Dwakroć zafałszowany

Komuniści przypisywali mu prawicowość, dzisiejsza prawica robi coś podobnego. W postaci Kazimierza Pużaka widać paradoksy pamięci o niepodległościowych socjalistach.

19.08.2019

Czyta się kilka minut

Proces sądowy Kazimierza Pużaka (w środku) i towarzyszy, kwiecień 1948 r. / NAC
Proces sądowy Kazimierza Pużaka (w środku) i towarzyszy, kwiecień 1948 r. / NAC

W kraju o innej historii pewnie miałby kilka pomników. Tymczasem najpierw, w czasach PRL, komunistyczna propaganda obrzucała go błotem lub przemilczała – był niewygodny, wszak walczył z Sowietami, a w końcu zmarł (lub zginął) w PRL-owskim więzieniu. Z kolei dziś w coraz bardziej nierzetelne ramy wtłacza go prawica, czyniąc swym ulubionym lewicowcem – wyzutym z tego, kim był faktycznie. 26 sierpnia przypada rocznica jego urodzin.

Wywrócić świat

Pisał o sobie: „z rodu Rusin, narodowości Polak”. Przychodzi na świat w 1883 r. na przedmieściu Tarnopola (wtedy austriacka Galicja). Ojciec jest Polakiem (murarzem), matka Ukrainką. Już w ck gimnazjum podejmuje dalekosiężną decyzję: „Chcieliśmy przewrócić świat do góry nogami i uszczęśliwić ludzkość”.

Z taką ideą w głowie wchodzi w krąg Polskiej Partii Socjalistycznej i socjalizmu niepodległościowego – silnego w Galicji. Na partię za młody, zaczyna w tajnej organizacji „Promień” dla młodzieży o poglądach lewicowo-patriotycznych. Zakłada jej oddział w Tarnopolu, okazuje się świetnym organizatorem. Tworzy też Koło Mierosławczyków, mające przygotowywać do przyszłej walki zbrojnej.

Już dorosły, wstępuje do PPS. Przerywa studia prawnicze we Lwowie i zgłasza się do działań w zaborze rosyjskim. Po rozłamie w partii wybiera niepodległościową PPS Frakcję Rewolucyjną, zostaje członkiem jej Centralnego Wydziału Organizacyjnego. Po stratach poniesionych przez PPS podczas rewolucji 1905 r. wstępuje do jej organizacji bojowej. Jedno z pierwszych zadań to zlikwidowanie zdrajcy i prowokatora Edmunda Tarantowicza; jego zwłoki odnaleziono w Rzymie.

Wiosną 1911 r., po wsypie, trafia w Łodzi w ręce carskiej policji, której udaje się go powiązać tylko z przynależnością do PPS. To „tylko” równa się wyrokowi ośmiu lat w okrytej ponurą sławą twierdzy w Szlisselburgu, a później dożywotniemu zesłaniu na Syberię. Siedzi w ciemnej i zimnej celi, w kajdanach na rękach i nogach. Uwalnia go w 1917 r. rosyjska rewolucja lutowa. Kazimierz Pużak pisał potem: „Dzień ostatni pobytu w Szlisselburgu byłby niezakończony, gdybym nie wspomniał o losie naszych budynków więziennych. Zrobiliśmy to, co należało z nimi uczynić – spaliliśmy”.

Szara eminencja PPS

Z rewolucyjnym wrzeniem w Rosji polscy socjaliści wiążą nadzieje na demokratyzację tego kraju i odwrót od imperialnej polityki. Pużak zostaje redaktorem pisma „Głos Robotnika i Żołnierza”, wchodzi w skład władz PPS w Rosji, organizuje jej struktury.

Po przewrocie bolszewickim polscy pepeesowcy początkowo nie są przeciwni nowej władzy. Wszak głosi ona prawo narodów do samostanowienia. Pużak obejmuje funkcję naczelnika rządowego Wydziału Prawno-Politycznego w Komisariacie do Spraw Polskich. Pomaga polskim jeńcom, z Trockim pertraktuje (bezskutecznie) o utworzeniu polskich oddziałów do walki z Niemcami.

W miarę narastania bolszewickiego terroru nabiera dystansu. Wspominał: „Trafiliśmy na (...) moment bytności delegacji z fabryki Sormowskiej pod Niżnym Nowogrodem. (...) Lenin pytał ich, jak idzie produkcja armat małokalibrowych – odpowiedzieli, że miesięcznie fabryka wypuszcza dwie armaty. Na to Lenin: a ile produkowano za caratu; odpowiedź – 60; a przy Kiereńskim – odpowiedź – 12; Lenin: ja was sukinsyny zmuszę, że będziecie produkować co najmniej 10 armat miesięcznie. A teraz – won! Właś­nie na tę scenę wyrzucania patrzyliśmy”.

Latem 1918 r. Pużak zwołuje konferencję PPS w Rosji, na której zapada decyzja o rozwiązaniu struktur i powrocie do Polski. Gdy w listopadzie powstaje pierwszy rząd niepodległej Polski, premiera-socjalisty Jędrzeja Moraczewskiego, zostaje sekretarzem generalnym Ministerstwa Poczt i Telegrafów.

Sytuuje się na lewym skrzydle PPS. Gdy rządzącą lewicę atakuje prawica, przekonuje do radykalnych rozwiązań: „Stwierdzał, że (...) rząd ludowy winien niezwłocznie przystąpić do tworzenia fundamentów rewolucji przez wprowadzenie reform społecznych, zwalczanie oporu burżuazji – aż do odebrania jej rzecznikom wolności zgromadzeń, stowarzyszeń i prasy – i ogłoszenie dyktatury rządu robotniczo-chłopskiego” – relacjonuje badaczka Anna Tymieniecka. Rozczarowany Pużak stwierdza: „My rządzimy Polską, ale nie urządzamy jej po swojemu”.

Zostaje wybrany do władz PPS. Funkcję sekretarza generalnego Centralnego Komitetu Wykonawczego sprawuje aż do wybuchu II wojny światowej, co czyni go członkiem wąskiego grona decyzyjnego, wręcz szarą eminencją.

Lewicowiec kontra komuniści

Wybrany w początkach II RP do Warszawskiej Rady Delegatów Robotniczych z listy PPS, zwalcza wpływy komunistów w partii. Podczas sowieckiej ofensywy na Warszawę latem 1920 r. PPS powołuje Wydział Wojskowy, a Pużak wchodzi w jego skład i prowadzi akcję werbunkową do wojska wśród robotników. W obliczu postępów Armii Czerwonej powstaje Robotniczy Komitet Obrony Warszawy, z Pużakiem w kierownictwie.

Już po wojnie Pużak szefuje komisji badającej przypadki współpracy członków PPS z bolszewikami i usuwającej ich z partii. Nie przeszkadza mu to w późniejszych latach domagać się zalegalizowania partii komunistycznej i twierdzić, że sprzeczne z prawem są konkretne czyny, nie zaś poglądy, a wolność i demokracja są także dla wrogów politycznych.

W pierwszych wyborach, w styczniu 1919 r., otrzymuje mandat poselski z „czerwonego Zagłębia” (Dąbrowskiego). Przemawia w Sejmie w sprawie brutalnego tłumienia demonstracji przez policję, wspiera strajki w regionie. Reelekcje uzyskuje już z okręgu Częstochowa, w trzech kolejnych wyborach. Uwielbiany przez robotników, szczególnie „czerwonego Rakowa”, czyli przyhutniczej dzielnicy, na lokalnym gruncie wspiera walkę o podwyżki, skutecznie zabiega o zmniejszenie skali zwolnień w hucie, pomaga strajkującym, 1 maja przemawia na wiecach.

W parlamencie nagłaśnia fatalne warunki w więzieniach, w tym przemoc wobec więźniów politycznych. W 1928 r. referuje projekt ustawy amnestyjnej, której przyjęcie uwolni wkrótce wielu politycznych lub złagodzi wyroki. Bierze udział w pracach sejmowej Komisji Wojskowej, jest bardzo zaangażowany w sprawę wzmocnienia obronności kraju. Szczególną uwagę poświęca przez lata sprawom lokatorskim. W 1924 r. relacjonuje zakusy prawicy, która chciałaby zmienić wprowadzone wcześniej lewicowe prawodawstwo: „Ustawa o ochronie lokatorów (...) ogranicza prawo włas­ności posiadaczy nieruchomości, (...) właściciel domu nie może samowolnie lokatora usunąć z mieszkania ani też nie może domagać się dowolnie oznaczonego komornego”.

W PPS dystansuje się od lewicowych radykałów, ale zwalcza też prosanacyjny rozłam w partii w 1928 r.; krytykuje autorytarne zapędy Piłsudskiego. Domaga się likwidacji obozu w Berezie Kartuskiej. W 1931 r. rzuca w twarz posłom sanacji: „Czy panowie przypuszczają, że społeczeństwo (...) po to zmieniało rządy najezdnicze, ażeby sprowadzić na siebie tego rodzaju okupację, której jesteśmy świadkiem?”.

Prawie zostaje więźniem twierdzy w Brześciu. Piłsudski wykreśla kilka nazwisk starych towarzyszy lub osób wspierających go w początkach II RP. Wyjątkiem jest Pużak, niezwiązany z Marszałkiem. „Co by o mnie ludzie powiedzieli, gdybym więźnia Szlisselburga zamknął w twierdzy” – miał powiedzieć Piłsudski.

Partyjna bojówka i Komitet Obrony

Na kongresie PPS w 1934 r. mówi, że „klasa robotnicza, prześladowana nieustannie, dojrzewa do oporu, gdy proklamowano krucjatę przeciwko marksizmowi i socjalizmowi. Żaden kompromis nie uchroni mas przed zachłannością i przemocą faszyzmu” oraz konkluduje: „Nasza najbliższa przyszłość to Polskie Państwo Socjalistyczne”. W PPS-owskim piśmie „Głos Kobiet” stwierdza: „Niedaleki jest czas, kiedy siła uświadomionego proletariatu zaważy na szali i przeciwstawi się wszelkim zakusom faszystowsko-endecko-klerykalnym, żeby Polskę zamienić w Ciemnogród”.

Zygmunt Zaremba, przyjaciel i współpracownik Pużaka, pisał: „Z jego to inicjatywy powstała w 1931 roku specjalna organizacja wewnętrzna w partii pod nazwą Akcja Socjalistyczna (AS)”. Akcja odegrała „wielką rolę w podniesieniu ducha szeregów partyjnych w tym ciężkim okresie i w obronie zgromadzeń i lokali robotniczych, które próbowali nachodzić komuniści i faszyści nieraz z bronią w ręku”.

Akcja, początkowo zwana Antyoenerowskim Komitetem Akcji Socjalistycznej, jest de facto partyjną bojówką. Gdy część działaczy krytykuje tę formę, Pużak, szef Akcji, odpowiada: „Jesteśmy przeciwnikami gwałtu, ale jeśli ktoś ma być bity, to my będziemy tymi, którzy biją, a nie odwrotnie”.

W 1936 r. mówi: „Gdyby robotnicy choć na chwilę zlekceważyli nacjonalizm i jego dążenia, to tym samym dopuściliby do jego bardzo szybkiego triumfu. To z kolei rozstrzygnęłoby losy walki klasy pracującej o własne wyzwolenie – o socjalizm”. Stąd „klasa robotnicza Polski występuje i zawsze występować będzie przeciwko każdej hecy antyżydowskiej i przeciwko każdemu szczuciu nacjonalistycznemu”.

Po dojściu Hitlera do władzy Pużak nie ma złudzeń: „blok faszystowsko-hitlerowski rządzi losami narodów i małe państwa (...) są narażone na napad z zewnątrz”. Jeszcze więcej uwagi poświęca teraz obronności Polski. W 1936 r. deklaruje, że PPS i robotnicy-socjaliści mimo dystansu wobec władz całkowicie popierają armię wobec groźby wojny. W 1937 r. pisze, że obronność to absolutny priorytet, apeluje o zacieśnienie sojuszu z Francją i podwyżki podatków dla zamożnych w celu sfinansowania większych wydatków militarnych.

W lutym 1939 r. wchodzi do Narodowego Komitetu Pożyczki Obrony Przeciwlotniczej. A od wiosny, wraz z zaufanymi ludźmi z PPS, 56-letni już Pużak poniekąd wraca do czasu młodości: na wypadek wojny tworzy strukturę opartą na trzyosobowych komórkach, szkolonych w zakresie dywersji.

Komendant

Po klęsce wrześniowej podejmuje decyzję o rozwiązaniu PPS. Znając realia konspiracji, „odsiewa” część działaczy i wraz z zaufanymi tworzy organizację podziemną: Wolność Równość Niepodległość, czyli PPS na czas wojny. Stary konspirator szybko organizuje, jako sekretarz generalny WRN, dużą ogólnokrajową strukturę (2 tys. komórek), która opiera się poważniejszym ofiarom w ludziach i wsypom. Prowadzi ona aktywność formacyjną i kolportaż pism podziemnych.

Towarzyszy jej struktura zbrojna: Gwardia Ludowa (później tę nazwę ukradną komuniści) WRN, której Pużak jest komendantem głównym. Prowadzi ona liczne działania dywersyjne, a w 1942 r. zostaje – z zachowaniem autonomii – scalona z Armią Krajową. W maju 1944 r., pod zmienioną nazwą Organizacja Wojskowa Pogotowia Powstańczego Socjalistów, liczy ok. 40 tys. żołnierzy podziemnych.

Od 1940 r. Pużak jest też przedstawicielem PPS w Politycznym Komitecie Porozumiewawczym stronnictw podziemnych. Zostaje jego przewodniczącym. Przestrzega przed wyborem między „hitlerowskim diabłem a sowieckim Belzebubem”. W 1941 r. występuje z Komitetu w proteście przeciw układowi, jaki premier gen. Sikorski podpisuje ze Stalinem; Pużak krytykuje brak deklaracji o uznaniu wschodniej granicy RP. Podkreśla, że wolną Polskę należy oprzeć na dwóch filarach: demokracji politycznej i społecznej, tj. reformach socjalnych.

Na dobre i na złe

W obliczu rosnących wpływów Związku Sowieckiego, mimo niechęci do prawicy, Pużak podpisuje umowę o współpracy PPS-WRN z innymi podziemnymi partiami: Stronnictwem Narodowym, Stronnictwem Pracy i Stronnictwem Ludowym. Na początku 1944 r. powstaje – jako przeciwwaga dla prosowieckiej KRN – Rada Jedności Narodowej. Zostaje jej przewodniczącym. Lojalny wobec władz RP w Londynie, uważa jednak, że kluczowe decyzje powinny zapadać w Polsce.

Wiosną 1944 r. prezydent Raczkiewicz nominuje go na swego następcę, zostaje przygotowany lotniczy przerzut Pużaka do Anglii. Ten jednak w rozmowie z emisariuszem rządu odmawia: „Moje miejsce na złe i dobre jest z polską klasą robotniczą, a nie w emigracyjnym Londynie”.

W powstaniu warszawskim bierze udział jako dowódca Organizacji Wojskowej Pogotowia Powstańczego Socjalistów. Jak jednak wspomina Zaremba: „Pużak nie podzielał naszych nastrojów. Mówił o niebezpieczeństwach rozpalenia walki bez pewności, czy Czerwona Armia przyjdzie z odsieczą, i nade wszystko – bez zapewnienia wystąpieniu zbrojnemu (...) osłony z powietrza. (...) lepiej od nas widział niebezpieczeństwa”.

Po upadku powstania trafia do Krakowa, później do Piotrkowa. Po konferencji w Jałcie pisze: „Cios był dobrze przygotowany przez zmowę nowego »Świętego Przymierza«, (...) był aktem wielkiej krzywdy wyrządzonej Polsce, krzywdy, której nasz naród – jeśli ma zostać narodem o własnej godności – nie może zapomnieć”.

Na Łubiance i w Rawiczu

W Polsce, zajętej przez Armię Czerwoną, trwa już instalowanie nowej komunistycznej władzy. Pużak jej nie akceptuje. Odmawia uznania „odrodzonej” PPS, budowanej pod kontrolą komunistów. Próbuje odbudować niezależne struktury partyjne. Ale „coś się złamało w psychice i nastawieniu ludzi odpowiedzialnych za całość powierzonej im Sprawy”. Swoje robiła też nagonka komunistów: „Oto pewnego dnia ukazała się we wszystkich gazetach notatka (...) insynuująca mnie i Kazimierzowi Pużakowi (...) kontakty z Gestapo” – wspominał Zaremba.

Wraz z innymi przedstawicielami podziemia decyduje się, mimo obaw, spotkać z przedstawicielami Armii Czerwonej. I wraz z nimi zostaje 28 marca 1945 r. aresztowany i przewieziony do moskiewskiego więzienia na Łubiance. Przez trzy miesiące trzymany w ciężkich warunkach, przesłuchiwany 140 razy, głównie odmawia zeznań. Sowieci zarzucają mu działalność dywersyjną na tyłach Armii Czerwonej i współpracę z Niemcami („robili wszystko, żeby z zaszczytnego i wielce zasłużonego miana postępu europejskiego o Polakach – że co Polak, to rewolucjonista – (...) przedstawić [nas] jako faszystów”). W tzw. procesie szesnastu w Moskwie zostaje skazany na półtora roku więzienia.

Dzięki amnestii wychodzi po 4 miesiącach i wraca do kraju. WRN już nie istnieje (została rozwiązana z powodu prześladowań), a w „oficjalnej” PPS działacze niezależni są marginalizowani lub usuwani. Pużak nie ulega naciskom UB ani namowom przyjaciół, by uciekał na Zachód. Przestrzegany, że komuniści znowu go aresztują, odpowiada: „Jeśli mnie nawet zamkną i nie wyjdę z więzienia – i to posłuży sprawie”.

Tworzy konspiracyjną strukturę polityczną, wraz z m.in. Zarembą, Ludwikiem Cohnem i Tadeuszem Szturm de Sztremem. Wiosną 1947 r. zostaje ona rozbita przez UB. Pużak trafia do więzienia. W listopadzie 1948 r., w procesie przywódców PPS-WRN, otrzymuje wyrok 10 lat.

W mowie końcowej oświadcza: „Nie myślę zmienić mojego poglądu. (...) w tej chwili, gdy stoję nad grobem, byłoby naprawdę nie do uwierzenia (...), że zmiana poglądów dokonała się w sposób naturalny”. I dalej: „Jeśli mi wolno wnieść jakąś prośbę do sądu, to prosiłbym bardzo (...), by za cenę mojego wyroku obniżyć tym współtowarzyszom ich dolę wyrokową”.

Więźniowie stali na baczność

Więziony jest w Rawiczu, w fatalnych warunkach: zamykany w karcerze, szykanowany, notorycznie przesłuchiwany. Nakłaniany przez władze więzienia do napisania prośby o łaskę, odpowiada: „Z wami nie będę rozmawiał, o żadną łaskę prosił nie będę”.

Na wolność już nie wyjdzie. Kazimierz Pużak umiera 30 kwietnia 1950 r., w niejasnych okolicznościach: bądź to z powodu wycieńczenia, bądź wskutek obrażeń po zepchnięciu ze schodów przez strażnika. 23-letni współwięzień Władysław Gorzan, partyzant od „Ognia”, wspominał: „Kiedy odbierali [rodzina] zwłoki, zapowiedziano, że nie wolno nikomu wyglądać przez okno. Istotnie, nikt nie wyglądał, gdyż wszyscy więźniowie stali na baczność pod ścianą celi, aby uczcić wielkiego Polaka”. Zostaje pochowany na Powązkach; władze zakazują rozklejenia nekrologów i informowania w prasie o pogrzebie.

Dziś prawicowe laurki na cześć Pużaka powtarzają, że ostatnie słowa oskarżonego do składu sędziowskiego brzmiały, iż jest „rzymskim katolikiem narodowości polskiej i nic więcej nie mam panom do powiedzenia”.

Podobnych słów nie notują akta sprawy ani wspomnienia współoskarżonych. To tylko opowieść krążąca wtedy po Warszawie i zapisana w dziennikach przez Marię Dąbrowską. Plotka ta oraz przemilczane aspekty jego biografii – jego przekonania socjalistyczne i niechęć do prawicy narodowej – służą do kolejnego fałszowania pamięci o nim.

Jest smutnym paradoksem, że kiedyś komuniści przypisywali mu prawicowość, a dzisiejsza prawica robi coś podobnego. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru Nr 34/2019