Gromobicie ciszy

W jednym z analizowanych na języku polskim utworów znalazłam zwrot “gromobicie ciszy". Zwykle nie zapamiętywałam takich detali, ale ten wbił mi się w pamięć i mimo, że od tej lekcji minęło już kilka lat, zawsze gdy jestem w górach i zaglądam w przepaść, przypominam sobie te słowa i powtarzam je w duchu. To dla mniej rodzaj modlitwy za tych, co tragicznie zginęli. Gdy czytałam tekst Bartka Dobrocha “Od śmierci w dolinach zachowaj nas, Panie" (“TP" nr 45/05) o śmierci mojego rówieśnika w Dolinie Pustej, słowa “gromobicie ciszy" znowu zabrzmiały mi w głowie...
Czyta się kilka minut

Kiedyś, idąc granią od Żabiego Wyżnego ku Młynarzowej Przełęczy, w eksponowanym miejscu potknęłam się. Sprzączka w jednym bucie zahaczyła się o sznurówkę drugiego, w ostatniej chwili mocno szarpnęłam nogą, sprzączka na szczęście puściła. Szerokim krokiem przeszłam na następny występ grani. W jednej sekundzie całe życie stanęło mi przed oczami! Gigantyczny skok adrenaliny! Strach! Potem ulga i... gromobicie ciszy. Siadłam na występie grani roztrzęsiona. Wokół zapadający zmrok, ciemne doliny i oświetlone różowym światłem słońca wierzchołki. To było takie piękne i straszne zarazem. Niewzruszone, surowe, kamienne szczyty i cisza, gromobijąca cisza... Tak, jakby nic się nie stało.

Kilka dni później miałam wyjść ze znajomymi na Kominiarski Wierch przez tzw. Kufę. Pogoda nas nie rozpieszczała, na niebie wisiał pułap chmur przechwytujących światło słoneczne. Nie były to jednak chmury burzowe. Szło się dobrze, raz po raz popadująca mżawka nawet mnie cieszyła. Wesoło rozmawiając, dotarliśmy do kluczowego miejsca, gdzie mieliśmy przejść wąskim, stromym i porośniętym trawą żlebkiem. Gdy zbliżało się południe, doszliśmy do górnej części trudnego miejsca. Zadowoleni z sukcesu stwierdziliśmy, że trochę urozmaicimy sobie drogę i wybraliśmy wariant trudniejszy. Kiedy jednak zrobiło się naprawdę trudno, moja siostra postanowiła się wycofać, a trawersując trzymała się kęp trawy. Nagle trawa nie wytrzymała jej ciężaru. W pierwszej chwili myślałam, że to sen, że to mi się wydaje. Mijały sekundy, ona leciała bezwładnie, odbijała się. Nagle zniknęła pod gałęziami drzewa rosnącego w dolnej części żlebu. Nie mogłam się ruszyć, patrzyłam na miejsce upadku, nie wiedząc, co się stało. Nastała cisza. Po kilku długich sekundach usłyszałam głos siostry: “Nie martwcie się, żyję". To był najszczęśliwszy moment w moim życiu. Nigdy go nie zapomnę, jak i późniejszych sekund ciszy...

BALBINA MORDA (Wrocław)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 49/2005