Fale upałów z nami zostaną. Nie chodzi o to, by straszyć, lecz powiedzieć: tak już będzie, przygotujmy się

To, co kiedyś było ekstremalne, dziś jest normą, którą musimy uwzględniać w prawie pracy, gospodarce wodnej, architekturze czy ochronie zdrowia.
Czyta się kilka minut
Kurtyna wodna ustawiona na krakowskim rynku. 10 lipca 2024 r. // Fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl
Kurtyna wodna ustawiona na krakowskim rynku. 10 lipca 2024 r. // Fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl

„Uwaga! Dziś i jutro prognozowane ekstremalne temperatury. Unikaj przebywania na słońcu, pij dużo wody, pamiętaj o nakryciu głowy i częstszych przerwach w pracy” – dostali Państwo ostatnio taki alert RCB? Przecież żar leje się z nieba. Nie dostali Państwo, bo w Polsce fale upałów długo były epizodem, anomalią, czymś, co należało po prostu przetrwać i zapomnieć. Tak była traktowana do dziś najdłuższa (trwała ponad dwa tygodnie) fala skwaru z 1994 r. i tak myślimy do dzisiaj.

Tylko że rzeczywistość jest inna: z 30 największych fali upałów w historii Europy 23 miało miejsce w XXI wieku – czyli wychodzi po jednej na każde lato. To, co kiedyś było ekstremalne, dziś jest normą, którą musimy uwzględniać w prawie pracy, gospodarce wodnej, architekturze czy ochronie zdrowia. Nagłe zdarzenia pogodowe (upały, ale też powodzie i burze) w 2023 r. kosztowały europejską gospodarkę 57 mld złotych, a w sierpniu 2015 r. przez gorąc PKB Warszawy spadło o 0,4 proc. (jak wyliczył Polski Instytut Ekonomiczny). Gdy piszę ten tekst, ograniczenia w dostępie do wody (np. zakazy podlewania) obowiązują w ponad setce gmin i miejscowości.

Nie chodzi o to, by straszyć, lecz powiedzieć: tak już będzie, przygotujmy się. A zaległości mamy spore, bo w polskim prawie nie ma nawet określonej maksymalnej temperatury w miejscu pracy (limit 30 st. C dotyczy tylko młodocianych pracowników). Pracodawca w upale może wydłużyć przerwy albo skrócić zmiany, ale to jedynie jego dobra wola. Prawo zobowiązuje go jedynie do zapewnienia darmowych napojów, gdy termometry pokazują 28 st. C (na otwartej przestrzeni 25 st. C). To zadziwiające, bo po drugiej stronie termometru polskie prawo ma zupełnie inne oblicze: minimalne temperatury do pracy są określone sztywno i bardzo szczegółowo. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra rodziny, pracy i polityki społecznej, poinformowała w ostatnim tygodniu, że resort chce to zmienić, by chronić pracowników przed upałami.

Mamy skąd brać przykłady: ze śródziemnomorskiej sjesty nikt się w Europie już dzisiaj nie śmieje, a wiele krajów analizuje czy nie przysposobić podobnego rozwiązania. W Słowenii maksymalna temperatura pracy w pomieszczeniach jest określona prawnie – wynosi 28 st. C.  W Polsce mówi się o limicie 30 st. C.

Przystosować musimy się na wielu innych polach: gospodarki wodnej, architektury naszych miast – czeka nas mozolna walka z „betonozą”, ale też wykorzystanie technologii: np. w Nowym Jorku dachy maluje się farbami odbijającymi słońce. To wszystko ma realny wpływ na nasze życie i przeżycie. W ostatnich 20 latach śmiertelność związana z upałami wzrosła w Europie o 30 proc. Nadal na naszym kontynencie zimno zabija więcej ludzi niż upał, ale za parę lat proporcja się odwróci. A takie alerty RCB, jak ten z początku tekstu, nie będą niczym niezwykłym.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 29/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Upały? Ze sjesty nikt się już nie śmieje