Czysta anarchia

W kinach "Sen Kasandry", na półkach "Czysta anarchia" - chciałoby się ogłosić sezon Woody’ego Allena, ale w zasadzie nie trzeba: ten sezon nigdy się nie kończy. Allen pozostaje zdumiewająco aktywny (na premierę czeka kolejny film, "Vicky Cristina Barcelona", następny jest na etapie postprodukcji).
Czyta się kilka minut

"Czysta anarchia" to jego czwarta książka; przyjemnie przewidywalna dla miłośników, irytująca i wtórna dla pozostałych.

Wielka szkoda, że Umberto Eco ubiegł Allena z tytułem "Zapiski na pudełku od zapałek", bo tym w istocie jest "Czysta anarchia": zbiorem anegdotek, które łatwo wyobrazić sobie jako tyrady padające z ust Allenowskiego bohatera. Większość bierze swój początek w wyłuskanej z "New York Timesa" notce (dodajmy, o mocno podejrzanym statusie), a wszystkie wyróżnia ta sama, rozpoznawalna od dekad, mieszanina egzystencjalnej rozpaczy, neuroz, czczej gadaniny i bezczelnego humoru ("W zeszłym roku próbowałem przerobić spowiedź Stawrogina na musical!").

Obsesje Allena się nie zmieniają: seks, śmierć, wulgarność show-biznesu zestawiona z pretensjonalnością świata sztuki... Allen osiągnął tak duży stopień familiarności z czytelnikami i widzami, że wybaczamy mu frajdę z cytowania samego siebie, jaką co rusz ujawnia. Jest mistrzowskim portrecistą cwaniactwa i porażki, a także godności, która rodzi się gdzieś na ich przecięciu. Prawie wszyscy jego bohaterowie muszą godzić się z własnym brakiem wyjątkowości i wymyślać sposoby na jej zamaskowanie (w tym sensie Zelig stanowił Allenowski destylat). Najczęstszym z tych sposobów jest podszyta rozpaczą błazenada.

Jako się rzekło: to mikstura dla koneserów. Jedyne, nad czym należy ubolewać przy "Czystej anarchii", to kwestia przekładu. Nie idzie o to, że Wojsław Brydak wykonał złą robotę - bo tak nie jest - ale jego pracowite tłumaczenie Allenowskiego idiomu mimowolnie ujawnia nieprzekładalność tego ostatniego. Angielski drobnych (i większych) cwaniaczków, w którym lubuje się Allen, jest nieporównanie bogatszy od cwaniakującej polszczyzny, która regularnie osuwa się albo w warszawską Pragę, albo w nowohuckie ziomalstwo. I to, niestety, dzieje się raz po raz w tekście "Czystej anarchii": "obciach" i "wypas" mieszają się ze zgrzytającymi frazami w rodzaju "spostrzegawczy miglanc z ciebie", "trzy szurnięte szałaputy", okraszone na dodatek - szczególnie nieszczęśliwym - komplementem: "Masz czajnik jak należy, hyclu, za dobry jesteś na chałki".

Wciąż mamy na ekranach "Sen Kasandry", w którym pada łatwa do przeoczenia kwestia podsumowująca filozofię Allena: "Życie jest totalnie ironiczne". Ta ironia boli tak długo, dopóki o niej nie czytamy bądź nie oglądamy jej rzuconej na ekran. Allen powtarza się, to prawda; ale i mówi coś godnego powtórek.

Woody Allen, "Czysta anarchia", przeł. Wojsław Brydak, Rebis, Poznań 2008

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2008