowałem. Niezależnie, czy rozmawiamy o Galicji, Asturii, Kraju Basków czy o Andaluzji. Kiedy nie ma w mieście specjalnej areny, organizuje się ją na głównym placu miasta. I tak już jest, od kiedy świat jest światem, mamy to w genach – mówi Juan Antonio.
Mężczyzna przekonuje, że corrida to prawdziwy spektakl: – Gdy się ją ogląda, trzeba zwracać uwagę na szczegóły. W corridzie, w której torreador próbuje ujarzmić i zapanować nad bykiem, nie ma miejsca na improwizację. Chyba że coś idzie nie po myśli torreadora i musi ocalić życie. Oglądam corridy od prawie 50 lat, a zawsze znajduję w nich coś nowego.
…CZY CIERPIENIE | Juan Antonio przyznaje, że ma świadomość, iż byk cierpi. Ale podkreśla, że corrida to część hiszpańskiej kultury, która w dodatku pobudza gospodarkę i turystykę.
Inaczej widzą to działacze partii PACMA: zapewniają, że Hiszpania jest bogata w inne tradycje i nie musi kontynuować tej związanej z cierpieniem zwierząt.
– Weterynarze mówią, że to bardzo bolesna śmierć. Przy każdym uderzeniu byk traci krew i siłę, aż do momentu, gdy umiera. Naszym zdaniem to znęcanie się nad zwierzętami nie może być traktowane jako element kultury – mówi mi Eduardo Milla, polityk PACMA.
Partia ma listę wszystkich organizowanych w Hiszpanii walk byków. Jej działacze planują protesty przed każdą areną do czasu, aż corrida zostanie zakazana w całym kraju.
I wskazują na pewną niekonsekwencję: we wrześniu 2023 r. w Hiszpanii weszło w życie nowe prawo chroniące zwierzęta. Czytamy w nim, że właściciele zwierząt domowych powinni ukończyć specjalny kurs przygotowujący ich do „nowej roli”. Ponadto zwierzęta nie mogą być umieszczane na wystawach sklepów zoologicznych, nie można też zostawiać psów bez opieki w domu powyżej 24 godzin. Za znęcanie się nad zwierzętami może grozić od 500 do nawet 200 tys. euro grzywny. Nowe prawo pomija temat ochrony byków, które przecież umierają podczas corridy.
„DZIECKO GRATIS” | Osobna kwestia to obecność dzieci na walkach.
Obecnie to, czy nieletni mogą być na corridzie, zależy od prawa w danej wspólnocie autonomicznej (odpowiednik województwa). Niedawno jedna z firm zajmujących się sprzedażą biletów na corridę w Sewilli zaczęła kampanię: „Jeden bilet, jedno dziecko gratis”, proponując darmowy bilet dla dzieci poniżej 8. roku życia.
Firma uzasadnia to tak: „Rozwiązanie ma wprowadzić najmłodszych w świat corridy i wzbudzić u nich zainteresowanie”. Kampania spotkała się z krytyką nie tylko obrońców praw zwierząt, ale też psychologów, którzy wskazywali, że to może źle wpływać na rozwój dzieci.
Z kolei na wyspiarskich Balearach areny byków muszą być oznaczone tabliczkami ostrzegającymi, że „spektakle mogą być nieodpowiednie dla osób wrażliwych”; zabroniony jest tam wstęp dzieci. Choć to może się zmienić – prawicowy rząd regionalnych Balearów pracuje nad zmianą przepisów.
ODWROTNY EFEKT? | Juan Antonio Prades uważa, że decyzja ministra o nieprzyznawaniu nagrody to kolejny krok do zniszczenia kultury corridy w Hiszpanii. Dlatego 74-latek prowadzi stronę internetową, która nazywa się Tauroarte (w wolnym przekładzie: O sztuce walk byków). Jej deklarowany cel to, jak czytamy: „Za wolność i istnienie corridy w Kolumbii, Meksyku, Wenezueli (...) i krajową nagrodę w Hiszpanii”.
W maju parlament Kolumbii zakazał organizacji walk. Prades uważa, że to samo może grozić pozostałym krajom, w których władze przejmuje lewica.
Były torreador Manuel Ruiz mówi mi, że corrida to sztuka i powinna być apolityczna. Ruiz uważa, że nie przyznając nagrody dla najlepszego torreadora, Ministerstwo Kultury osiągnęło odwrotny efekt do zamierzonego: – Ludzie nie chcą, aby ktoś im mówił, jak żyć. Ci, którzy nie byli zwolennikami corridy, dziś zaczęli się tym bardziej interesować. Na ulicy oczywiście możesz usłyszeć wiele radykalnych głosów. Ale rezygnacja z przyznawania krajowej nagrody dla najlepszego torreadora sprawiła, że wiele regionów kraju postanowiło przyznać swoje regionalne nagrody. Jak Kastylia-La Mancha, Walencja, Andaluzja.
Ruiz uważa też, że popularność corridy nie słabnie. Świadczyć ma o tym publiczność na prestiżowej fieście w Madrycie, na cześć patrona miasta świętego Izydora, podczas której kolejne corridy odbywają się przez 28 dni. Także w tym roku podczas większości pokazów arena, mogąca pomieścić 24 tys. widzów, była wypełniona po brzegi.
Innego zdania jest Eduardo Milla z partii PACMA: twierdzi, że w 2022 r. w wydarzeniach z udziałem byków uczestniczyło 775 tys. ludzi, podczas gdy w 2019 r. były to ponad trzy miliony. – To jedne z najgorszych statystyk od dekady, co najlepiej świadczy, że spada zainteresowanie corridą – mówi Milla.
A GDYBY… | W dniu, gdy odwiedzam szkołę dla torreadorów, w Madrycie trwa kolejny dzień tegorocznej Fiesty Świętego Izydora, rzecz jasna z walkami byków. Jej rangę podnosi obecność króla wśród publiczności.
Gdy Manuel Ruiz ćwiczy teraz z trójką uczniów, jak prawidłowo zadawać cios szpadą w byka, reszta chłopców myślami jest gdzieś indziej.
– Teraz Ferrera! – krzyczy jeden, a inni, też przyklejeni do telefonów, powtarzają to nazwisko. Antonio Ferrera to jeden z najlepszych hiszpańskich torreadorów, uczniowie mu kibicują.
Dla nich spełnieniem marzeń byłby występ na madryckiej arenie Las Ventas, zbudowanej w latach 30. XX wieku. Zapewne będzie to dane tylko nielicznym z nich.
Na razie skupiają się na treningach. Nie chcą myśleć, co by było, gdyby... Gdyby na przykład corrida została jednak zakazana w całej Hiszpanii.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















