Dziwne światło

Pisarstwo Jerzego Pilcha, tak silnie naznaczone autobiografizmem, w jego ostatnim dziele zyskuje ostateczne ukoronowanie.
Czyta się kilka minut

Dziennik” to nic innego jak Pilch w postaci czystej, postaci tym bardziej literackiej, im bardziej ogołoconej z literackości. Dziwne zjawisko na granicy arcydzieła intymistyki. Znamienne, że świat Pilcha uspójniony został przez nowego, obcego bohatera, po którym żadnego uspójnienia nie należałoby się spodziewać. Przeciwnie, choroba, bo o nią tu chodzi, choroba neurologiczna, bynajmniej nie alkoholowa, choć z nią naocznie podobne jest drżenie ręki autora, nie ma wiele wspólnego ani z sensem egzystencji, ani tym bardziej z literaturą. Raczej usilnie oba te, przenikające się światy niszczy. Doprowadza do postępującej erozji rzeczywistości, w tym samej fizycznej i psychicznej możliwości pisania. Doprowadza do poczucia, że świat „osacza i dławi”, jak pisze autor w paru zamykających całość zdaniach.

A jednak ponure i heroiczne, enigmatyczne i lakoniczne świadczenie o tym procesie, dokumentowanie go na marginesie zapisków, w najbardziej ulotnych i zaskakujących przejawach, wisielczy humor produkowany przez autentyczne cierpienie – to wszystko sprowadza na prozę dziennika dziwne, nie wiadomo skąd płynące światło. Nie ściśle religijne, mistyczne ani cierpiętnicze, choć może elementy tych jakości są tu jakoś obecne i przemieszane. Wbrew sobie, ale z wewnątrz, z tajemnej neurologicznej dziedziny narzucona zostaje dziennikowemu Ja rola męczennika walczącego z samym sobą o możność trzymania się jakiegoś ładu świata. Ta obcość i niesprawiedliwość, a zarazem nieuchronność wywołują szczególny efekt intensywności i głębi. Z której, paradoksalnie, autor chętnie by pewnie zrezygnował na rzecz pogodnego życia i tak zwanej normalności. Ale nie może, bo jest to, co jest.

Kiedyś autobiografizm Pilcha mógł się jego przeciwnikom wydawać manierą, idiomem zbyt ścisłym, jakąś samochwalczą, autotematyczną kaligrafią istnienia. Dziś już nie. Sam literacki fach okazuje się w „Dzienniku” jedyną potęgą zdolną zmierzyć się z neurologiczną entropią. Pisanie, tak celne, przenikliwe i zabawne, buduje kruchy i codziennie na nowo żmudnie rekonstruowany porządek istnienia. Tylko ono, skoro pisarz przyjął słynną zasadę „zaczynam od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rośnie” i na pierwszych stronach książki deklaruje utratę wiary w Boga. Dziwne to, niepojęte, ale napięcie w istocie rośnie.


Jerzy Pilch, „Dziennik”, Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2012

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 20/2012