Dwa bieguny

W roku 1962, pod koniec maja albo na początku czerwca, byłem w Paryżu na wystawie “Minotaura", zorganizowanej z okazji 30. rocznicy wydawania tego ekskluzywnego czasopisma. Wyszło wszystkiego 9 numerów, ale były nadzwyczajne. Wydawcą był Skira, rej wodził przez jakiś czas Breton i jego silna ekipa młodych, energicznych nadrealistów. Wystawa była nadzwyczajna. Przyjechałem niedawno z Polski, a tu nagle same arcydzieła.
Czyta się kilka minut

Dwie rzeczy pamiętam, jakbym je widział w tej chwili. Kulę zawieszoną Giacomettiego znałem oczywiście z fotografii, ale oglądanie rzeźby z fotografii to nic nie jest. Nagle widzę dużą rzeźbę: rurki ochlapane gipsem, kula i sierp księżyca z gipsu, kula wisi na drucie, który jest dość niedbale przykręcony, uszko od kuli zardzewiałe.

Kiedy się patrzy na tę rzeźbę pod kątem 45 stopni w stosunku do osi sierpu księżyca, widzi się, że sierp jest żeński, a kula męska. Niestety sprawa jest wyjątkowo drastyczna. Jakkolwiek to model wewnętrzny, według rozkazu Bretona, nagle pojawia się element naturalistyczny. Kula jest jakby nadpiłowana, pęknięta, skojarzenia z anatomią wyjątkowo drastyczne.

Ale kiedy się stanie prostopadle do osi księżyca, staje się on rogiem penetrującym, bez wdawania się w szczegóły. A to, co było słońcem, czyli kula, staje się potwornymi biodrami jakiejś kobiety, dziewczyny. Migotanie, przemiana znaczeń jest szokująca w tej rzeźbie. Chyba zamierzona, nie wiem. W każdym razie wrażenie, że Giacometti był na najwyższych lotach swojego talentu, jest oczywiste. Później trzasnął drzwiami za nadrealizmem i modelem wewnętrznym Bretona. To trzaśnięcie drzwiami nie wyszło na dobre Giacomettiemu. Moim zdaniem.

W drugiej sali rzecz, która budziła mieszane uczucia: speszenia, zdumienia, zachwytu, lęku. Widziałem kilka lalek Hansa Bellmera. Wszystkie były - jakby psychiatra powiedział - dziwaczne, jeśli nie nerwicowe. Dziewczyny miały po cztery nogi, nieparzystą ilość piersi, maski, z których wyłaziły konopie, dziurawe brzuchy, a tam jakieś kule, szpikulce od protezy. I to miało alibi: oto sztuka nowoczesna, język połowy XX w.

A tu nagle widzę przed sobą - w przestrzeni dyskretnie zaznaczonej, by bliżej nie podchodzić - dziewczynę. Nie żadną rzeźbę, tylko dziewczynę siedzącą na taborecie czy krześle. Dziewczyna jest kiepsko ubrana w jakieś szmaty znalezione w “pubelce", czyli w kuble na śmieci. Nogi cudownie zgrabne, szczupłe, wyciągnięte przed siebie, ręce w geście obrony. Patrzy przed siebie, nie widzi, jest zrozpaczona. Albo uciekła z prowincjonalnego sex shopu, albo od jakiegoś fryzjera-erotomana, sadysty. Brunetka.

Oglądający patrzą, nie wiedzą, czy to w ogóle jeszcze jest dzieło sztuki, bo naturalizm tej dziewczyny - która ma wszystko tak, jak należy - budzi speszenie. Bellmer różnił się bardzo z Bretonem. Model stricte zewnętrzny: dziewczyna czarna, o pięknych rzęsach. Panowie patrzą, a właściwie zerkają. Stanąłem przed nią i mówię, trochę cicho: “Ty ciemna, ty nawet nie wiesz, że jesteś starsza od wszystkich bogów, że o tobie Artur Schopenhauer powiedział »wola życia - Eros tłumaczy wszystko, tej woli życia nic nie tłumaczy«".

Tak więc mamy tu na tej jednej wystawie dwa bieguny - jakby powiedział Marian Morelowski, wielki polski historyk sztuki. Jeden biegun to abstrakcja (model wewnętrzny, jak powiedział Breton), a drugi to naturalizm północnoniemiecki. Południowe są winogrona, a północne zbocza Alp to kartoflisko.

Tak widzę te dwie..., te dwa dzieła sztuki, które nieprzemijający wpływ mają na mnie do dziś.

(Fragment wypowiedzi artysty, nagranej przed wernisażem w galerii Zderzak.)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 45/2003