Eurosceptycyzm sztucznie hodowany

Declan Ganley ma pomysł, jak sfinansować kampanię europejską swojej partii Libertas w Polsce (i w paru innych krajach). Ten irlandzki milioner, który w znacznym stopniu przyczynił się do zwycięstwa "nie" w referendum w sprawie przyjęcia traktatu lizbońskiego w swoim kraju, chce wykorzystać lukę w polskim prawie dla przeprowadzenia operacji, której to prawo - skądinąd - zakazuje. Ordynacja wyborcza zakazuje finansowania kampanii wyborczych z zagranicy. Dlatego polski oddział Libertas ma zaciągnąć pożyczkę w polskim banku, której poręczycielem będzie Ganley. I to zapewne Ganley spłaci dług polskiego Libertasu, który (jako partia w fazie embrionalnej) żadnych własnych zasobów nie posiada.
Czyta się kilka minut

Jest to ominięcie ducha prawa przy respektowaniu jego litery. Celem polskiego ustawodawcy było, aby nie uzależniać w tak bezpośredni sposób polskich wyborców od polityków z zagranicy. Wiadomo, że pośrednich zależności - w dobie wolnego przepływu kapitału i idei - nie uniknie się,

tu chodziło jednak o przypadki drastyczne. A taki jest właśnie casus Ganleya. To polityczny ekstremista, który pompuje w politykę wielkie pieniądze w celu rozbicia Unii jako konceptu na stopniową integrację gospodarczą, a później także polityczną. Sztucznie kreuje siłę polityczną - bez niego polscy eurosceptycy nic by dziś nie znaczyli.

Oczywiście można się spierać o model integracji, a nawet w ogóle jej sens. Takie spory toczą się i w Polsce, i w innych krajach członkowskich. Czym innym jest jednak swobodna dyskusja ideowa, a czym innym (podsycane wielkim strumieniem finansowym) manipulowanie populizmem w celu rozbicia Unii.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 14/2009