Hiszpanię w zeszłym roku odwiedziło 85 milionów zagranicznych turystów. Hotelarze się cieszą, mieszkańcy zaczynają protestować

Znaczenie masowej turystyki jest oczywiste: w samej tylko Andaluzji dochód z niej odpowiada za 12 proc. regionalnego PKB i 12,5 proc. zatrudnienia. Ale ma to swoją cenę: w Maladze, Madrycie czy na Ibizie kupno i najem mieszkań są coraz trudniejsze. Wielu Hiszpanów chce zmiany modelu turystycznego.
z Malagi
Czyta się kilka minut
Protest mieszkańców Malagi przeciwko masowej turystyce. Na transparencie napis "Turystyka lub życie. Za mieszkanie bez nadużyć i spekulacji". Malaga, 29 czerwca 2024 r. // Fot. Agnieszka Zielińska
Protest mieszkańców Malagi przeciwko masowej turystyce. Na transparencie napis "Turystyka lub życie. Za mieszkanie bez nadużyć i spekulacji".. Malaga, 29 czerwca 2024 r. // Fot. Agnieszka Zielińska

Alejando Villén od urodzenia mieszka w Maladze. Miasto, położone nad brzegiem Morza Śródziemnego i zwane stolicą Costa del Sol, Wybrzeża Słońca, ma szczególny klimat: słońce świeci tu przez ponad 320 dni w roku, a zimy są łagodne. Przed chłodnym powietrzem znad kontynentu Malagę chronią góry. Nic dziwnego, że turyści chętnie ją odwiedzają – prawie przez cały rok.

Alejandro chce, abyśmy porozmawiali w jakimś cichym miejscu, z dala od gwaru ulicy i od turystów. Ma 47 lat i fryzurę, która oddaje jego artystyczną duszę: pracuje jako ilustrator książek dla dzieci.

Idziemy do Muzeum Carmen Thyssen – otwarte w 2011 r., prezentuje głównie hiszpańskie malarstwo z XIX w. Skinienie głową – i ochroniarze pozwalają nam wejść do kawiarni, ukrytej w głębi muzeum. Nie ma w niej nikogo. – Uwielbiam to miejsce, bo rzadko docierają tu turyści – mówi Alejandro.

WSZĘDZIE TURYŚCI | – Był rok 2017, gdy zdałem sobie sprawę, że połowa mieszkań w moim budynku została już zamieniona na mieszkania turystyczne, pod krótkotrwały wynajem. Moje jest na parterze. Ciągle są imprezy, pijani turyści mylą przycisk światła z moim dzwonkiem. Po dużej ilości alkoholu turyści głupieją. Załatwiają potrzeby fizjologiczne przed budynkiem, wymiotują na klatce schodowej, zostawiają wkoło śmieci – opowiada Alejandro.

Alejandro, 47 lat, jest ilustratorem książek. Malaga, 28 czerwca 2024 r. // Fot. Agnieszka Zielińska

Żyje w samym centrum Malagi. W ciągu dwóch dekad z 10 tys. mieszkańców starówki pozostała mniej niż połowa. Centrum wyludnia się, bo powstają coraz to nowe hotele, mieszkania turystyczne i miejsca rozrywki.

– Nie ma możliwości, by kupić normalne jedzenie, owoce czy chleb. Są za to gigantyczne sklepy monopolowe. Nie ma parków dla dzieci, ławek, parkingów, nie można jeździć na rowerze. Sąsiedzi już się nie znają, nie ma z kim porozmawiać. Miasto traci swoją tożsamość – uważa Alejandro.

ZMIANA MODELU | Kilkadziesiąt lat temu jego dziadek otworzył w centrum Malagi kawiarnię, nazwał ją Doña Mariquita. Było to po wojnie domowej (1936-39). Dziadek, przeciwnik dyktatora Francisco Franco, siedział w więzieniu, a po wyjściu postanowił założyć mały biznes, aby być niezależnym.

Biznes był prawdziwie rodzinny: w kawiarni pracował ojciec Alejandra, wujkowie, kuzyni, kiedyś także on sam. Ojciec miał też sklep obuwniczy. Oba biznesy trzeba było sprzedać. Podobny los podzieliły setki miejsc: nie przetrwały próby czasu, wysokich kosztów – ustąpiły miejsca działalności franczyzowej.

– Od ponad 60 lat turyści coraz bardziej masowo odwiedzają Hiszpanie. Serwujemy im paellę i sangrię, ale model turystyczny z tamtych lat już nie istnieje. Upadły tradycyjne biznesy, środki z turystyki są źle dystrybuowane. Bo jak kelner, który zarabia nieco ponad tysiąc euro, ma wynająć mieszkanie za 800 euro? – mówi ilustrator.

KŁÓDKI, NIE KLUCZE | Idziemy na spacer po okolicy. Alejandro pokazuje cyfrowe kłódki przy wejściach. Turyści wpisują kod i wchodzą: – Nikt nie sprawdza ich tożsamości, a prawo nakłada przecież taki obowiązek. Poza tym, jak widzisz, np. tu są cztery kłódki, co oznacza cztery mieszkania dla turystów. Zgodnie z prawem powinny być oznaczone niebieskim znakiem AT jako apartamenty turystyczne.

Oficjalne zgłoszenie takiego biznesu oznacza jednak podatki i formalne zatrudnienie osób, które w nim pracują (np. sprzątają). Częsty jest więc wynajem nieformalny, przez platformy internetowe.

Alejandro pokazuje dom, w którym w XIX w.  urodził się Antonio Cánovas del Castillo, premier, który przywrócił monarchię. – To dziś ruina, nie ma nawet tabliczki wspominającej tego jednego z najwybitniejszych mieszkańców Malagi – ubolewa. Twierdzi, że zabytkowe budynki w centrum kupują dziś tylko inwestorzy: na hotele i apartamenty turystyczne.

Zapewnia, że nie jest przeciwny turystyce, lecz temu, że miasto nie potrafi stworzyć takiego modelu turystycznego, który uwzględniałby dobro zwykłych malagijczyków. Dla nich brakuje bowiem mieszkań na wynajem.

Alejandro: – Miastem rządzi 81-letni prezydent, odklejony od realiów. Ostatnio pewna kobieta, która sprząta na uczelni, powiedziała mu, że od dwóch lat szuka mieszkania do wynajęcia dla siebie i dwójki dzieci. Odparł, że mieszkania są, tylko ona na pewno źle szuka.

NA PARTERZE | 75-letnia Mari Carmen mieszka w mieszkaniu wynajętym. Całe życie poświęciła wychowaniu sześciorga dzieci. Po tym, jak odszedł od niej mąż, pracowała od rana do nocy, sprzątając i opiekując się cudzymi dziećmi. Nie zebrała dość pieniędzy, by kupić własne mieszkanie. Mówi, że raz była blisko. Ale bieżące wydatki pogrzebały plan.

Dziś całą emeryturę, 480 euro, wydaje na wynajem. Na wodę, prąd i jedzenie już nie starcza, więc jest zdana na pomoc finansową dzieci. – Po przejściu na emeryturę pracowałam jeszcze trochę, aby związać koniec z końcem, ale dzieci powiedziały, żebym to zostawiła, że pomogą – mówi Mari Carmen. – Jestem im za to wdzięczna. Gdyby nie one, nie wiem, co bym zrobiła.

Maria Carmen w swoim mieszkaniu. Malaga, 29 czerwca 2024 r. // Fot. Agnieszka Zielińska

Mari zaprasza do siebie. W drzwiach wita nas suczka Linda, rasy york. Mari Carmen ma małe mieszkanko: sypialnia, łazienka, kuchnia. Na ścianach zdjęcia wnucząt, obraz jej rodziców i jej samej w sukni ślubnej, gdy miała 18 lat.

Mieszka na parterze, skąd słychać, co dzieje się na ulicy: – Starsze osoby nie robią hałasu. Najgorzej jest zimą, gdy Malagę masowo odwiedzają młodzi. O czwartej nad ranem wracają z dyskoteki, krzyczą. Moja suczka bardzo się wtedy denerwuje, szczeka bez przerwy. Też byłam młoda i rozumiem, że chcą się bawić, ale nasze życie zamieniają w piekło. Dlaczego nie mogą mieszkać w hotelach, z dala od nas? Tam mogliby hałasować do woli.

PROTEST | Razem z Mari Carmen idziemy na Plaza de la Merced, dawny rynek miejski. Związek lokatorów zaplanował tutaj demonstrację.

Zaczyna się od performansu młodych aktywistów. Przy muzyce wiją się po betonowym placu. Otaczają ich inni protestujący z plakatami: „NIE dla kolejnych eksmisji”, „Turyści do hoteli, mieszkania do życia”, „Mieszkanie prawem, nie biznesem”, „Malaga nie na sprzedaż”, „Tak dla gazpachuelo, nie dla sushi” (gdzie gazpachuelo to tradycyjna zupa rybna z Malagi, a sushi to symbol szybkiego dania na wynos dla turystów).

Demonstrujący niosą podobiznę prezydenta regionu Andaluzja z naszywkami imitującymi banknoty na rękawach. Na kolejnym transparencie wyliczenie: „Wynajem 80 metrów kw. w Maladze to 1200 euro, a średnia pensja w Maladze to 1350 euro”.

Antonio, działacz platformy „Malaga ha VeSos”. Malaga, 29 czerwca 2024 r. // Fot. Agnieszka Zielińska

Na proteście spotykam Antonia, mężczyznę w średnim wieku z platformy „Malaga ha VeSos” (to skrót od: Malaga żywa, zielona, zrównoważona). Ubrany w zieloną bluzę z sercem pełnym ludzi z różnych grup społecznych i kultur, mówi, że walczy o taką Malagę: otwartą, w której można godnie żyć: – Wolny rynek mieszkań wyklucza malagijczyków. Za sprawą atmosfery i klimatu miasto zachęca obcokrajowców, rozumiem to. Ale my Malagę mamy w sercu, nie tylko w portfelu.

Dodaje z goryczą: – Władze obiecują budowę nowych mieszkań na sprzedaż, ale my potrzebujemy mieszkań socjalnych. Co z tego, że chcą zbudować ich tysiące, skoro najtańsze ma kosztować 226 tys. euro. Moje dzieci dobrze zarabiają, ale kupno tutaj mieszkania jest dla nich nierealne.

KILKA MINUT | W podobnej sytuacji co dzieci Antonia jest Álvaro. Wysoki 30-letni blondyn wyjaśnia, że jako architekt zarabia bardzo dobrze, ale i tak nie może sobie pozwolić na kupno mieszkania: – Nie ma kawiarni dla malagijczyków, wszystko jest tylko dla turystów. Oni przyjeżdżają i wyjeżdżają, czasem załatwiają swoje potrzeby na ulicy. Ile możemy tak dłużej wytrzymać? Dla turystów powinny być hotele. Jeśli powstają tylko nowe mieszkania na wynajem turystyczny, brakuje ich dla mieszkańców, a ceny rosną.

Alvaro, ma 30 lat, jest architektem. Malaga, 29 czerwca 2024 r. // Fot. Agnieszka Zielińska

Álvaro twierdzi, że gdy na stronie internetowej pojawia się oferta mieszkanie na wynajem za mniej niż tysiąc euro miesięcznie, po kilku minutach jest nieaktualna: – To nie tak, że najem mieszkania jest trudny. On jest niemożliwy. Mam przyjaciół, którzy wrócili do rodziców, bo nie mogą nic wynająć. I innych, których rodziców eksmitowano, aby móc wynajmować mieszkania turystom. Niektórzy znajomi zamieszkali na wsi, bo w Maladze nie było ich stać na wynajem czegokolwiek.

Umowa na wynajem kończy mu się za rok. Álvaro: – Boję się, że właściciel jej nie przedłuży i mnie wyrzuci. Nie wiem, co wtedy zrobię.

NUMER JEDEN | W 2023 r. wśród użytkowników platformy Airbnb to Malaga była najczęściej szukanym kierunkiem turystycznym – na całym świecie. Znaczenie turystyki dla Andaluzji nie budzi wątpliwości: dochód z tego sektora odpowiada za 12 proc. regionalnego PKB i 12,5 proc. zatrudnienia w tej wspólnocie autonomicznej (odpowiednik województwa). Stąd niechęć władz lokalnych, by ograniczać liczbę mieszkań turystycznych.

Według Krajowego Instytutu Statystycznego w Andaluzji jest ponad 82 tys. mieszkań turystycznych, a w ostatnim roku ich liczba wzrosła o 17 proc. To tylko te zarejestrowane – faktycznie jest ich więcej. A według danych Instytutu najwięcej mieszkań turystycznych w całym kraju jest właśnie w Maladze.

Dziś Malaga jest też kolejnym miastem Hiszpanii, gdzie pojawiają się protesty przeciw sytuacji w mieszkalnictwie, w tym wysokim cenom czynszu.

Zaczęły się w kwietniu, najpierw na Wyspach Kanaryjskich. W 2023 r. odwiedziło je ponad 16 mln turystów, więcej niż kiedykolwiek. Turystyka odpowiada tam za 40 proc. PKB. Ale, jak twierdzą organizatorzy protestów z fundacji Canaria Tamaimos, „w rękach mieszkańców nie zostają pieniądze, lecz śmieci, przepełnione ulice, przeciążona opieka zdrowotna”. W ciągu minionej dekady średnia cena wynajmu na Wyspach miała się podwoić.

MAJORKA, IBIZA | Później, w maju, tysiące mieszkańców protestowały na ulicach Majorki. W ciągu 10 lat ceny mieszkań na Balearach – popularnych wśród turystów wyspach na Morzu Śródziemnym – potroiły się. Coraz więcej osób mieszka tam w piwnicach, namiotach i przyczepach kempingowych. W internecie można znaleźć nietypowe oferty wynajmu: „Miejsce na podwórzu na postawienie przyczepy kempingowej lub namiotu 350 euro miesięcznie, z wodą i prądem 500 euro”.

W reportażu telewizji RTVE sanitariusz ze szpitala publicznego na Ibizie José Luis Gambacorta opowiadał, że cztery lata temu kupił przyczepę kempingową, za 8 tys. euro oszczędności. Podjął taką decyzję, bo po latach odkładania nie było go wciąż stać na wkład własny na mieszkanie, by wnioskować o kredyt. W przyczepie ma lodówkę, telewizor, panel słoneczny (i dzięki niemu prąd) oraz zbiornik na 90 litrów wody. Tylko coraz trudniej znaleźć mu miejsce na parking, bo władze wyspy wprowadzają coraz więcej ograniczeń.

„Musiałem znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji. Na Ibizie nie brakuje pracy, ale nie ma mieszkań” – mówił Gambacorta w RTVE. Zarabia 1,5 tys. euro miesięcznie, gdy według Activum Real Estate wynajem 60-metrowego mieszkania kosztuje na wyspie nawet 1360 euro miesięcznie (w Madrycie to 986, a w Barcelonie 1173 euro).

COŚ SIĘ ZMIENI? | Władze Barcelony chcą działać. Rada miejska, na czele z socjalistami, zaproponowała likwidację mieszkań turystycznych od 2029 r. Projekt musi jeszcze zostać zatwierdzony. Katalońska Federacja Apartamentów Turystycznych wyliczyła, że może to zmniejszyć PKB Katalonii o prawie 4 proc.

Ponieważ problem z dostępem do mieszkań widać w całym kraju, jesienią 2023 r., po zaprzysiężeniu kolejnego lewicowego rządu Pedro Sáncheza, powstał nowy resort: ministerstwo ds. mieszkalnictwa. W marcu rząd zatwierdził indeks cen referencyjnych, który ma wyznaczać granicę cen najmu w obszarach uznanych za wrażliwe. Wciąż nie wiadomo, które regiony i w jakim stopniu będą go stosować.

Alejandro Villén przez sześć lat działał w stowarzyszeniu sąsiadów ze starego miasta Malagi. Zrezygnował w 2023 r., gdy zaczął dostawać groźby: – Zgłaszaliśmy przypadki łamania prawa, np. ustawianie kawiarnianych stolików tak, że blokowały przejście ulicą. Zaczęto mnie wyzywać i sugerować, że przeze mnie pracownicy barów tracą pracę.

Dziś czuje się dyskryminowany. Choć jest najbardziej znanym ilustratorem książek dla dzieci w Maladze, z powodu jego krytyki wobec sektora turystycznego władze miejskie nie zapraszają go już na miejscowe festiwale i kiermasze książek.

Deklaruje, że się nie podda. Właśnie zapisał się do partii Adelante Andalucía (Naprzód Andaluzjo). Wraz z nią chce, jak mówi, walczyć o godne życie mieszkańców Malagi: „tak” dla turystyki, ale „nie” dla cierpienia mieszkańców.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Tak dla gazpachuelo, nie dla sushi