Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Franciszek pierwszy

Franciszek pierwszy

05.10.2014
Czyta się kilka minut
Jest pewnym paradoksem fakt, że mit galicyjski – którego istotnym elementem jest wyobrażenie polskiego „Piemontu”, przestrzeni, w której kształtowały się idee niepodległościowe – był u swych początków austriackim pomysłem propagandowym.
August Patek, drewniany wachlarz z wizerunkiem cesarza Franciszka Józefa i osób z jego otoczenia, początek XX w.
C

Co prawda zajęcie terenów przyszłej Galicji nie stanowiło priorytetu polityki Habsburgów (przez wiele lat próbowali wymienić je na inne ziemie), ale fakt ten należało jakoś usprawiedliwić na arenie międzynarodowej. Uznano więc, że zabór był aktem sprawiedliwości politycznej, „powrotem do macierzy” Halicza i Włodzimierza (łac. Galicia i Lodomeria), którymi od 1215 r. rządził król Koloman i które przyłączyła do Polski Jadwiga Andegaweńska (cesarzowa Maria Teresa, koronowana w 1741 r. koroną św. Stefana, prezentowała się jako węgierska sukcesorka)...
Jednocześnie wśród Polaków powtarzano opowieść „równoległą”, jak to Maria Teresa płakała, dokonując pierwszego rozbioru – w obronie polskiego katolicyzmu przed prawosławiem i protestantyzmem. Metafora ta znajduje zresztą pewne uzasadnienie w opiniach historyków. Hans-Christian Maner pisze: „Z jednej strony monarchia habsburska, działając w pojedynkę, byłaby zbyt słaba, by przeciwstawić się podziałowi Polski, z drugiej zaś jej wycofanie się spowodowałoby przesunięcie przewagi na stronę Prus i Rosji”.
Jedno jest pewne: dla większości Austriaków Galicja była ziemią nieznaną, co więcej – wymagającą reform i sporych inwestycji. Martin Pollack, pisarz w Polsce bardzo popularny, wspomina opowieści swego ojczyma, który podczas I wojny światowej walczył na terenie Galicji w cesarsko-królewskim oddziale saperów: „Galicja oznaczała rozległe, lesiste wzniesienia i biedne przysiółki, w których wszystko, nawet kościoły, zbudowane było z drewna. (…) Był to kraj obcych ludzi odzianych w zgrzebne, lniane koszule i zatłuszczone, owcze kożuchy (…). Galicja była wreszcie rzeszą Żydów żyjących we wsiach i miasteczkach, staromodnie się noszących i mówiących w dziwnym żargonie, nieznacznie przypominającym niemiecką mowę”.
Taką „recepcję” potwierdza Emil Brix, były konsul austriacki w Krakowie, nadal wspominany w tym mieście z szacunkiem i nostalgią. Zwraca uwagę, że XIX-wieczna prasa wiedeńska pisała głównie o „galicyjskiej nędzy i alkoholizmie”. Z kolei „pierwsza wojna światowa i niekorzystne dla Austro-Węgier wyniki walk w Galicji, gdzie w wyniku ofensywy armia rosyjska zdobyła Przemyśl i podeszła niemal do samego Krakowa, pociągając za sobą setki tysięcy ofiar, do dziś stanowią w Austrii jedną z najistotniejszych asocjacji związanych z Galicją. O walkach toczonych w pierwszej wojnie światowej na obszarze Galicji przypominają dziś setki austriackich cmentarzy wojennych i dzieła takich pisarzy jak Georg Trakl, Karl Kraus, Joseph Roth czy Franz Theodor Csokor”.
Do lat 30. XX w. o innej, niewojennej Galicji przypominali jeszcze żydowscy imigranci w Wiedniu, przywiązani do miejsca swego pochodzenia, ba, z coraz większą dumą określający się jako „Galitzianer”. Po II wojnie światowej, gdy zniknęli w Zagładzie, przestrzeń ta niemal zupełnie została wyparta z pamięci Austriaków. Po przemianach 1989 r. przez chwilę wydawało się, że Austria powróci – intelektualnie, kulturowo – do swego środkowoeuropejskiego dziedzictwa. Okazało się jednak, że rolę Wiednia przejął Berlin. Może teraz nadszedł czas, by odnaleźć w habsburskiej przeszłości jakieś wspólne, cenne wartości?
Z Józefa Dietla – wybitnego lekarza, założyciela krynickiego kurortu, najlepszego chyba prezydenta w dziejach nowożytnego Krakowa – mogą być dumni nie tylko Polacy. Po ojcu był przecież Austriakiem.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, historyk i krytyk sztuki. Autorka książki „Sztetl. Śladami żydowskich miasteczek” (2005).

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]