Czy mogę nie iść na film Gibsona?

Pasja nie weszła jeszcze na polskie ekrany, a już budzi poruszenie i podnoszą się głosy za i przeciw. Zamknięty pokaz dla wybranych owocuje coraz nowymi echami. Stąd i pytanie tytułowe: czy wolno będzie oprzeć się powstającej presji, już wyartykułowanej w zawołaniu to trzeba zobaczyć? Zostawiam na boku spór o ideologiczną warstwę filmu: jest antysemicki czy nie jest. Chodzi tylko o tezę (za którą już wielu się opowiedziało), że ta filmowa opowieść o męce i śmierci Chrystusa, przeraźliwie realistyczna, jest wierna prawdzie i może być pomocna wierzącym. Że człowiek, który wierzy w Chrystusa, ma powinność zobaczenia, jak było.
Czyta się kilka minut

Jest spór o to, czy Papież w ogóle wypowiedział takie słowa. Ale co one tak naprawdę znaczą? Zobaczyć, to posłużyć się zmysłami, odbierając przekazy uznane za rzeczywistość. Ale gdy chodzi o największą tajemnicę świata, a nie o odtworzenie szeregu takich czy innych faktów, choćby detalicznie pokazanych: czy naprawdę powinniśmy dać sobie wmówić, że zobaczymy na ekranie kinowym nie produkt ludzkiej wyobraźni, techniki i kreacji artystów, tylko prawdę?

Opowieści Ewangelistów, na cztery głosy rozpisane, nigdy nie wystarczały artystom. Ale to nie było proste unaocznianie tamtych świadectw. To było odniesienie się każdego z twórców do tajemnicy, którą Ewangelie i tradycja nam podarowały. Ich modlitwa, wstrząs, nieśmiały dotyk, niepokój, bunt, przerażenie, współczucie, co jeszcze? Nie ma dwóch takich samych Ukrzyżowań w dziejach malarstwa i rzeźby. Także artyści dźwięku, każdy na swój sposób, “czytają" Ewangelie. A lud odgrywa Pasję nie na prostej zasadzie, że “tak właśnie było", bo przecież każde misterium pasyjne ma swój osobny wyraz. Jego uczestnicy chcą wejść w tajemnicę Odkupienia nie jako w dawną historię, lecz w swoje “teraz". Teraz jest pojmanie, teraz sąd, droga krzyżowa i Golgota, bo to nasza teraźniejszość, raz jeszcze przemodlona słowem, gestem, naśladownictwem, o którym wie się, że tylko bardzo dalekie. Tak jak daleka jest tajemnica, której wymiaru nigdy nie zgłębimy do dna. I która jest najbardziej własna, kiedy milczymy o niej w kontemplacji.

Co tu ma do roboty ciekawość, która chciałaby przedstawić każdy detal męki Odkupiciela? Czy nie będzie pychą, a może nawet bluźnierstwem? Przyglądać się, jak cierpiał i ile, wmawiając sobie, że odtąd “już wiem"? Przecież dalej nie wiem, bo to tylko spektakl, bo reżyser nie storturował aktora na śmierć, tylko skumulował środki i techniki możliwie najlepiej udające tamte straszliwe godziny. Pytam, po co i kto to ma znieść, w jakim celu? Czy nasza wyobraźnia była dotąd, bez filmu Gibsona, za mało nasycona, by skłaniać nas do modlitewnego milczenia podczas Drogi Krzyżowej, podczas liturgii Wielkiego Piątku, podczas własnej lektury Mateusza, Łukasza, Jana i Marka? Każdy ma pewnie jakiś najbliższy sobie wizerunek Ukrzyżowanego, najbliższy nie dlatego, że najbardziej “podobny", tylko taki, przed którym (nawet tylko przywołując go w pamięci) najpewniej może się modlić albo milczeć - nie uciekając. Bo ileż razy to ucieczka jest jedynym, co potrafimy - i tak pewnie musi być. Byle potem wracać. A mówić jak najmniej, bo to grozi marnowaniem tajemnicy.

Jim Bishop przed pół wiekiem napisał książkę “Dzień, w którym umarł Chrystus". Przebieg Pasji to w niej zaledwie kilkanaście stron - a i to trudnych do udźwignięcia. Chyba jednak dosyć, by dopełnić przekazu tamtych czterech świadków. Jest jeszcze wiedza czerpana z Całunu Turyńskiego. Detale tej wiedzy wciąż są przedmiotem poszukiwań, prostowań, debat. Ale Kościół wyraźnie wskazuje, co z tą wiedzą mają począć wierzący, kiedy w Wielki Piątek, w czasie czytania Ewangelii Janowej, po słowach o skonaniu Jezusa każe nam uklęknąć i milczeć.

I dlatego pytanie, jak w tytule.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 09/2004