Reklama

Grandpuits, czyli zielona opowieść uniwersalna

Grandpuits, czyli zielona opowieść uniwersalna

w cyklu WOŚ SIĘ JEŻY
11.02.2021
Czyta się kilka minut
Szczęśliwi ci, którzy mogą się spokojnie martwić klimatycznym końcem świata. Ale co z tymi, którzy pod rządami nowego zielonego ładu nie doczołgają się do końca miesiąca?
Rafał Woś / FOT. GRAŻYNA MAKARA
G

Grandpuits leży jakieś 70 km od na południowy-wschód od Paryża. W zasadzie nie ma tam niczego szczególnego – prócz wielkiej rafinerii należącej do petrochemicznego giganta Total. W rafinerii od stycznia trwa strajk. Wybuchł on po tym, jak Total ogłosił, że do 2024 roku Grandpuits przestawi się w pełni na wymagania nowego zielonego ładu. Zamiast brudnych i cuchnących paliw będą tu więc wytwarzane paliwa ekologiczne oraz biodegradowalne materiały ze źródeł odnawialnych. To chyba dobrze, prawda? Tylko dlaczego ludzie strajkują? Czy nie potrafią zrozumieć, że dalsza eksploatacja ropy oznacza niechybną zagładę zasobów naszej planety oraz klimatu? Czy nie wiedzą o młodzieżowych strajkach klimatycznych? A może nie słyszeli o Grecie Thunberg? Co z nimi, u licha? Czyżby nie dorośli do wyzwań XXI wieku?

W tym miejscu ta opowieść mogłaby się skończyć. I zbyt często tak się właśnie dzieje. Czytelnicy pokręcą głową nad niezrozumiałym uporem, konserwatyzmem i ciasnymi horyzontami strajkujących. Ten i ów pomyśli pewnie, że to całkiem tak, jak z naszymi górnikami. W końcu oni też znowu „dymią”, niezadowoleni z ogłoszonej tydzień temu rządowej strategii energetycznej 2040, zwanej w mediach PEP2040, która ma być „kompasem dla przedsiębiorców, samorządów i obywateli w zakresie transformacji polskiej gospodarki w kierunku niskoemisyjnym”. Upewniwszy się, kto jest po której stronie postępu, możemy udać się do innych pilnych zajęć oraz martwić o planetę, klimat i następne pokolenia. 

Koniec. 

A może wcale nie koniec? Może warto jednak wrócić do strajkujących benzyniarzy z Grandpuits. Choćby po to, żeby zobaczyć, że oni – wbrew pozorom – rozumieją. Problem w tym, że jest jeden szczegół, który nie pozwala im włączyć się w nurt ekologicznej przemiany z pełnym entuzjazmem. Ten „szczegół” to plany koncernu Total, który pod koniec ubiegłego roku zapowiedział, iż przy okazji „zazieleniania Grandpuits” zatrudnienie w rafinerii spadnie z 400 do ok. 250 osób. Przypomnijmy, że bezrobocie we Francji waha się od dekady w przedziale 8-10 proc. Oddajmy na chwilę głos samym strajkującym. Powiadają oni tak: „Chcemy transformacji ekologicznej, która zachowuje miejsca pracy. Oczywiście chcielibyśmy, by aktywność rafinerii malała, ale nie kosztem delokalizacji tego przemysłu do krajów, gdzie normy ekologiczne i socjalne są katastrofalne”. W ubiegły wtorek wybrali się do Paryża, aby protestować pod główną siedzibą firmy Total. Przypomnieli przy okazji, że grupa Total w 2020 roku przeznaczyła 7 mld euro na dywidendy dla swoich akcjonariuszy. Stało się to w czasie trwania największego kryzysu gospodarczego od lat 30. XX wieku.

Większy obrazek

Wydarzenia w Grandpuits to oczywiście część większego obrazka. Bo nie jest to pierwszy tego typu spór we Francji. Ciągną się one w różnej formie od 2018 roku, kiedy to liberalny prezydent Emmanuel Macron rozpoczął realizację swojej proekologicznej polityki. Jednym z pierwszych jego posunięć była pamiętna podwyżka podatków paliwowych, motywowana troską o matkę naturę. Efektem był bunt tzw. żółtych kamizelek, czyniąc z Francji pole społecznego starcia, którego ramy już sto lat temu wyznaczył niemiecki dramaturg Bertolt Brecht pisząc: „Najpierw dajcie jeść. A potem zacznijcie prawić o moralności”.


Polecamy: WOŚ SIĘ JEŻY – autorska rubryka Rafała Wosia co czwartek w serwisie "Tygodnika Powszechnego"


Ale opowieść o Grandpuits to w zasadzie także opowieść o Polsce. U nas najnowszą odsłoną było zatwierdzenie przez rząd wspomnianej już strategii energetycznej do roku 2040. Z politycznego punktu widzenia PEP2040 jest nieuchronną konsekwencją przyjętych niedawno przez Polskę celów nowego Europejskiego Zielonego Ładu, czyli uchwalonych z inicjatywy Niemiec zobowiązań dotyczących przestawiania się unijnych gospodarek na niskoemisyjność. Wyśrubowany – dodajmy – bardziej niż pierwotnie zakładano. Ceną za ratowanie klimatu jest więc w naszym przypadku – jak wiadomo – odchodzenie polskiej gospodarki od węgla. Łatwiej jednak powiedzieć, niż zrobić. Bo Polska ani nie dysponuje złożami gazu, ani nie ma rozwiniętej energetyki atomowej. Źródła odnawialne wymagają albo olbrzymich inwestycji, albo muszą być importowane. A na dodatek nie są w stanie zapewnić rozwiniętemu krajowi i jego mieszkańcom stabilnej podaży energii – o czym przekonała się kilka dni temu Szwecja, która z powodu wysokich mrozów i niewydolności farm wiatrowych stanęła przed groźbą tzw. blackoutu, czyli przerw w dostawie energii. 

Do tego dochodzi jeszcze jeden problem z branżą węglową – w niej nadal pracują ludzie. I to pracują ciężko. I to mit, że nie rozumieją oni konieczności troski o klimat. Z polską branżą górniczą jest dokładnie tak samo jak z nafciarzami z Grandpuits. Trudno oczekiwać, by czekali z założonymi rękami, aż w imię nowego zielonego ładu zabierze im się miejsca pracy bez stworzenia realnej i nieuwłaczającej godności ludzkiej alternatywy.

Zanim więc sięgniemy po zestaw klisz i stereotypów z lat 90. („roszczeniowi górnicy”, „uprzywilejowana grupa zawodowa”), spójrzmy na fakty. Zobaczymy wówczas, że nasi górnicy zachowują się bardzo… racjonalnie. Przypomnijmy: we wrześniu 2020 roku górnicze związki ustaliły z rządem perspektywę zamykania polskich kopalń węgla kamiennego do roku 2049. Porozumienie to zakłada, że w międzyczasie polskie górnictwo otrzyma pomoc publiczną. Tymczasem patrząc na zapisy PEP2040, trudno dziwić się górnikom, że poczuli się nieswojo. Na przykład z powodu zapisanego tam – szybszego niż się spodziewano – zamykania polskich elektrowni węglowych. Dla branży górniczej oznacza to bowiem nic innego, jak wygaszanie popytu na oferowany przez nią towar. Sprawi to oczywiście, że produkcja węgla stanie się w Polsce jeszcze bardziej nieopłacalna. Zwłaszcza wobec tańszego – bo produkowanego w gorszych warunkach, przez tańszych pracowników i z dotacjami państwowymi – węgla z Rosji czy Ameryki Południowej. Oczywiście krytycy polskiego górnictwa natychmiast użyją argumentu o „trwałej nierentowności” polskich kopalni jako dowodu, że trzeba z ich zamykaniem przyspieszyć. Dodajmy, że dzieje się to wszystko w warunkach, w których wciąż nie wiadomo, czy Unia Europejska wyrazi zgodę na udzielenie polskim kopalniom przez rząd pomocy publicznej. Podsumowując: sytuacja na Śląsku jest w zasadzie bliźniacza wobec tej z Francji. Pomyślcie sami, co byście powiedzieli, gdyby ktoś wam dał taką ofertę: pracę tracisz już dziś, a o tym, co z tobą będzie, pomyślimy jutro. 

Zielone sumienia

Pewną przewagą Francji jest to, że nawet część środowisk proekologicznych zdaje się przynajmniej rozumieć sytuację. Pracowników z Grandpuits wspierają organizacje ekologiczne – Greenpeace i Les Amis de la Terre. Greenpeace wprost nazywa działania koncernu Total „ekościemą” (funkcjonuje też angielski termin greenwashing). Uważają też, że przemysł rafineryjny musi działać, dopóki nie zostanie wypracowana realna, sprawdzona alternatywa dla paliw kopalnych, i wyrażają sprzeciw wobec delokalizacji przemysłu naftowego. W Polsce organizacje ekologiczne wciąż są niestety dalekie od takiej perspektywy.

Wielkim problemem jest oczywiście podejście klasy politycznej. Granie na bycie „zielonym sumieniem” jest rzecz jasna bardzo kuszące. Któż by nie chciał być głosem wielkomiejskiego i zamożnego elektoratu, któremu nowy zielony ład nie odbiera roboty i nie łamie życiowych perspektyw. Próbował tego Robert Biedroń, ale dziś łowienie w tych wodach najlepiej wychodzi Szymonowi Hołowni. Ludzie z Polski 2050 są więc zawsze pierwsi do pytania, dlaczego rząd nie odszedł jeszcze od węgla? 2049 rok? Dlaczego tak późno? Śmielej, śmielej. Nie chcemy być przecież pośmiewiskiem całego cywilizowanego świata. To, co może się wydarzyć po przyjęciu takiego podejścia przez rządzących, dobrze pokazuje przykład francuskiego prezydenta Macrona. Jego nieczuły na wymiar klasowy i socjalny kurs na ekologię doprowadził do rewolty ruchu żółtych kamizelek. Dodajmy, że dość brutalnie – i przy milczeniu UE – zdławionego.

Ale i po drugiej stronie politycznego spektrum nie wygląda to zbyt obiecująco. W Polsce PiS brał władzę z poparciem górniczych związków. Uważały one wówczas, że prawica przynajmniej rozumie ich punkt widzenia. Presja z Unii jest jednak olbrzymia i istnieje spore prawdopodobieństwo, iż PiS górników – dla świętego spokoju w i tak już napiętych relacjach z Unią – poświęci. Gniew i rozczarowanie górników będą wówczas duże i uzasadnione.

Pozostaje jeszcze najbardziej ogólny poziom zrozumienia społecznego. Czy ci szczęśliwcy, w których bezpieczeństwo nowy zielony ład nie uderza bezpośrednio, będą potrafili zrozumieć? Czy w ogóle we współczesnym społeczeństwie – udającym bezklasowe, a jednak mocno klasowo podzielonym – da się spojrzeć na sprawy z perspektywy innej klasy? Czy raczej jest jak w najnowszym kawałku angielskiego The Streets (tłumaczenie własne i ad hoc): 

„Jesteśmy w tym wszystkim razem – powiada mi reklama linii lotniczych 

Spróbuj im to przypomnieć, gdy twój bagaż 3 kilo za dużo liczy”.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz ekonomiczny, laureat m.in. Nagrody im. Dariusza Fikusa, Nagrody NBP im. Władysława Grabskiego i Grand Press Economy, wielokrotnie nominowany do innych nagród dziennikarskich, np...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

użalić się nad górnikiem - proszebarcc - ale już wskazać ekonomiczne i logiczne rozwiązanie - niech się koncerny kapitalistów martwią Tymczasem sprawa jest prosta - rzeka forsy ładowana w przekupywanie górników powinna iść na zatrudnienie ich w produkcji zielonej energii, kopanie zbiorników retencyjnych w kraju itd Tylko tym biednym górnikom WCALE się nie chce przekwalifikować, umyć i iść na te plantacje energii eko. Dobrze jest jak jest, a wierchuszka ich przywódców nie wypuści swych dochodów z rączek

red Woś podpada raczej pod etykietkę uczniaka co się dorwał do makulatury po skompromitowanej przeszłości i sądzi, że odkrył Amerykę

Do 2040 olbrzymia większość dziś zatrudnionych górników będzie na emeryturze np. bawić się stolarką jak mąż kuzynki lat 48. Wygaszanie może być całkowicie bezbolesne. Ponadto praca w górnictwie nawet dziś to niejest łatwy kawałek chleba, nawet jeśli godziwie opłacany.

Ja się tylko zastanawiam jak wiele uda nam się spieprzyć w tym pędzie ratowania klimatu, obawy tym mam większe, że to głównie politycy zajmują się ratowaniem naszej planety. Przytoczę prosty przykład, nie jakiś wydumany, zasłyszany, ale realny ćwiczony na własnej skórze. Wymieniłem w domu starego kopciucha, na nowoczesne ogrzewanie gazem. Jest możliwość otrzymania dotacji na ten cel i ja się skusiłem. Prawda jest taka, gdyby nie pomoc, w załatwianiu formalności o przyznanie dotacji, dzieci to nie przebrnął bym przez ten cyrk. Przyznano mi dotacje, ale okrojoną o połowę tego co sam sobie wykoncypowałem, ale postawione warunki jakie muszę w zamian spełnić, raczej skłaniają mnie do rezygnacji z dotacji. Większość z sąsiadów dalej smrodzi, choć były konkretne zachęty i promocje ze strony gazowni. Wymogi formalne większość właścicieli posesji, a są to ludzie starsi, zwyczajnie przerasta. Zlecenie tego firmie słono kosztuje, więc dalej kopcą, a jak się kocioł przepali, kupią taki sam z lewego obiegu. Można by to rozwiązać w sposób prosty, ale po co, czym by zajmowali się urzędnicy, kto wydawał by zgody, pozwolenia. Zrobiłeś modernizację idziesz do lokalnego urzędu, dajesz fakturę i dostajesz zwrot części kosztów. Teoretycznie można to łatwo prosto i skutecznie urządzić , ale po co, interesanta się sponiewiera wymęczy w końcu się zniechęci i odpuści. Miałbym nawet taki apel, nie ratujmy naszej planety zbyt gorliwie, ona sobie poradzi, najlepiej bez naszego udziału.

Panie redaktorze, czy jeśli już dziś poprę pomoc publiczną dla kilkudziesięciu tysięcy górników i zaangażuję się w ułatwienia przekwalifikowania dla tych ludzi, to mogę liczyć, że ich silne związki zawodowe równocześnie przestaną żyrować wszystkie przestępstwa reżimu PiS, lecz zaangażują się w demokratyzację i liberalizację życia społecznego i politycznego, w przywrócenie ładu konstytucyjnego, w ukaranie winnych jego zniszczenia, w zgodne z prawem ulepszenie konstytucji? Czy też będzie raczej tak: pomagamy wam już dziś, górnicy, a co z tej pomocy będzie dla społeczeństwa, to się okaże jutro? Z jaką ofertą pan tutaj wychodzi, redaktorze?

oby tylko zechciały same przestać je popełniać i na kopalniach ż e r o w a ć

No tak, kiedy Red. Woś kontestuje skutki zielonego ładu... to też źle:) Jakby napisał ,że ,,klimat jest ważniejszy" niż jacyś tam górnicy-to by oberwał za lewackość światopoglądową, a tu odbiera baty za lewackość gospodarczą:)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]