Franciszek pierwszy

Jest pewnym paradoksem fakt, że mit galicyjski – którego istotnym elementem jest wyobrażenie polskiego „Piemontu”, przestrzeni, w której kształtowały się idee niepodległościowe – był u swych początków austriackim pomysłem propagandowym.
Czyta się kilka minut
August Patek, drewniany wachlarz z wizerunkiem cesarza Franciszka Józefa i osób z jego otoczenia, początek XX w. /
August Patek, drewniany wachlarz z wizerunkiem cesarza Franciszka Józefa i osób z jego otoczenia, początek XX w. /

Co prawda zajęcie terenów przyszłej Galicji nie stanowiło priorytetu polityki Habsburgów (przez wiele lat próbowali wymienić je na inne ziemie), ale fakt ten należało jakoś usprawiedliwić na arenie międzynarodowej. Uznano więc, że zabór był aktem sprawiedliwości politycznej, „powrotem do macierzy” Halicza i Włodzimierza (łac. Galicia i Lodomeria), którymi od 1215 r. rządził król Koloman i które przyłączyła do Polski Jadwiga Andegaweńska (cesarzowa Maria Teresa, koronowana w 1741 r. koroną św. Stefana, prezentowała się jako węgierska sukcesorka)...

Jednocześnie wśród Polaków powtarzano opowieść „równoległą”, jak to Maria Teresa płakała, dokonując pierwszego rozbioru – w obronie polskiego katolicyzmu przed prawosławiem i protestantyzmem. Metafora ta znajduje zresztą pewne uzasadnienie w opiniach historyków. Hans-Christian Maner pisze: „Z jednej strony monarchia habsburska, działając w pojedynkę, byłaby zbyt słaba, by przeciwstawić się podziałowi Polski, z drugiej zaś jej wycofanie się spowodowałoby przesunięcie przewagi na stronę Prus i Rosji”.

Jedno jest pewne: dla większości Austriaków Galicja była ziemią nieznaną, co więcej – wymagającą reform i sporych inwestycji. Martin Pollack, pisarz w Polsce bardzo popularny, wspomina opowieści swego ojczyma, który podczas I wojny światowej walczył na terenie Galicji w cesarsko-królewskim oddziale saperów: „Galicja oznaczała rozległe, lesiste wzniesienia i biedne przysiółki, w których wszystko, nawet kościoły, zbudowane było z drewna. (…) Był to kraj obcych ludzi odzianych w zgrzebne, lniane koszule i zatłuszczone, owcze kożuchy (…). Galicja była wreszcie rzeszą Żydów żyjących we wsiach i miasteczkach, staromodnie się noszących i mówiących w dziwnym żargonie, nieznacznie przypominającym niemiecką mowę”.

Taką „recepcję” potwierdza Emil Brix, były konsul austriacki w Krakowie, nadal wspominany w tym mieście z szacunkiem i nostalgią. Zwraca uwagę, że XIX-wieczna prasa wiedeńska pisała głównie o „galicyjskiej nędzy i alkoholizmie”. Z kolei „pierwsza wojna światowa i niekorzystne dla Austro-Węgier wyniki walk w Galicji, gdzie w wyniku ofensywy armia rosyjska zdobyła Przemyśl i podeszła niemal do samego Krakowa, pociągając za sobą setki tysięcy ofiar, do dziś stanowią w Austrii jedną z najistotniejszych asocjacji związanych z Galicją. O walkach toczonych w pierwszej wojnie światowej na obszarze Galicji przypominają dziś setki austriackich cmentarzy wojennych i dzieła takich pisarzy jak Georg Trakl, Karl Kraus, Joseph Roth czy Franz Theodor Csokor”.

Do lat 30. XX w. o innej, niewojennej Galicji przypominali jeszcze żydowscy imigranci w Wiedniu, przywiązani do miejsca swego pochodzenia, ba, z coraz większą dumą określający się jako „Galitzianer”. Po II wojnie światowej, gdy zniknęli w Zagładzie, przestrzeń ta niemal zupełnie została wyparta z pamięci Austriaków. Po przemianach 1989 r. przez chwilę wydawało się, że Austria powróci – intelektualnie, kulturowo – do swego środkowoeuropejskiego dziedzictwa. Okazało się jednak, że rolę Wiednia przejął Berlin. Może teraz nadszedł czas, by odnaleźć w habsburskiej przeszłości jakieś wspólne, cenne wartości?

Z Józefa Dietla – wybitnego lekarza, założyciela krynickiego kurortu, najlepszego chyba prezydenta w dziejach nowożytnego Krakowa – mogą być dumni nie tylko Polacy. Po ojcu był przecież Austriakiem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2014

Artykuł pochodzi z dodatku Mit Galicji