Czy rząd Tuska opodatkuje cyfrowych gigantów z USA

Nałożenie danin na big techy jest bez wątpienia potrzebne, choćby dla zdobycia funduszy na rozwój naszych firm technologicznych, by nadążały za resztą świata. Warto jednak zastanowić się nad momentem, w którym zaczniemy nad nim prace.
Czyta się kilka minut
Konferencja prasowa ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego. Warszawa, 13 marca 2025 r. // Fot. Filip Naumienko / Reporter
Konferencja prasowa ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego. Warszawa, 13 marca 2025 r. // Fot. Filip Naumienko / Reporter

„Zobaczymy” – tak premier Donald Tusk odpowiada na pytanie o wprowadzenie podatku, który miałby objąć gigantów cyfrowych działających w Polsce. Nad takim projektem ustawy zaczęło prace Ministerstwo Cyfryzacji, ale gdy tylko poinformował o tym szef resortu wicepremier Krzysztof Gawkowski, odpowiedział mu nominowany na ambasadora USA Thomas Rose. Choć jeszcze nie objął urzędu, zagroził Polsce „konsekwencjami” i zapowiedział „odwet” prezydenta Trumpa.

Nowa administracja USA już zdążyła nas przyzwyczaić, że w dyplomacji działa jak słoń w składzie porcelany, ale trzeba przyznać, że komunikat Ministerstwa Cyfryzacji nie pojawił się w najlepszym momencie, bo stosunki między Europą a Waszyngtonem są – delikatnie mówiąc – napięte. Do tego USA właśnie przygotowują cła odwetowe na 35 państw, które już wprowadziły u siebie cyfrowy podatek.

Teoretycznie nic w tym podatku kontrowersyjnego. Choć ok. 40 proc. zysków takich amerykańskich koncernów jak Meta, Amazon, Apple czy Google pochodzi z Europy, rejestrują one swoje filie w krajach, gdzie podatki są niskie, unikając rozliczeń tam, gdzie rzeczywiście generują przychód. 

Stąd podatek cyfrowy wprowadziły już m.in. Francja, Włochy czy Słowenia. Planowano go też w Polsce, ale w 2019 r. przyjechał do Warszawy wiceprezydent Mike Pence i rząd Mateusza Morawieckiego niespodziewanie wycofał swój pomysł.

Przez lata Waszyngton naciskał, by wstrzymać się z takimi rozwiązaniami, aż wypracuje je OECD. Organizacja już cztery lata temu je zaproponowała, ale Waszyngton blokował lub przedłużał negocjacje. Część krajów zaczęła więc wprowadzać cyfrowy podatek na własną rękę.

Po czym już pierwszego dnia urzędowania prezydent Trump ogłosił wycofanie się z wynegocjowanych w ramach OECD ustaleń i zalecił przygotowanie wspomnianych ceł odwetowych. Zapewne nie bez związku z faktem, że szefowie wszystkich wielkich koncernów technologicznych w USA wsparli Trumpa finansowo podczas kampanii wyborczej i dostosowują działania swoich firm do priorytetów nowej administracji.

W Polsce wdrożenie takiego podatku bez wątpienia jest potrzebne, choćby dla zdobycia funduszy na rozwój naszych firm technologicznych, by nadążały za resztą świata. Gdy jednak premier mówi „zobaczymy”, ma rację. Nie chodzi o to, czy mamy – jak mówi wicepremier Gawkowski – suwerenność w tworzeniu własnego prawa. Warto po prostu wcześniej dobrze skalkulować koszty.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 12/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Podatek cyfrowy? Się okaże