DRUGI DZIENNIK PILCHA

Samobójstwo to kraina, której południowe rubieże spoczywają w wiecznym cieniu, do cienia tego dostępu nie mają nawet samobójcy. Dlatego o samobójstwie zostało powiedziane wszystko.
Czyta się kilka minut
 / Fot. Andrzej Dudziński
/ Fot. Andrzej Dudziński

2 października | Gdy w czasie tegorocznych, chwilami całkowicie niepoczytalnych upałów, siódmy z rzędu wiślański ewangelik popełnił samobójstwo, matka oświadczyła, iż natychmiast dzwoni do księdza Longina, aby coś z tym zrobił.

– Z czym? – zapytałem nieco zbyt obcesowo, albowiem przez chwilę uroiło mi się, iż matula chcę sprowadzić Longina, by ten wskrzesił siódmego samobójcę, a może i z sześcioma pozostałymi „spróbował coś zrobić”.

Urojenie całkiem od czapki nie było – matka ostatnimi czasy miewała dziwaczne pomysły, dokładniej: dziwaczne pomysły miewała zawsze – ostatnimi czasy jakby częściej. Jednak nie tym razem.

– Jak to z czym? Z plagą samobójstw! Z plagą samobójstw wśród naszych!

– Jaką plagą? Gdzie do plagi? Parę przypadków i od razu plaga?

– W naszym przypadku siedem ofiar to jest plaga! Pan postanowił wygubić swój lud!

– Jak Pan tak postanowił, to ani Longin, ani żaden inny ksiądz nic nie pomoże, przeciwnie, przybyciem swoim, modlitwami i nie mówię: faryzejską, ale jednak nieco zbyt „wystudiowaną” pobożnością zamętu narobi... Nie ma co do niego czy po niego dzwonić... Niech lepiej na zadku siedzi...

– Ludzie jeden za drugim się wieszają, a księża na zadkach siedzą... Dlatego właśnie Pan plagę zesłał! Trzeba dzwonić i budzić!

– Jak najwyższe kierownictwo zaczęło działać, to nam pozostaje tylko czekać w pokorze...

– Jezusie Nazareński, oświeć tę ciemną pałę. Samobójstwa są z jednej strony plagą, z drugiej ostrzeżeniem...

– Przed czym?

– Przed kolejnymi samobójstwami. Jaśniej być nie może. Jak długo będą czekać? Ciekawe, jak długo będą czekać?

– Samobójcy?

– Nie, księża.

– W sumie, co ma ksiądz do samobójstwa? Bo niby ma wiele, niby wszyscy przeświadczeni, że ma niesłychanie wiele, a może nic nie ma?

– Jak nic nie ma? Wszystko ma!

– Księża to są specjaliści od samobójstw?

– Księża to są specjaliści od wszystkiego, co się na granicy tego i tamtego świata dzieje...

– Wopiści transcendencji?

– Nie kpij, gdyby nie te kpiny, gdyby nie te wieczne kpiny ze wszystkiego, dalej byś zaszedł!

– Dalej! Dalej! Dalej bym zaszedł, jakbym codziennie nie słyszał, że powinienem zajść dalej... Poza tym, żadnych kpin tu nie widzę, nie słyszę. Czyli co? Księża pogranicznicy co powinni?

– Ratować...

– Każdy powinien ratować... Jest ktoś, kto nie powinien ratować?

– Niejeden nie powinien... Niejeden by się znalazł, co nie powinien.

– Kto?

– Ten nie powinien, co na pogrzeb zawsze przychodzi... Zawsze przychodzi, a nie powinien. I żaden z tych, co w samobójstwie maczali palce, nie powinien...

– To akurat prawda. Czystego samobója nie ma. Każdy samobój jest trochę mordem. Nie w znaczeniu, że samobójca sam siebie morduje, ale w znaczeniu, że niejeden go pognębił i tym samym nakłonił; do podjęcia ostatecznej decyzji się przyczynił, ostatni krok podpowiedział, a nawet do jego wykonania zmusił... W samobóju maczał palce... Dobrze mama powiedziała.

– A coś ty myślał... Niejeden zachęcił, a tu zniechęcić trzeba... Odwieść od takiego czynu... Za wszelką cenę odwieść od złego zamiaru...

– Za wszelką cenę ?

– Tak!

– Ksiądz rękę na samego siebie podniesioną ma odrąbać?

– Jak na samego siebie? Księża nie popełniają samobójstw. W każdym razie nie nasi.

– Nasi w ogóle niczego nie popełniają.

– W kościele byłeś?

– Nie.

– No to nie gadaj. Do kościoła bezbożnik nie chodzi, a gada.

– Tylko praktykujący mogą gadać?

– Lepiej by było. Wiara rzekomo wierzących, a niepraktykujących to dopiero gadanie.

– Jak ktoś się zabija – podnosi na siebie rękę; ksiądz powinien tę rękę odrąbać?

– W sensie ścisłym?

– A jakim? O metafory się nie pytam. Metafory tego typu mają zresztą – jak doskonale wiemy – przykrą i nic nas nieobchodzącą bolszewicką tradycję.

– W ostateczności, jak już nic innego nie pomoże, jak wszystkie pozostałe środki zawiodą – trzeba odrąbać. Lepiej żyć z jedną ręką, niż z dwoma w trumnie leżeć.

– Gość z dwoma rękami nie dawał rady życiu, teraz z jedną sobie poradzi?

– Jak opamiętanie przyjdzie... Jak Pan Bóg opamiętanie ześle, to poradzi, bez rąk, a nawet bez nóg, a poradzi...

– Kto chce za wszelką cenę żyć – poradzi...

– Synku, wszyscy chcą żyć...

– A naszych siedmiu wspaniałych?

– Sami zostali... Znikąd żadnego wsparcia. Kur...! Dzwonię do Longina!

– Przepraszam, ale może by się mama jakoś oględniej wyrażała, o poważne sprawy chodzi...

– Ok.

– Wracając do naszej siódemki, to może faktycznie był wśród nich ktoś, kto nie tyle chciał się zabić, co desperackim aktem próbował zwrócić na siebie uwagę...

– Słynne wołanie o pomoc...

– Tak jest. Ale niewątpliwie był tam też, może nawet niejeden samobójca – profesjonalista, samobójca – saper, samobójca – komandos, samobójca – karateka nie do pokonania; ktoś, kto postanowił się zabić z niedościgłą precyzją, ktoś, kto postanowił opuścić ten padół z żelazną konsekwencją... Jego nic nie zatrzyma, jemu nikt nie da rady...

– Dobry ksiądz da rady.

– Przy okazji...

– Tak, słucham...

– Najlepsze życzenia urodzinowe...

– Ach, synku, za bardzo mnie twoja starość przeraża, żebym swoją świętowała. Ale za życzenia dzięki...

3 października | O samobójstwie wszystko zostało powiedziane. Wszystko, ponieważ to, co nie zostało powiedziane – nie zostanie powiedziane. Nigdy. Są tu tajemnice, których nikt nigdy nie dotknie, nie mówiąc o wyjaśnieniu. I nie ma co wysilać się na marną i pseudokomiczną retorykę, że znikąd pomocy, znikąd oświecenia, chyba że samobójca jakiś zmartwychwstanie i dokumentnie opowie, jak było. Nie opowie, bo nie zmartwychwstanie. Jeśli zmartwychwstanie, również nie opowie, nie będzie znał całego szeregu mniej lub bardziej istotnych szczegółów. Samobójstwo to kraina, której południowe rubieże spoczywają w wiecznym cieniu, do cienia tego dostępu nie mają nawet samobójcy. Dlatego o samobójstwie zostało powiedziane wszystko.

Całego piśmiennictwa w tej sprawie nie mam na myśli – jest nieobjęte; weźmy to, co mieści się pomiędzy, dajmy na to, Emilem Durkheimem a, dajmy na to, księdzem profesorem Tadeuszem Ślipką – też jest to zbiór nieobjęty, ale bardziej ludzki.

Moim – radykalnie subiektywnym, ekstatycznie sentymentalnym i opierając się na śladowym książkowym otrzaskaniu zbudowanym – zdaniem najdokładniej i najlepiej o samobójstwie powiedział Albert Camus; powiedział przy tym w taki sposób, powiedział w tak – tak jest! – piękny sposób, że człowiekowi wstyd się zabić.

Zawsze uważałem, że kto czytał Camusa, raczej się nie zabije, bo wie, że wobec doskonałości tyczącego samobója wywodu autora „Dżumy” jego byle jak, a choćby nawet jak najdoskonalej, sklecone samobójstwo wypadnie słabo. Zwłaszcza ludzi pióra winno to dotyczyć, powinni niedościgłość Camusowych akapitów z profesjonalizmem wychwytywać i mimo najgłębszych depresji amatorskiego samobója odpuszczać.

Samobójstwo jako dopełnienie, może jako forma polemiki z „Mitem Syzyfa” było i jest skazane na porażkę, najbardziej nawet zneurotyzowany literat nie powinien w tym kontekście rwać się do podcinania żył czy innego skakania z – jak zalecają wiadome podręczniki – najmniej ósmego piętra. Na tym między innymi polegał humanizm Camusa, piękno i harmonia jego samobójczego wywodu do samobójstwa nie nakłaniały, a odeń odstręczały; egzystencjalizm i filozofia absurdu były niczym renesans – stawiały człowieka w centrum.

Lechoń wywód mi zepsuł, błyskotliwość zamącił, kombinację skompromitował. Zabił się, mimo iż był czytającym Camusa człowiekiem pióra! Podniósł na siebie rękę, mimo iż Camusa czytał i to czytał go w oryginale! Skoczył z 10 piętra, mimo iż nie tylko Camusa czytał, ale wręcz się nim zachwycał!

Może Camus się go nie imał? Zachwyt nie jest żadnym dowodem rozumienia tekstu. Zachwyt nie jest żadnym dowodem rozumienia czegokolwiek. Zachwyt często – o wiele częściej niż się wydaje – jest gwarantem niezrozumienia niczego.

4 października | „Bardzo głupio to brzmi, ale nie umiem tego inaczej powiedzieć niż, że mam słabość do Camusa. To znaczy się, że czytam go z przychylnym uprzedzeniem i tłumaczę na dobre nawet to, co jest mi w nim obce. Jest on jednym z najrzadszych pisarzy, który chce ostatecznej odpowiedzi, ale nie zadawala się niczym gotowym. Na pewno nie godziłby się on na to określenie, ale zjednywa mnie jego młodość prawdziwa i szlachetna, którą zawsze poznaje się po rozdarciu między wiarą a nihilizmem”.

No, niewątpliwie na określenie swej filozofii jako „młodzieńczego rozdarcia pomiędzy wiarą a nihilizmem” Camus zgodziłby się z najwyższym trudem, raczej by się nie zgodził. Może Maria Casares by go przekonała? Najpewniej i ona nie. Nie zgodziłby się. Niewątpliwie i na pewno. Autor „Karmazynowego poematu” dotyka pewnej prawdy.

5 października | Camus – jedna z intensywniejszych lektur najgłębszej młodości, w takiej epoce zachwyt jest jak pożar, niechęć jak powódź; nie przypominam sobie tekstu, co tam tekstu! – nie przypominam sobie linijki Camusa, która by nie płonęła. „Jest tylko jeden problem filozoficzny prawdziwie poważny: samobójstwo. Orzec, czy życie jest, czy nie jest warte trudu, by je przeżyć etc., etc.”. Jazda. Lechoń czytał to po francusku, mógł mieć jazdę bobslejową. Odruchowo chciałem napisać, że dziś jest to jazda spacerowa, ale gdzie! Te same bobsleje, jedynie łzami przemijania zroszone. Plus kontrowersyjna świadomość, że im więcej A.C. dziś czytasz, tym większą krzywdę robisz E.C. Pod zbyt wielkim był wpływem. Za dużo odpisywał. Tyle że inteligentnie. Z drugiej strony, jeszcze by tego brakowało, żeby Cioran od Camusa przepisywał „nieinteligentnie”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 44/2012