Reklama

Ekspert w niepewnym świecie

Ekspert w niepewnym świecie

27.03.2007
Czyta się kilka minut
Książka gromadząca teksty z lat 2002-2005 dokumentuje to, co autor uznał za kluczowe w swej dyplomatycznej aktywności. Rozpiętość tematyki jest tu wielka - od filozofii polityki do techniki rakietowej.
"

"Ja jestem politykiem? Ja nie jestem politykiem". Takie wyznanie Adama Daniela Rotfelda można było usłyszeć w jego gabinecie podsekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Potem, już jako minister, powiedział swemu brytyjskiemu odpowiednikowi: "Jako polityk nie musi Pan znać szczegółów. Ja nie jestem politykiem i muszę być zawodowo przygotowany - również w sprawach drugorzędnych". W wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" mówi, że bronił się przed powołaniem na to stanowisko: "Uważałem, że ministrem spraw zagranicznych powinien zostać zawodowy polityk".

Tych wypowiedzi nie należy jednak brać dosłownie. Znając ich autora od lat czterdziestu czterech, nie mam co do tego wątpliwości. Kiedy mówił, że nie jest politykiem, doskonale przecież zdawał sobie sprawę z roli społecznej, w jakiej przypadło mu występować, ale za każdym razem chciał ludziom dać do zrozumienia: pamiętajcie, że ja jestem z przygotowania, umysłowości, środowiska - ekspertem, analitykiem, ja w zasadzie politykę tylko badam i opisuję, tylko chwilowo jestem politykiem i politykę chwilowo uprawiam.

Ta chwila trwała prawie cztery lata. Profesor Rotfeld pod koniec 2001 r. zakończył swe dwunastoletnie dyrektorowanie w Sztokholmskim Międzynarodowym Instytucie Badań nad Pokojem i został podsekretarzem stanu w MSZ. Potem objął stanowisko sekretarza stanu w tymże ministerstwie, a od 5 stycznia do 31 października 2005 r. był w rządzie Marka Belki ministrem spraw zagranicznych. Ekspert w niepewnym świecie polityki?

Wydany teraz tom obejmuje - z wyjątkiem eseju tytułowego, specjalnie napisanego - artykuły, wywiady, przemówienia, a również nowe wersje niektórych wcześniejszych opracowań z okresu 2002-2005. Przesłanie całości jest optymistyczne. Tytuł - "Polska w niepewnym świecie" - może być odczytywany jako "Coraz lepsza pozycja Polski w coraz mniej dla niej niepewnym świecie". W "dyplomatycznym" okresie działalności Rotfelda Polska umacniała swoją pozycję w NATO i, co najważniejsze, stała się członkiem Unii Europejskiej. Książka dokumentuje to, co autor uznał za kluczowe w swej dyplomatycznej aktywności. "Nie piszę wspomnień dyplomatycznych" - stwierdza wyraźnie. Do ich napisania warto go zresztą zachęcać, ponieważ już z anegdot i fotografii widać, jak wzbogaciłoby to wiedzę o najnowszej polskiej dyplomacji.

Książkę podzielił autor na sześć części. Najobszerniejsza, "Świat i Polska: determinanty polityki zagranicznej", zawiera złożony z osiemnastu tekstów dział "Relacje dwustronne". Można by z tego wnosić, że chodzi o ujęcie z perspektywy subdyscypliny "stosunki międzynarodowe". Są tu jednak również teksty pisane w optyce polityki zagranicznej, a nawet wywiad poświęcony rozwojowi Unii Europejskiej. W tej części znajdujemy najszersze rozważania o polityce wobec USA, Federacji Rosyjskiej, Niemiec, a także refleksje o ciągłości i zmianie w polityce zagranicznej, o stylu jej prowadzenia bez gromkich deklaracji. Trafił tu również wywiad przedrukowany ze "Spiegla", a zatytułowany teraz "Irak: gorzka lekcja". Wątek iracki zajmuje w nim wprawdzie niewiele miejsca, ale padają przy tym słowa ważkie: "Stany Zjednoczone osiągnęły świetne zwycięstwo wojskowe. Jednak nie doceniły, że nie ma tam społeczeństwa obywatelskiego. Jest to dla nas wszystkich gorzka lekcja. Musimy zrozumieć, że demokratyczne państwa narodowe mogą być tworzone tylko na gruncie własnych tradycji".

To wypowiedź z 2005 r. Nie wyjaśnia polskiego zaangażowania w Iraku, ale doszło do niego, zanim jeszcze Rotfeld został ministrem. Można się jednak domyśleć, co doradzał wtedy decydentom, skoro rok wcześniej powiedział (wywiad dla miesięcznika "Ambasador"): "Z Iraku został usunięty zbrodniczy reżim Saddama Husajna, Libia już się podporządkowała, Korea zaczyna się podporządkowywać, a w Iranie dochodzi do bardzo poważnych wewnętrznych przemian. Choć tylko jedno z tych państw stało się celem amerykańskiej interwencji, jej efekty oddziałują korzystnie na całe międzynarodowe środowisko. Prezydent Bush może dowodzić swoim przeciwnikom, że polityka wymuszania jest skuteczna". Ta wypowiedź ilustruje złożoność polityki i zarazem otwartość autora, który mógł był przecież ten tekst pominąć.

Jak skądinąd wiadomo, w latach 2003--2004 Rotfeld ostrzegał też, że nie należy oceniać polskiej decyzji o poparciu USA w kategoriach "A co to nam da? Co będziemy z tego mieć? Ile na tym zarobimy?". Takie podejście osądzał jako moralnie i politycznie błędne. Dbał też o to, by mandat polskich wojsk w Iraku był inny niż wojsk USA i Zjednoczonego Królestwa. To się udało. Straty polskie są proporcjonalnie znacznie mniejsze, a nasi żołnierze mają też dobre stosunki z lokalnymi społecznościami i wysoką ocenę nowych władz Iraku.

Rozpiętość tematyki jest tu wielka - od filozofii polityki do techniki rakietowej. Lektura skłania do myślenia i stawiania problemów. Odnotujmy tylko dwie kwestie. Pierwsza: Rotfeld deklaruje się ­expressis verbis jako zwolennik pojmowania polityczności w duchu Carla Schmitta, adaptując opozycję "przyjaciel-wróg" do rozważań nad "polityką bezpieczeństwa" i łącząc to z rozważaniami nad zniknięciem świata dwubiegunowego: "Zniknął jasno określony wróg". Skoro tak, to czy traci znaczenie Schmittowska koncepcja polityczności? A jeśli nie traci, kto jest lub ma być nowym wrogiem?

Inna teza, sformułowana na gruncie analizy terroryzmu: "11 września nie zmienił się świat, lecz jego percepcja". W ten sposób autor daje do myślenia każdemu, kto zna takie tezy jak Wittgensteina, że "granice mego języka wyznaczają granice mego świata", lub Wendta, że "anarchy is what states make of it". Czy to znaczy, że społeczeństwa przekonane o swym statusie najwyżej rozwiniętych krajów świata miały fałszywą diagnozę swego położenia i dopiero drastyczne działanie pochodzące z ich otoczenia światowego zmusiło je do skorygowania obrazu? Wszak byłby to największy z błędów! Jeżeli tak, to czy - i jak - należy zredefiniować pojęcie rozwoju rozpowszechnione w tych społeczeństwach?

Autor pisze o Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Temat wydaje się mało fascynujący - a tymczasem to jedno z najciekawszych opracowań w książce, wyraźnie uzasadniające tezę o poprawie sytuacji w Europie. Czytelnik znajdzie w nim historię OBWE i analizę jej funkcji. Z wywodów autora wynika, że większość państw europejskich (ani USA) już OBWE nie potrzebuje. Można by wspomniane wywody uzupełnić, dodając, że istnienie OBWE pomogło USA i ZSRR uzgodnić członkostwo zjednoczonych Niemiec w NATO. Zasady OBWE są jednak nadal ważne, tyle że do realizowania co najwyżej na części wschodnich rubieży europejskich, przede wszystkim zaś poza Europą (aczkolwiek w jej sąsiedztwie). Autor taktownie (czy może taktycznie?) przemilcza fakt, że istnieje przecież ONZ, i kończy artykuł wezwaniem do znalezienia odpowiedzi na pytanie raczej zasadnicze: czy OBWE ma przyszłość, a jeśli tak - to jaką? I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu nie brakowało podstaw do obawy, że aktywizacja OBWE - sztuczna jej aktywizacja - może storpedować nasze szanse na członkostwo w NATO.

Prawie wszyscy chcieli zmieniać organizację naszych placówek dyplomatycznych. Minister Rotfeld otwarcie mówił o przeszkodach, np. o niewłaściwym podziale zadań i środków pomiędzy MSZ i Ministerstwo Gospodarki w zakresie prowadzenia polityki: "Wydziały Ekonomiczno-Handlowe przy ambasadach, które podlegają Ministerstwu Gospodarki, są przeżytkiem z innej epoki - mówił w wywiadzie - jak gdyby w Polsce w ciągu 16 lat nic się nie zmieniło i państwo miało nadal monopol na handel zagraniczny". Do swych największych niepowodzeń zaliczył to, że nie zdołał przekonać ministra gospodarki do zmiany. Niesłusznie, bo za taki stan rzeczy odpowiadali przede wszystkim wszyscy, po kolei, prezesi Rady Ministrów.

Język Rotfelda nie jest ani językiem notatki urzędniczej, ani typową mową polityka. Pisane przez niego teksty charakteryzuje zwięzłość i dokładność, wywiady także wyróżniają się celnością sformułowań. Erudycja i wielka znajomość praktyki nie wymaga dużej liczby przypisów, lecz umieszczenia tezy w odpowiednim kontekście. Połączenie kompetencji badacza polityki światowej i współtwórcy polskiej polityki zagranicznej przyniosło dojrzały owoc, z pewnością jeszcze nie ostatni. Książkę można uznać za element polemiki z poglądem, że rządy z lat 1989-2005 nie miały polityki zagranicznej, a esej tytułowy - za szkic programu dla następcy autora na stanowisku ministra. Czytelnik oczekiwałby pewnie krytyki polityki aktualnej, ale jego oczekiwanie nieprędko zostanie spełnione. Sądząc po wypowiedziach min. Rotfelda, wyznaje on pogląd, że każdemu rządowi trzeba dać szansę i nie spieszyć się z krytyką. "Once a diplomat, always a diplomat"?

Adam Daniel Rotfeld, "Polska w niepewnym świecie", Warszawa 2006, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych. Wydawca zaopatrzył książkę w bibliografię profesora, ale selektywną; nie wiadomo, co zostało pominięte.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Uwaga! Przypominamy o ciszy wyborczej. Trwa ona od północy z 10 na 11 lipca do momentu zakończenia głosowania w wyborach prezydenckich 12 lipca. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej, również w internecie. Za złamanie zakazu agitacji grozi kara grzywny.

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]