Fundamenty

Mój drogi Piołunie,
Czyta się kilka minut

nadwiślańska mowa zna dwa łudząco podobne słowa: „fundamentalny” i „fundamentalistyczny”. Brzmią podobnie, ale kto różnicy między fundamentem i fundamentalizmem nie dostrzega – tegoż łatwo wodzić diabłu na pokuszenie.

Nauczał Cieśla, żeby nawet w małych rzeczy wierności dochowywać. Prawda. To jednak nie znaczy, czego skrupulanci częstokroć nie pojmują, że nie ma na tym świecie spraw ważnych i ważniejszych. Pierwszorzędnych i drugorzędnych. Poczesnych, kluczowych, zasadniczych, kardynalnych i... nie aż tak istotnych. Czyż nie to miał Nazarejczyk na myśli, gdy uzdrawiał w szabat?

Nie zaprzeć się Nieprzyjaciela, gdy nawet śmiercią człowiekowi grożą – winno być dla sług Jego kwestią bez wątpienia fundamentalną. Oczywiście diabeł dobrze wie, co i komu podszepnąć, żeby rzecz całą zbanalizować, rozwodnić i rozcieńczyć. Apeluje się chociażby delikwentowi do rozsądku: człeku szalony, czyż życie ci nie miłe? Czy Cieśla i Jego aniołowie naprawdę radować się będą, gdy ciało swe wydasz na męki, ducha wyzioniesz, dziatki i bliskich bez opieki zostawisz? Cóż znaczy słowo wypowiedziane pod przymusem, pod groźbą, z nożem na gardle bądź lufą przy skroni? Nic, nic absolutnie. Ustami skłamiesz, ustami się zaprzesz, ale przecież Nazarejczyka szczerze w sercu zachowasz!

Tak oto to, co fundamentalne – poczyna się jawić nieszczęśnikowi jako błahe. A ty, drogi Piołunie, już delikwenta masz w garści. Ale ową sztuczkę można też wykonać w kierunku odwrotnym. Czyli z błahego przerobić na fundamentalne. A nawet fundamentalistyczne. Lat temu kilka, może kilkanaście, święte oburzenie wywołało zdarzenie następujące: w Wielki Piątek w podwawelskim grodzie, na samiuśkim rynku sprzedawano pieczone kiełbasy i insze mięsne frykasy na wolnym ogniu skwierczące! Gardłowali katolicy zaciekle, że ustawowo trzeba takiego bluźnierczego handlu zakazać... Przeca pobożny człek nęcącą woń wieprzowiny może zwąchać, pokusie podstępnej ulec i duszę swą na wieczny szwank narazić. Niech zatem innowiercy, agnostycy i ateusze pieczyste i wędliny chyłkiem w dni postne pożywają i niech nam obyczajów świętych nie psują!

To zresztą rzecz przedziwna z tym poszczeniem. Iluż to pacjentów łazi do spowiedzi z przyzwyczajenia czy pod przymusem. Z przyjaźni z Cieślą rachunku zaniedbań nie uczynią, o krzywdach wobec bliźnich nie wspomną, fundamentu wiary nawet nie opukają, ale zawsze ochoczo wyrecytują, że w trzy piątki z rzędu szynkę i boczek haniebnie pożywali, za co surowa pokuta jak amen w pacierzu się należy. Och, piękna to chwila dla diabła, gdy penitent nie odróżnia Nazarejczyka od kaszanki.

Ale ostatnio nic tak emocji w tym nadwiślańskim kraju nie rozpala jak spędzanie płodów. Oczywiście słudzy naszego Nieprzyjaciela są przeciw, co publicznie deklarują w mowie, piśmie i uczynkach. Adwersarze zwą ich zaś talibami, fanatykami i fundamentalistami. No właśnie – fundamentalistami. Ja osobiście nic przeciw pozbywaniu się bachorów poczętych nie mam. Mnie nie wzruszają zygoty, embriony, pokraczne zlepki białka, ledwo co zrekombinowane materiały genetyczne. Ale głupcem nie jestem i wiem, że życie we wszelkich jego postaciach kwestią jest fundamentalną. Ludzie, czym byście byli bez waszego parszywego żywota? Niczym. Nawet nie marnym prochem. Po prostu niczym. Jeżeli więc histerię budzą w was wszelkie pytania o życie i jego początek; jeżeli rozmowę o życiu chcielibyście sprowadzić do rytualnych szyderstw z Kościoła i jego naziemnego personelu; jeżeli każdy moralny dylemat związany z życia zaraniem trąci w waszym mniemaniu fundamentalizmem... to doskonale! Dla mnie – rzekłbym – wręcz bosko.


Twój kochający stryj Krętacz

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2014