Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Dyrygent przezroczysty

Dyrygent przezroczysty

27.08.2012
Czyta się kilka minut
Czy angielski sposób traktowania muzyki wyczerpuje się – a może już się wyczerpał?
Brytyjski zespół Stile Antico podczas występu na ubiegłorocznej Wratislavii Fot. Łukasz Rajchert
M

Mija rok, gdy solowy recital Rachel Podger podczas Wratislavii Cantans na nowo ożywił dyskusję nad grą idealnie poukładaną, ale jakby wyzutą z ekspresji – równą, „naturalną”, pełną umiaru i elegancji. Jednym słowem: „apollińską”. Na nowo, gdyż temat jest wieczny – a w muzyce dawnej obecny przynajmniej od trzech dekad, od czasu gdy na dorobku fonograficznym Christophera Hogwooda czy Trevora Pinnocka zaczęliśmy uczyć się stylowego wykonawstwa muzyki baroku.

Bo to właśnie Anglicy uczyli nas muzyki dawnej: ich stylowe, lecz jakby nieosobiste wykonania długo były oczywistym punktem odniesienia. Pejzaż uzupełniała miłość do miękkiej subtelności Philippe’a Herreweghe’a, podziw dla klasycznej równowagi Leonhardta i właściwie tylko Ton Koopman i Nikolaus Harnoncourt pokazywali niekiedy, że granie muzyki dawnej może także zaskakiwać, a nawet błyskać wyrazistym pazurem.

Ekstra dzwonki

Od dwóch dekad mamy jednak renesans Włochów, z ich dynamiką, pomysłowością, drapieżnością artykulacji, wreszcie ewidentnie rosnącym prymatem efektowności rytmicznej i barwowej nad kantyleną, co ostatecznie uczyniło z muzyki barokowej muzykę naszych czasów, przemawiającą do wrażliwości współczesnego odbiorcy. Drugi sposób jej odczytania wykształcili Francuzi, w barwach i zawiłościach prozodycznych, kształtując konkurencyjny, wyrafinowany wzorzec – choć gdy trzeba, także im nie brak energii. I okazuje się, że jakkolwiek angielski umiar i prostota wciąż mają zwolenników, to odbierane są jako chłodne, wycofane, bezosobowe – czyli nudnawe. Artystycznych prawd może być jednak wiele...

Blask czy harmonia? Oczywiście, niekoniecznie są one przeciwstawne, ale rzadko idą w parze. Wszystko zależy od tego, czego szukamy w muzyce. Czy chcemy być porwani, czy wolimy oddać się zauroczeniu? Wystarcza nam sama muzyka, tak jak została napisana, czy potrzebujemy podbarwienia, szczypty konkretnego charakteru? Christopher Hogwood powiedział mi kiedyś: „Punktem wyjścia jest to, co widzę w muzyce. Jeżeli warstwa muzyczna wydaje się kompletna, nie dostrzegam powodu, by dodawać do niej perkusję lub trójkąt, dzwonki czy inne ekstra efekty. Jeżeli nie jest kompletna (co w muzyce dawnej, gdzie zapis był schematyczny, jest częste), to musisz zastanowić się, jak ją uzupełnić. Podstawą jest partytura”.

Z takim stawianiem sprawy zgodzi się zapewne większość muzyków, ale konsensus niekoniecznie przyniesie podobne skutki. W wypadku Hogwooda konsekwencje będą krańcowe: jeżeli mamy kompletną warstwę melodyczną, frazy układają się w logiczną całość i pełnią brzmi harmonia, nie ma powodu, by np. podkreślać basso continuo. Tam, gdzie u Minkowskiego czy Biondiego będzie ono gwałtownie pulsowało, skandując motoryczną potęgę strumienia muzyki, u Anglików pozostanie łagodnym wypełnieniem harmonicznym, zaznaczającym jedynie schemat rytmiczny.

Potwierdza tę regułę nawet taki wyjątek jak „Koronacja Poppei” Monteverdiego w ujęciu Gardinera – gdzie basso continuo pozostaje całkowicie podporządkowane śpiewowi. Trudno o lepiej wykorzystany dogmat: ograniczenie do partytury i znanych z badań praktyk wykonawczych – jednak przede wszystkim wyeksponowanie warstwy wokalnej. W angielskim zespole nigdy grzmot klawesynów nie przytłoczy spokojnie płynącej melodii, nigdy rysunek złożonej struktury nie zostanie złożony na ołtarzu ekspresyjnego wykrzyknika.

Rytm serca

To samo dotyczy temp: skoro uznamy, że tactus, wiążący podane przez XVI- i XVII-wiecznych kompozytorów tempa z niezmiennym pulsem, jakim jest rytm ludzkiego serca, sugeruje taką, a nie inną prędkość, angielscy wykonawcy nie będą przyspieszać. Ustalenia te, z powodu wieloznaczności dokumentów, wprawdzie od dawna są już podważane, co pozwala grać znacznie szybciej (są też mocne argumenty artystyczne: twórcy pisali tak, by oszałamiać publiczność – zadaniem dzisiejszych wykonawców jest powtarzać ten efekt), jednak siła tradycyjnego przekonania pozostaje ogromna. Zwłaszcza na Wyspach.

Inne rzeczy powiedzą też artystom słowa w kompozycji wokalnej. Dla Anglików pierwszym zagadnieniem będzie odnalezienie w muzyce niesionych przez nie elementów retorycznych, a także ułożenie ich w logicznie brzmiącą frazę, w zgodzie z prozodią i afektami, ale przede wszystkim z samą logiką melodii. W ten sposób Paul McCreesh cudownie wtopił niedawno tekst Miltona w muzykę „L’Allegro, il Penseroso ed il Moderato” Händla, dyrygując Capellą Cracoviensis. Jeśli w ten sam sposób potraktuje się jednak Händlowskie opery, wulkany namiętności ich bohaterów przygasną do miary nienagannie skrojonych „partii” – zamiast wielkich „ról”, które zachwycały i wstrząsały.

Współcześni artyści – z którejkolwiek strony – najchętniej powołują się na źródła (muzyka dawna to wszak domena rekonstrukcji historycznej). Mówiąc o sposobie pracy, Hogwood podaje receptę: należy grać muzykę, ale z pełną świadomością i przestrzeganiem historycznych reguł. „Odniesienie do materiału źródłowego zawsze jest bardzo pomocne i właściwe, ale zasadniczym celem jest kreowanie muzyki. Nie ma tu jednak całkowitej swobody, to muzyka w stylistycznej ramie. Jak obraz otoczony ramą: obraz nie wychodzi poza ramę, musi w niej pozostać”.

Jeśli jednak sięgniemy poza muzykę dawną, odkryjemy, że ten sam umiar, uporządkowanie, podobnie istotne ramy, widoczne są (a może raczej: były) u innych brytyjskich muzyków. Czy u dyrygujących Händlem i Bachem klawesynistów nie odnajdzie się dziedzictwo Mozarta i Schuberta spod batuty sir Thomasa Beechama?

Jest też jedno jeszcze, znacznie ważniejsze pytanie: czy angielski sposób traktowania muzyki, nie tylko dawnej, wyczerpuje się – a może już się wyczerpał? Czy mocny akcent zaproponowany przez Paula McCreesha na tegorocznej Wratislavii, w postaci całej serii Koncertów Bacha granych znowu przez Podger, należy do akcentów ostatnich? Nie tylko na wrocławskim festiwalu, przechodzącym na stronę włoską, ale i w sercach słuchaczy – i nie tylko w Polsce?

***

Strata byłaby jednak olbrzymia – bo który dyrygent, poza Andrew Parrottem, ma jeszcze cierpliwość i czas, by kierować uwagę, naszą i swoich artystów, na fakt, że Bach kształtował swoje utwory nie dla solistów i orkiestry, lecz dla chorus musicus – nie z myślą o perfekcji i efektownych momentach, lecz o całościowej harmonii i zaangażowaniu zespołu? Kto inny studiuje menuety nie tylko z punktu widzenia ich atrakcyjnego brzmienia, ale z punktu widzenia tańca i jego wpływu na muzykę? Czy nie jest dobrze móc sięgnąć po interpretacje kogoś, kto nie chce interpretować? „Dyrygent nigdy nie powinien rzucać cienia na kompozytora. Powinien być przezroczysty. Podejmujesz decyzje, poprawiasz, kierujesz i powinieneś zwracać się do publiczności tak bezpośrednio, jak to tylko możliwe. Publiczność nie powinna patrzeć na maestro, maestro nie powinien wydawać żadnego dźwięku” – oczywiście, znów Hogwood.

Nawet jeśli lubimy wyraziste smaki – przydają się powroty do spojrzenia na dzieło w jego nagości, możliwie blisko samoistnej naturalności. Warto poczuć czystą muzykę. Choćby po to, by znów wyraźniej dostrzec modne dzisiaj przyprawy. 

JAKUB PUCHALSKI JAKUB PUCHALSKI (ur. 1973) jest krytykiem muzycznym i historykiem kultury, wykładowcą UJ.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]