Cholerne tam i z powrotem

Jerzy Pilch w "Historii dygotu": Bezceremonialność i bezwstyd historii S. jest maską rozpaczy i samotności.

23.08.2015

Czyta się kilka minut

 / Rys. Marek Tomasik
/ Rys. Marek Tomasik

I

 Nie twierdzę, że ona z niepoczytalnego głodu miłości wędrowała do swych nieszczęśników, choć kto wie, kto wie. Była tak zmarznięta, że i takie ciepło ją grzało. Nawiasem: śniła mi się tej nocy. Po raz pierwszy od rozstania, a może w ogóle po raz pierwszy. Jazda jakaś, na wskroś pociągowa, się odbywała. Było ciasno w przedziale, ktoś naprzeciw niej siedzący nagle porwał płaszczyk, co na kolanach go trzymała, i powiedział, rozpościerając – jak możliwe są takie dziury i takie prześwity? A ona z całą gwałtownością sztuczne swoje i faktycznie dziwne futerko natrętowi odebrała i miała we śnie najprawdziwsze swoje ruchy, nagłe i porywcze, i było mi tak ciężko, że wolałem się nie budzić. I spałem dalej w apartamencie 308 w hotelu Francuskim w Krakowie. Był pogodny początek pogodnego dnia, nad miastem mgły się unosiły, słychać było stukot końskich kopyt. Za kilka godzin przybędzie tu amerykański prezydent, który przed paroma tygodniami wygrał ważną wojnę. Przypuszczam, że uda mi się podczas jego obecności zmieszać z tłumem, przyjrzeć tłumowi i posłuchać tłumu.

Wczoraj, gdy rozpędzony pociąg zbliżał się do Krakowa, zdawało się, że dojeżdżamy do miasta apokalips. W radiu szły nieprzerwane komunikaty, że od świtu w starożytnym centrum płonie wielki dom towarowy, nad miastem stoją kosmiczne kolumny dymu, że powoli pożar obejmuje pierścień Plant, że w jutrzejszych gazetach wydrukowane zostaną specjalne szlaki ewakuacyjne oraz mapy rozlokowania sił specjalnych, które strzec będą amerykańskiego prezydenta. Byłem pewien, że jeśli wjedziemy, to wjedziemy do oblężonej twierdzy pełnej żołnierzy uzbrojonych w broń długą, że wkroczę w zasnute dymami ulice, że nad kopcem Kościuszki ujrzę pełzające płomienie. Tymczasem miasto tętniło swym leniwym życiem, w knajpianych ogródkach biesiadowali biesiadnicy, księgarnie były czynne, nigdzie nikomu się nie spieszyło.

II

Całe życie spotykałem się z kobietami i to było dobre. Wielorako dobre. Rozmaitym rzeczom sprzyjało, czas na mityczną modłę zatrzymywało, jak kiedyś za młodu zacytowałem wielkiego filozofa – „fenomen obojętności świata odganiało”, że o elementarnym upojeniu dotykowym nie wspomnę. W mitycznym bezczasie żyje się jednak umownie, w sensie potocznym zestarzałem się jak wszyscy, zdemolowały mnie choroby i, zdawać by się mogło, dawna łatwość kontaktu – delikatnie mówiąc – straciła na płynności.

Nic podobnego. Dar namiętności nie zmalał, przeciwnie – nienasycenie go wzmogło. Sam od siebie oczekiwałem nietrudnej do wyłożenia pożegnalnej neutralności – końcowe frazy na ogół mają urok. Rzecz w tym, że tu nic się nie kończy. Nie nastaje ostatni sezon seksu przedtrumiennego. Pada pierwsze zdanie i linearna opowieść się rozpoczyna. Kapitana marquezowskiego statku, który powtarzając malignę dozgonnej miłości zaraz zacznie pływać „w to cholerne tam i z powrotem – przeraża spóźnione podejrzenie, że to nie śmierć, ale właśnie życie nie ma granic” (sławne zakończenie „Miłości w czasach zarazy”, przekład Carlos Marrodán Casas). Powiedziałbym, że są rzeczy bardziej przerażające.

III

Wczoraj w nocy nowy koszmar – śni mi się, że leżę na stole operacyjnym. Nigdy takiego snu nie miałem.

IV

Teraz z tysiąca powodów wchodzi w grę wyłącznie tematyka erotyczna. Główny (konieczny i wystarczający) powód jest taki, że tylko to pamiętam. Jest tak, jakby tylko ciało zachowało pamięć. Ciało o ciele. Ciało dla ciała. Dobre by to było, gdyby to cokolwiek znaczyło. Niestety nie znaczy nic. Cielesność sama w sobie nie istnieje. Nawet po śmierci. Cóż dopiero za życia.

V

Chwile, w których uświadamiam sobie, że pochodzę z ludu, już się praktycznie nie zdarzają. Z jednym jedynym wyjątkiem – ilekroć mianowicie jestem w operze, tylekroć dobitnie, a nawet z całą dobitnością odczuwam zerowy arystokratyzm mego pochodzenia; zerowy, a może nawet niżej. Raz udało się klasową klęskę przesłonić wybuchem gwałtownej miłości. Ładnych parę miesięcy temu w operze zobaczyłem dziewczynę w czarnej sukni. Do klasycznej piękności (jeśli w tych czasach istnieje taki wzorzec) daleko, choć można dyskutować. Poza dyskusją olśniewająca młodość, jasność spojrzenia – świetlista jasność spojrzenia szarych oczu. Momentalnie zacząłem wyobrażać sobie wspólne życie. Podstawa niewielka: dwa spojrzenia w antrakcie, ale starczy. Potem gdy muzyka ucichła (o ile ucichła), znów ją zobaczyłem – poprawiała szal na ramionach, błysnął zarys ramion, spojrzała na mnie, ukłoniłem się, speszona niezgrabnie kiwnęła głową – cały czas cień jakiegoś narzeczonego był przy niej. Czy teraz myśli o naszym spotkaniu? Szczerze powiem – wątpię. Ale jakby co, to proszę bardzo. Ja ze dwa razy myślałem o zapachu jej szala, ze trzy razy o zapachu jej piersi. Potem wszystko zgasło i umarło. Ale co przeżyliśmy, to nasze. ©

Fragment powstającej właśnie nowej książki Jerzego Pilcha „Historia dygotu”.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Pisarz, dramaturg, scenarzysta, felietonista „Tygodnika Powszechnego”, gdzie pracował do 1999 r. Laureat Nagrody Literackiej Nike oraz Nagrody Fundacji im. Kościelskich. Autor przeszło dwudziestu książek, m.in. „Bezpowrotnie utracona leworęczność” (1998), „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 35/2015