Od lat trwa w Polsce dyskusja na temat bezpieczeństwa energetycznego i dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych. Sytuacja Polski jest tu specyficzna - i różni się od większości krajów Unii Europejskiej. Polska nie jest i nie będzie w stanie przez samodzielne działania zapewnić sobie bezpieczeństwa energetycznego i dywersyfikacji dostaw gazu (on jest tu najistotniejszy i pojęcie bezpieczeństwa energetycznego w przypadku Polski odnosi się w praktyce do zaopatrzenia w gaz; taka jest nasza specyfika). Przez "działania samodzielne" należy rozumieć także takie projekty jak budowa gazociągu z Norwegii czy Danii i gazoportu w Świnoujściu.
Polski problem
Sytuacja energetyczna Polski jest odmienna od krajów Unii. Około 95 proc. energii elektrycznej wytwarzamy z węgla. Przewiduje się, że do 2025 r. zapotrzebowanie na energię elektryczną wzrośnie ze 145 TWh [terawatogodzin, czyli 109 kilowatogodzin - red.] do 270 TWh (czyli o 86 proc.), przy wzroście zużycia węgla kamiennego o 40 proc. oraz brunatnego o 15 proc. (większy wzrost produkcji energii elektrycznej w porównaniu ze wzrostem zużycia węgla wynika m.in. z restrukturyzacji elektrowni i elektrociepłowni, przez zwiększenie ich sprawności, i z budowy pierwszych elektrowni jądrowych około 2020 r.). Oznacza to, że Polska ma zapewnione bezpieczeństwo energetyczne w zakresie produkcji energii elektrycznej, jeśli będzie dbać o rozwój górnictwa węglowego. Dodatkowe zabezpieczenie może stanowić przystąpienie do udziału w budowie elektrowni jądrowej na Litwie (choć tu mnożą się trudne do zrozumienia przeszkody w podpisaniu ostatecznych porozumień).
Inaczej wygląda sytuacja z ropą. Polska zużyła w 2005 r. prawie 19 tys. ton ropy, z czego prawie 18 tys. ton pochodziło z importu. Jesteśmy całkowicie uzależnieni od kupowania tego surowca, a w strukturze importu dominuje Rosja (95 proc. dostaw). Rozłożenie światowych zasobów ropy pokazuje, że możliwa jest tu dywersyfikacja dostaw z wielu krajów eksportujących ten surowiec. Np. zdolność przeładunkowa Portu Północnego w Gdańsku znacznie przewyższa potrzeby Polski. Infrastruktura ta jest wystarczająca do zapewnienia tej części bezpieczeństwa energetycznego. Niepokoją jednak wieloletnie i bezowocne dyskusje w sprawie budowy ropociągu Brody-
-Płock (mającego przesyłać kaspijską ropę, która na Ukrainę trafi przez Odessę), co mogłoby poprawić zróżnicowanie kierunków importu ropy. Kolejne rządy nie wykazały dbałości, by Polska osiągnęła bezpieczny stopień dywersyfikacji dostaw ropy.
Gaz dla Europy
Znacznie gorzej rzecz wygląda z gazem ziemnym. Jego udokumentowane zasoby w Europie i Rosji (która, wraz z jej częścią azjatycką i byłymi republikami, posiada ok. 32 proc. zasobów światowych) wskazują na dominującą rolę Federacji Rosyjskiej. Jest oczywiste, że Unia Europejska, w tym Polska, będą z czasem w coraz większym stopniu uzależniać się od rosyjskiego gazu. Alternatywą są bowiem niestabilne kraje bliskowschodnie, w tym Iran (14,9 proc. zasobów światowych), Katar (14,3 proc.), Arabia Saudyjska (3,8 proc.) i Zjednoczone Emiraty (3,4 proc.). Zasoby Norwegii wynoszą ok. 1,3 proc.
Unia Europejska staje przed dylematem: import brakujących ilości gazu z Rosji i jej byłych republik, z krajów arabskich czy z obu źródeł, w równym stopniu niepewnych politycznie?
Gaz zużyty w Unii w 2005 r. pochodził z własnych złóż (290 mld m3) i importu (200 mld m3). Głównymi producentami gazu są w Europie: Wielka Brytania (88 mld m3), Norwegia (85 mld m3) i Holandia (62,9 mld m3) rocznie. Import wynosił: z Rosji 135 mld m3 i Afryki 64 mld m3 rocznie. Prognozy zużycia gazu w Unii przewidują wzrost do ponad 600 mld m3 rocznie w roku 2015 oraz 820 mld m3 w 2030 r. Oznacza to konieczność zwiększenia importu do ok. 300 mld m3 rocznie w roku 2015 oraz 640 mld m3 rocznie w 2030 r. W roku 2015 aż 75 proc. potrzebnego w Unii gazu pochodzić będzie z importu. Zasadniczą rolę w pokryciu tego zapotrzebowania odgrywać będzie gaz z Rosji.
Bezsensowne pomysły
Polska posiada własne złoża gazu (udokumentowane zasoby to 121 mld m3), przy zużyciu wynoszącym 13,6 mld m3 i własnym wydobyciu 4,4 mld m3 rocznie. W związku z tym Polska importowała w 2007 r. 9,69 mld m3, w tym 6,34 mld m3 z Rosji, 2,53 mld m3 z Azji Środkowej, 486 mln m3 z Norwegii oraz 331 mln m3 z Niemiec. Planowany jest wzrost zużycia gazu o 20 proc. (do 16 mld m3) do roku 2010 i do 24 mld m3 w 2030 r.
W planach dywersyfikacji dostaw uwzględnia się zbudowanie gazoportu w Świnoujściu (na 3-7 mld m3 gazu rocznie, dostarczonego w formie skroplonej LNG; koszt inwestycji to 400 mln euro) i gazociągu Baltic Pipe z Danii (na 2,5-3 mld m3 rocznie; koszt inwestycji szacuje się na 300--350 mln euro). Oba te pomysły nie są rozsądne. Natomiast ze względu na stanowisko Rosji budowa gazociągu Amber (biegnącego z Rosji na Zachód przez kraje bałtyckie i Polskę) jest nierealna.
W najbliższych kilkunastu latach występować będzie na światowym rynku duży niedobór gazu skroplonego. Ocenia się, że w 2007 r. jego produkcja w świecie wyniosła 197 mln ton, co jest równoważne z 280 mld m3 gazu. USA planują zwiększenie importu gazu skroplonego do 46 mln ton rocznie (65 mld m3 gazu rocznie) w 2010 r. przez budowę 42 terminali do regazyfikacji, wobec pięciu dziś istniejących (także inne kraje podjęły decyzję o budowie infrastruktury do importu LNG). Taka presja spowoduje deficyt gazu skroplonego na rynku i wzrost cen. Nie wydaje się też możliwy, ze względów ekonomicznych i technicznych, zakup lub wypożyczenie tankowców niezbędnych do ciągłego zaopatrywania polskiego gazoportu.
Również pomysł importu gazu z Danii za pośrednictwem nowego gazociągu nie jest sensowny. Co prawda gazociąg Baltic Pipe ma mieć połączenie z gazociągiem Skanled, łączącym system norweski ze Szwecją, ale możliwa do pozyskania ilość gazu wyniesie ok. 1,5 mld m3 rocznie, przy dużo wyższych cenach. Gazociąg ten może transportować gaz w odwrotną stronę, tj. do Danii, byłby to jednak gaz rosyjski. Tak więc projektu tego w sensie trwałej dywersyfikacji dostaw nie można ocenić pozytywnie, jest on wyraźnie mniej racjonalny nawet niż budowa gazoportu.
Z zestawienia zasobów udokumentowanych wynika, że dla Europy praktyczne znaczenie jako eksporterzy mają jedynie Rosja i Kazachstan, a w niewielkim stopniu kraje arabskie Bliskiego Wschodu i częściowo Algieria, Egipt i Libia (dla krajów Europy Południowej). Na tym tle inicjatywa wicepremiera Waldemara Pawlaka, ministra gospodarki, zmierzająca do zwiększenia krajowego wydobycia jest bardzo racjonalna.
Gazowa pułapka
Inicjatywy budowy w Europie nowych gazociągów z pominięciem Polski muszą budzić więc niepokój - podobnie jak pasywność poprzednich rządów: dotychczasowe pomysły dywersyfikacji dostaw gazu okazały się nieprzemyślane (np. gaz z Norwegii) lub zostały w sferze marzeń (Jamal II, nierozwiązujący zresztą problemu dywersyfikacji). Dziś Polska jest "otoczona" projektami nowych gazociągów, a stan naszego uśpienia trwa od uruchomienia Jamal I w 2003 r.
Polska znalazła się w gazowej pułapce. Od północy planowany jest słynny Gazociąg Północny (Nord Stream) z Rosji do Niemiec, który ominie Polskę po dnie Bałtyku. Koszt inwestycji ma wynieść 10 mld euro, a w 2010 r. ma zostać ukończona pierwsza nitka o wydajności 27 mld m3 rocznie (docelową przepustowość, po oddaniu drugiej nitki, określa się na 55 mld m3 gazu rocznie). Gazprom podpisał już umowy na przyszłościowe dostawy gazu z Nord Stream z firmami: Dony Energy, Dania - 1 mld m3 rocznie, Ruhrgas, Niemcy - 4 mld m3 rocznie, Gaz de France, Francja - 2,5 mld m3 rocznie, Gazprom Marketing and Trading, Wielka Brytania - 4 mld m3 rocznie, Wingas, Niemcy - 9 mld m3 rocznie (ostatnio do projektu przyłączyła się firma holenderska). W ten sposób inicjatywa nabrała szerokiego znaczenia międzynarodowego.
Z kolei na południu Europy Gazprom proponuje przedłużenie gazociągu Błękitny Potok (Blue Stream) na Bałkany i przez Grecję do Włoch oraz wybudowanie gazociągu South Stream do Włoch i Europy Środkowej (Austria). Ta nowa inicjatywa, do której w ubiegłym tygodniu przyłączyły się Węgry, "zamyka" Polskę od południa. Wcześniej z wielkim szumem podpisano w Moskwie umowę między Gazpromem a włoską firmą Eni SpA (odbyło się to z udziałem prezydenta Putina i premiera Prodiego). Plany obejmują budowę gazociągu South Stream o długości 900 km; wartość inwestycji ma wynieść 15 mld euro. Rurociąg przebiegać ma z Rosji po dnie Morza Czarnego do Warny, a następnie po rozdzieleniu na dwie nitki do Włoch i przez Rumunię, Węgry do Austrii i Czech. Przepustowość to 30 mld m3 gazu rocznie. Zauważyć tu trzeba zupełnie odmienną niż polska politykę państw Europy Środkowej wobec gazu z Rosji.
Gazociąg Południowy (South Stream) będzie odgrywać identyczną rolę polityczną jak bałtycki Nord Stream. Ich budowa zapewni dominację importu gazu z Rosji do Unii, w szczególności w Europie Środkowej. Pojawia się jednak kwestia, czy Rosja będzie w stanie dotrzymać podjętych zobowiązań. Problem ten coraz częściej bywa podnoszony w dyskusjach.
Na razie jednak projekt South Stream zagraża realizacji projektu Nabucco, który pomyślany jest jako alternatywny wobec rur Gazpromu (ale zapotrzebowanie Europy na gaz nie wyklucza funkcjonowania obu gazociągów). Transportowany byłby nim gaz z Iranu, Azerbejdżanu, Rosji lub wschodniej Turcji do Austrii przez Bułgarię, Rumunię i Węgry; budowa gazociągu o długości 3300 km miałaby rozpocząć się w 2009 r. i potrwać do 2012 r. Nabucco finansowany byłby przez Unię Europejską, przy udziale międzynarodowych firm i z politycznym wsparciem Waszyngtonu. Polski inicjatywa ta dotąd specjalnie nie zainteresowała. Dlaczego?
Dobrym rozwiązaniem byłby dla Polski gazociąg Jamal II (jak wcześniej planowano), transportujący gaz do Europy Zachodniej - tyle że nie mógłby być jedynie magistralą tranzytową gazu do Unii, lecz także jednym ze źródeł dostaw do Polski. To temat do rozmów politycznych Polski i Rosji. Są sygnały, że inicjatywa ta mogłaby dostać swoją szansę, gdyby Polska zaprzestała protestów przeciw budowie Gazociągu Północnego. Jest prawie pewne, że Nord Stream powstanie, czy nam się to podoba, czy nie, i niezbyt poważne stają się polskie protesty, gdy w jego budowę włączyły się już Wielka Brytania, Holandia i Francja (a warto dodać, że obecnie po drugiej stronie zachodniej granicy Polski, wzdłuż Odry, niemiecka firma WINGAZ projektuje budowę gazociągów OPAL i NEL, co dodatkowo otoczy Polskę siecią rur; planowane są też dwa duże podziemne magazyny gazu o pojemności 10 mld m3 oraz 8 mld m3).
Polska w izolacji
Wniosek: jesteśmy w pułapce gazowej, a nasze bezpieczeństwo energetyczne jest zagrożone. Wskutek nieprzemyślanej polityki ubiegłych lat stajemy się izolowaną "wyspą bez gazu".
Do wyboru mamy kilka rozwiązań: będziemy rozmawiać z Rosją w sprawie bezpośrednich dostaw, zdecydujemy się na zakup gazu rosyjskiego via Niemcy lub Austria lub też dołączymy do gazociągu Nabucco od południa, co byłoby rzeczywistą dywersyfikacją. W ogóle połączenie z systemem zachodnim, zasilanym z różnych kierunków, byłoby sensowne. Jedno jest pewne: trzeba podjąć działania, nim będzie za późno. Czasu jest coraz mniej. I jeszcze jedno: na pewno trzeba brać pod uwagę kryterium ekonomiczne, nie jesteśmy bowiem społeczeństwem bogatym.
Lata beztroski i nieracjonalnej polityki poprzednich rządów doprowadziły do osamotnienia Polski. Pojęcie solidarności w Unii staje się niewygodne dla krajów "starej", ale i "nowej" Unii, gdy w grę wchodzą korzyści finansowe. Rosja zaś prowadzi wyszukaną politykę, którą można nazwać "dywersyfikacją negocjacji": podpisuje umowy indywidualne, rozgrywając państwa Unii przeciw sobie. Przykładem Niemcy (Nord Stream) oraz Włochy i teraz Węgry (South Stream).
Zagrożeniem dla Europy jest też brak połączeń systemów gazowych między krajami z monopolistycznie zarządzanymi sieciami przesyłowymi. Odpowiedź Unii może być tylko jedna: wolny, zintegrowany rynek energii państw unijnych. Czy Polska potrafi odegrać jakąkolwiek rolę w tworzeniu wspólnego systemu energetycznego? Presja na władze Unii w sprawach wspólnej polityki energetycznej jest racją stanu.
ZYGMUNT KOLENDA jest profesorem Akademii Górniczo-Hutniczej i członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności.
JAKUB SIEMEK jest profesorem Akademii Górniczo-Hutniczej i członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności i Polskiej Akademii Nauk
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














