Dlaczego nam nie wolno?

Tygodnikową dyskusję Kościół i teczki (“TP" nr 9/05) przeczytałam dopiero w wydanym numerze własnego pisma. I z zaskoczeniem znalazłam tam głos jednego z uczestników, doktora Andrzeja Grajewskiego, osądzający TP za krytyczny stosunek do pierwszych przymiarek lustracyjnych w czerwcu 1992 r. Zdaniem szanownego autora Kompleksu Judasza, TP miał wtedy stracić wiarygodność.
Czyta się kilka minut

Zaskoczenie moje płynie po pierwsze stąd, że jako uczestnik sejmowej “nocy teczek" wszystko bardzo dokładnie pamiętam. A więc awanturniczy sposób uchwalenia - bez dyskusji - zobowiązania ministra spraw wewnętrznych do podania (w ciągu dwóch dni) “pełnej informacji na temat osób pełniących funkcje publiczne, będących współpracownikami UB i SB w latach 1945-90" (cytat ze stenogramu sejmowego). Wszyscy chyba pamiętają, że ta uchwała przyniosła w rezultacie “listę Macierewicza", zawierającą zniesławiające pomówienia kilku wyjątkowo zasłużonych patriotów, i odbija się echem do dziś dnia (pisał o tym ostatnio m.in. Tomasz Wołek w tekście “Macierewicz i historia", “GW" z 2 marca 2005 r.). Sejm w wyniku długiej debaty nad wszystkimi słabymi stronami zamierzonej formy lustracji powołał wówczas komisję do zbadania sposobu wykonania uchwały. Głosów krytycznych na ten temat padło wówczas w Sejmie nieporównanie więcej niż głosów aprobaty. Dlatego dzisiejszy osąd przez dr. Grajewskiego ówczesnych ostrzeżeń wypowiadanych w “Tygodniku" - tak jakby były one jakimś wyjątkowym i rażącym wyskokiem - jest zwyczajną niesprawiedliwością, którą niepamięcią o realiach wytłumaczyć byłoby trudno.

A trudno dlatego także, że w całej “Tygodnikowej" dyskusji dr Grajewski bardzo wnikliwie przedstawia uwarunkowania i przyczyny, dla których po trzynastu latach od tamtej pierwszej próby proces lustracyjny też nie może być ani łatwy, ani jednoznaczny, jak chcieliby jego zaprzysięgli zwolennicy. Wraca do tych trudności i ostrzeżeń także w najświeższym artykule “Czas na rachunek sumienia" w “Polityce" (nr 9/05). Niejedna z tych spraw od początku dawała się zauważyć i nie skłaniała do jej lekceważenia. Dlaczego miało nam nie być wolno zwracać na to uwagi? Dlaczego dzisiejszy schemat rozprawiania się z krytykami “oczyszczającej" wizji lustracyjnej, jako z ludźmi automatycznie podejrzanymi, przenoszony jest przez poważnego historyka także wstecz, a w dodatku najzupełniej wybiórczo?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 11/2005