Bycie reporterem nierozerwalnie związane jest z pojęciem autentyczności – dlatego też spotkanie z Arturem Domosławskim, Beatą Chomątowską i Radosławem Wiśniewskim było idealnym rozpoczęciem tegorocznych festiwalowych dyskusji. Goście panelu rozmawiali przede wszystkim o wyzwaniach, jakie dziś przed dziennikarzami stawiają media społecznościowe. Chomątowska podkreślała, że doświadczenie i narzędzia, jakie zdobywa się poprzez pracę w zawodzie, wciąż są podstawowym wyznacznikiem reporterskiej jakości. „Reportaż wymaga pracy i skupienia, nie da się pracować w rytmie, jaki narzucają media społecznościowe”, mówiła, dodając, że praca dziennikarska jest również zespołowa.

Domosławski, zgadzając się z tym, dodał, że współczesny kryzys dziennikarstwa (przejawiający się choćby niskim poziomem zaufania społecznego do przedstawicieli tej profesji) wynika przede wszystkim z narastającej polaryzacji społecznej. Jest w tym oczywiście sporo winy mediów społecznościowych, jednakże są one tylko narzędziem, które otwiera wiele nowych możliwości.
Dobrym tego przykładem jest działalność Wiśniewskiego, który właśnie w ten sposób od lat uprawia rzetelne dziennikarstwo, pisząc między innymi o wojnie w Ukrainie z dbałością o najdrobniejsze szczegóły. Oprócz tego pojawił się również wątek emocji – obecność samego autora w tekście. „Nie wierzę w obiektywnego i wszechwiedzącego narratora. Staram się być możliwie najbardziej rzetelny, ale też nie ukrywam pozycji, z której piszę”, podkreślał Domosławski.
O reporterskim rzemiośle opowiadała również Kalina Błażejowska, wieloletnia redaktorka „Tygodnika”, autorka książki „Bezduszni: zapomniana zagłada chorych”. Czy da się, po 80 latach od zbrodni, opowiedzieć tragiczną historię ludzi, których nazistowski reżim uznał za niepotrzebnych? Dziennikarka przyznała, że praca nad tym konkretnym tematem była szczególnie trudna.
Niestety, gdy zaczynała pracę, nikt ze świadków tamtych wydarzeń już nie żył. Została żmudna praca archiwalna. „Książki historyczne o Zagładzie nie przygotowują do konfrontacji z surową materią dokumentów. Rzeczy, które wyczytałam z choćby protokołów przesłuchań, były dosłownie niewyobrażalne – pornografia przemocy przekraczająca wszystko, z czym się zetknęłam do tej pory”.

Dlatego też dalsza część rozmowy dotyczyła emocjonalnego zaangażowania badaczki – i tego, w jaki sposób powinno się opowiadać o tego typu zbrodniach, aby było to przyswajalne dla czytelników. „Nie chcę im przywracać godności – bohaterowie mojej książki nigdy jej nie utracili. Ja walczę o należną im pamięć”, dodała Błażejowska.
„Pisanie o przeszłości to moja wewnętrzna potrzeba, wynikająca z poczucia sprawiedliwości” – spotkanie z Tatianą Țîbuleac, mołdawsko-rumuńską pisarką, koncentrowało się na języku i skomplikowanym dziedzictwie kulturowo-historycznym Mołdawii. Autorka mówiła o trudnej relacji z językiem rosyjskim, który jest częścią jej samej – czy tego chce, czy nie. Jednak wewnętrzne podziały w jej ojczyźnie nie przebiegają według prostej granicy języka.

Współczesna tożsamość Mołdawii jest bardzo skomplikowana, co zresztą świetnie widać w jej prozie. Jednak klucz polityczny nie powinien być w przypadku tej lektury jedynym. „Gdy spotykam się z czytelnikami na całym świecie, widzę, że tego typu odczytania są silniejsze tam, gdzie temperatura sporów politycznych jest również wysoka. Inni z kolei zwracają uwagę przede wszystkim na bolesną historię mojej bohaterki, małej dziewczynki, która próbuje przetrwać w brutalnym świecie”, podkreślała.
Pierwszy dzień Festiwalu zakończyło spotkanie z palestyńską prozaiczką i dziennikarką Adanią Shibli. Tu również od razu pojawił się wątek tożsamości i języka. Autorka mówiła, że trudno sobie wyobrazić wieczne poczucie bycia-nie-na-miejscu, braku schronienia, także w przestrzeni symbolicznej. „Dlatego zawsze ciągnęło mnie do literatury. Literatura to miejsce, gdzie możemy być razem, ale jednocześnie zachować swoją odrębność”, wyznała.

Zamieszkiwanie języka – zarówno przez pisanie, jak i czytanie – daje nam dostęp do innych obszarów egzystencji, wytwarza intymność, ale też jest zaproszeniem innych do naszego świata. W tym kontekście literatura jest nie tylko spoiwem straumatyzowanej wspólnoty – pozwala również budować ją na innych, pozbawionych przemocy zasadach. „Twarda tożsamość – religijna, etniczna, jakakolwiek inna – to szkodliwa fikcja. To narzucanie sztywnego, zamkniętego obrazu świata, w którym nie ma szans na spotkanie z innymi. Silna wiara w tożsamość sprawia, że zawsze czujesz się zagrożony”, dodała. Dlatego, jej zdaniem, opowieść, ze swoją fragmentarycznością i skupieniem na szczegółach, znacznie lepiej opisuje naszą egzystencję. I daje nadzieję – nawet jeśli kruchą i niepewną – że świat może stać się nieco lepszym miejscem do życia dla wszystkich.

W poniedziałek odbyło się też pierwsze spotkanie z nominowanymi do Nagrody Literacka Podróż Hestii za najlepszą książkę młodzieżową ubiegłego roku. Katarzyna Ryrych, autorka „Księżniczki na wygnaniu”, opowiadała o tym, że pisząc dla młodych czytelników, nie trzeba być grzecznym – konieczna jest natomiast autentyczność w opisie doświadczeń, szczególnie tych trudnych i bolesnych. Pojawił się temat depresji, alkoholizmu, szczególnie tego dziedziczonego przez dorosłe dzieci, a także myśli samobójczych – oraz tego, gdzie w obliczu tych problemów najlepiej szukać pomocy. Doskonały przykład tego, że literatura może być okazją, aby lepiej zrozumieć siebie i innych łudzi, szczególnie tych, z którymi na co dzień się rzadko spotykamy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















