Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Grecka tragedia w NRD

Grecka tragedia w NRD

11.03.2009
Czyta się kilka minut
Książka zakazanego pisarza z NRD, który pod koniec lat 50. wybrał wolność, pokazuje brutalną prawdę o epoce odwilży, zakończonej pacyfikacją powstania w Budapeszcie.
C

Czy w PRL-u powstała choć jedna wysokiej klasy powieść o najciemniejszych latach 40. i 50.? Pytanie wydaje się bezzasadne, a odruchowa odpowiedź brzmi: taka powieść nie mogła powstać, a już na pewno zostać opublikowana. A jednak po latach docierają do nas - z zagranicy! - książki, których autorzy umieli się zdobyć na dystans i intelektualną niezależność, choć po wojnie zostali mieszkańcami imperium Stalina.

Nazwisko Uwego Johnsona - jednego z najważniejszych powojennych prozaików niemieckich, członka słynnej Grupy 47 (do której należeli m.in. Heinrich Böll, Günter Grass, Martin Walser i poeta Hans Magnus Enzensberger) - nie mówi dziś nic lub prawie nic polskim czytelnikom. W PRL-u nie przekładano go ze względów politycznych. Po 1989 r. wylano dziecko z kąpielą - pisarzy kojarzonych z byłą NRD po prostu przestano wydawać. Nie bez znaczenia były też trudności translatorskie - Johnson, dla którego kluczowa jest gra językiem potocznym i nowomową, uchodzi za pisarza praktycznie nieprzekładalnego.

Szkoda, bo to postać dużego formatu, i literackiego, i moralnego. Urodzony w Cammin (dzisiejszym Kamieniu Pomorskim), jako jedenastolatek - na skutek wypędzeń - opuścił Polskę i osiadł z matką w Meklemburgii, podczas gdy jego ojciec zmarł w sowieckim obozie dla internowanych. Mimo lewicowych poglądów od początku protestował przeciwko nadużyciom nowej władzy. Za sprzeciw wobec nagonki na Kościół Ewangelicki wyrzucono go z uczelni.

Dwie jego pierwsze powieści zostały, ze względów ideologicznych, odrzucone. Równocześnie z ukazaniem się w zachodnioniemieckim wydawnictwie "Domniemań w sprawie Jakuba" wybrał wolność. Odtąd mieszkał w Berlinie Zachodnim, USA (gdzie zaprzyjaźnił się m.in. z Hannah Arendt) i Wielkiej Brytanii. Był samotnikiem. W lutym 1984 r. zmarł na­gle na skutek niewydolności serca, a jego ciało znaleziono dopiero trzy tygodnie później.

"Domniemania w sprawie Jakuba" musiały wzbudzić wściekłość cenzury. Johnson przewrotnie korzysta z rekwizytów powieści socrealistycznej, używając ich przeciwko socrealizmowi. Tytułowym bohaterem jest "człowiek pracy" - uczciwy dyspozytor kolejowy, w 1956 r. zmuszony do zatrzymania pociągów pasażerskich po to, by w drogę mogły wyruszyć oddziały Armii Czerwonej, wysłane do tłumienia powstania w Budapeszcie. Jego matka wyjechała na Zachód, tak jak jego przyjaciółka z dzieciństwa, w której jest zakochany - pracująca obecnie jako sekretarka dla NATO. Wśród postaci pojawia się również młody naukowiec, przeżywający rozczarowanie komunizmem i zmuszony do odejścia z uczelni za nieprawomyślne poglądy.

W książce bez ogródek zostaje opisana rzeczywistość gdzie indziej nie przedstawiona - reakcja intelektualistów na XX zjazd Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego i tajny referat Chruszczowa o zbrodniach Stalina, powstanie węgierskie, bezpardonowa ingerencja policji politycznej w życie prywatne (Stasi usiłuje wykorzystać Jakuba do zwerbowania pracującej dla NATO przyjaciółki), rozdzielenie bliskich, którzy znaleźli się po dwu stronach granicy.

Jedynie postać inteligentnego agenta Rohlfsa jest papierowa, tak jak wychodzące z jego ust tyrady o konieczności dziejowej i wyższości socjalizmu. Pisarz przyznał po latach, że wymyślił takiego agenta, z którym jako młody intelektualista mógłby wejść w dyskusję. Ale polski czytelnik może być dziś zdezorientowany - skoro ludzie Stasi nie zostają przedstawieni jako dranie, a główny bohater nie korzysta z okazji, by pozostać na Zachodzie, to gdzie tu antysystemowy bunt?

Czytając książkę Johnsona, należy jednak pamiętać o lewicowym nastawieniu większości powojennych pisarzy niemieckich (zarówno tych ze Wschodu, jak i Zachodu). Ich socjalistyczne czy komunizujące poglądy były szczere - wynikały z porażenia rozmiarami niedawnych niemieckich zbrodni. Odwaga pisarzy takich jak Johnson czy nieobecna dziś w Polsce Christa Wolf polegała na zdolności do konfrontowania - praktycznie od samego początku - ideologii z rzeczywistością.

Artystycznie "Domniemania..." są książką radykalną, stawiającą odbiorcy wysokie wymagania. Sensacyjna fabuła zostaje przepuszczona przez skomplikowaną machinę narracyjną. Narracja jest nieuporządkowana, skrajnie subiektywna, oddająca wiele punktów widzenia. Jej fragmenty, urywki monologów, strzępy dialogu następują po sobie chaotycznie. Czytelnikowi towarzyszy kontrolowane poczucie zagubienia.

Nie ukrywam, że ta estetyka, wyraźnie inspirowana francuską nową powieścią, wydaje się dziś przestarzała. Ale jednocześnie świetnie przylega do tematu - zdialogizowanie książki, z której nie da się wyczytać żadnej autorskiej myśli, już samo w sobie stanowi antytotalitarne przesłanie. Wizja społeczeństwa jako przypadkowego konglomeratu zamkniętych monad to wpływ egzystencjalizmu.

Najważniejsze jest jednak co innego - przerażenie historią, stanowiące emocjonalną dominantę książki. Dla rówieśników pisarza było przeżyciem pokoleniowym, ale wyjątkowość Johnsona polegała na tym, że zamiast rzucić się w objęcia ideologii, potrafił w tym przerażeniu wytrwać.

Dawno nie czytałem książki o takim nasyceniu tragizmem - zabronionym przez socrealizm, w dzisiejszej literaturze praktycznie nieobecnym. Jakub ginący pod kołami pociągu (na skutek samobójstwa czy zlikwidowany przez Stasi?) odbywa dokładnie przeciwną drogę niż Maciek z "Popiołu i diamentu" - od pogodzenia z rzeczywistością do buntu.

Johnson najwyraźniej zakochał się w jednej ze stworzonych przez siebie bohaterek. Kilkanaście lat po napisaniu "Domniemań..." powrócił do kruchej, wzruszającej i silnej Gesiny Cresspahl. W swym najważniejszym powieściowym przedsięwzięciu, monumentalnym cyklu "Jahrestage", opublikowanym w latach 1970-83, przedstawił jej losy po emigracji do USA, konfrontując bohaterkę m.in. z inwazją wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 r. Nie sądzę, byśmy prędko mogli przeczytać tę powieść po polsku. Może więc któryś z kanałów telewizyjnych pokaże chociaż serial na jej podstawie, zrealizowany w 2000 r. przez Margarethe von Trotta?

Uwe Johnson, Domniemania w sprawie Jakuba, przeł. Sława Lisiecka, Warszawa 2008, Czytelnik.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]