„Dig!!! Lazarus Dig!!!”

Gdyby Faulkner z Hemingwayem i Bukowskim nagrali płytę, musiałaby ona brzmieć jak najnowsze dzieło Bad Seeds.
Czyta się kilka minut

Nie spodziewałam się, że Nick Cave wyda jeszcze kiedykolwiek tak świetny, mocny album. Na ostatnich krążkach (za wyjątkiem "Grinderman") przeważały melancholijne, nieco mdłe ballady. Trudno było w nich poznać dawnego Cave’a, który na genialnej płycie "Let Love In" zadawał z wściekłością pytanie "czy mnie kochasz, tak jak ja ciebie?" w taki sposób, że wolałoby się usłyszeć "szykuj się na śmierć"...

Nowy album jest powrotem do atmosfery i estetyki "Let Love In", choć mniej tu krwi i szaleństwa, więcej wisielczego humoru i gryzącej ironii. Cave znowu śpiewa o rozczarowaniu, zdradzie, apatii i gniewie, winie i karze, bezlitosnym starotestamentowym Bogu, miłości, która nie niesie ze sobą piękna ani dobra, lecz zmienia człowieka w mściwego zbrodniarza lub odarte z godności ścierwo. Wybawieniem od cierpień jest śmierć - ale tytułowemu bohaterowi albumu, biblijnemu Łazarzowi, odmówiono nawet tej łaski.

Niczym walczący z aniołem Jakub, artysta zuchwale rzuca Bogu i ludziom oskarżenie o podłość i brzydotę świata, a jego bunt przybiera różne dźwiękowe oblicza. Czasami kryje się za rozdzierająco smutnym akompaniamentem fortepianu czy organów: to subtelnym jak u Leonarda Cohena, to barowo niechlujnym niczym u Toma Waitsa, to znów psychodelicznie rozimprowizowanym. Kiedy indziej obleka się w sarkastyczny humor i podstępną melodyjność niemal popowych piosenek, z pulsującym basem i groteskowymi męskimi chórkami rodem z lat 60., lub wybucha w anarchicznie hałaśliwym rockowym graniu w stylu Iggy’ego Popa.

Płyta jest surowa, chropowata, bardzo autentyczna. Jak brzmienie elektrycznej gitary Cave’a, na której zaczął grać regularnie w wieku 50 lat - i jest to gra prosta, nieporadna, ale zarazem tak drapieżna i żarliwa, jakby całe jego życie zależało od głośności tych riffów. Ten bunt ani nie przemija, ani się nie ustatecznia.

Nick Cave and the Bad Seeds

"Dig!!! Lazarus Dig!!!"

Mute

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 14/2008