Dzięki nowym przepisom artyści będą mogli ubiegać się o tantiemy z platform streamingowych, a media będą miały szansę wynegocjować z wielkimi koncernami technologicznymi uczciwe wynagrodzenie za wykorzystywanie ich treści. Zarówno dla artystów, jak i mediów było to „być albo nie być”. I obie grupy korzystne dla nich przepisy wywalczyły podczas protestów.
Według artystów, przed wprowadzeniem nowelizacji, twórcy tracili rocznie ok. 30-40 mln zł na rzecz serwisów streamingowych. Wcześniejsze przepisy gwarantowały im tantiemy za emisję filmów czy piosenek, ale nie w internecie.
Podobnie wielkie firmy internetowe, takie jak Google czy Facebook, mogły korzystać z pracy dziennikarzy w zasadzie za darmo. Przez to, że prezentują w wynikach wyszukiwania fragmenty podsumowujące zawartość artykułów, znaczna część użytkowników nie klika w tekst źródłowy (tak się kończy blisko 60 proc. wszystkich wyszukiwań w Europie). A to znaczy, że całość wpływów z towarzyszących wyszukiwaniu wyświetlonych reklam dostaje internetowa platforma, a nie medium, które faktycznie stworzyło treść. Ono ma tylko koszty.
Sytuację miała zmienić europejska dyrektywa o rynkach cyfrowych. Tyle że Polska zwlekała z jej wdrożeniem - termin upłynął w czerwcu 2021 r. i zaczęły nam grozić wielomilionowe kary. Najpierw protestowali artyści, którzy wyliczyli wartość z tantiem polskiego rynku streamingowego na około 40 mln zł. Tu sejmowa komisja dość szybko przychyliła się do postulatu twórców.
Wydawcy apelowali, by państwo wyznaczyło urząd, który w razie problemów będzie pośredniczyć w mediacjach z Big Techami. Tyle, że początkowo resort kultury, który nadzorował pisanie nowych przepisów, a później sejmowa większość, całkowicie zlekceważyły ten postulat. Sytuacja zmieniła się dopiero po proteście 4 lipca, gdy na pierwszych stronach gazet i czołówkach portali pojawiły się czarne banery z hasłem „Politycy! Nie zabijajcie polskich mediów!”. W proteście wzięło udział 350 tytułów, w tym „Tygodnik”.
Nowelizacja zakłada, że wydawcy i Big Techy spróbują polubownie porozumieć się co do tego, jakie wynagrodzenie dla mediów będzie uczciwe. Co ważne, w przeciwieństwie do formy ustawy, przeciw której protestowały media, nowa wersja mówi o tym, że jeśli negocjacje okażą się prowadzić donikąd, do akcji wkroczy państwo.
Mediacje między firmami technologicznymi a mediami prowadzić ma prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, a jeśli także po jego interwencji nie uda się osiągnąć porozumienia, wydawcy będą mogli zwrócić się do sądu. Ten ma orzekać w skróconych terminach - 18 miesięcy w pierwszej i 12 w drugiej instancji.
Dla mediów to może być prawdziwy przełom. Podobne regulacje zostały już wprowadzone - przy oporze platform cyfrowych - w kilku innych krajach. W Australii zastrzyk pieniędzy ze strony największych cyfrowych koncernów sprawił, że media były w stanie zatrudnić nawet kilkudziesięciu nowych reporterów, zajmujących się problemami społeczności, które dotąd nie miały swojej reprezentacji.
Ustawa ma wejść w życie po upływie miesiąca od dnia ogłoszenia, z wyjątkiem przepisów regulujących tantiemy, które zyskają ważność po 6 miesiącach.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















