Człowiek teatru

Polska międzywojenna miała dość dużą świadomość teatralną, to znaczy reżyseria i aktorstwo nie były pojmowane jako zawody, ale jako powołanie i rodzaj służby publicznej. Miała też pojawiający się wtedy typ człowieka teatru, wychowanego na tym, co zostało z nawoływań Wyspiańskiego, Osterwy i Leona Schillera.

16.05.2004

Czyta się kilka minut

Takim człowiekiem teatru był Bohdan Korzeniewski, związany z warszawskim PIST­em, czyli Państwowym Instytutem Sztuki Teatralnej i edukowany m.in. we Francji, gdzie przebywał na stypendium. Kolegowałem się z nim w dwojaki sposób: na dyskusjach w mieszkaniu Arnolda Szyfmana, z udziałem Edmunda Wiercińskiego, i jako woźny Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie, ładujący z nim razem skrzynie z książkami na konne platformy.

Korzeniewski kierował Tajną Radą Teatralną w okupacyjnej Warszawie, która miała być organem nadrzędnym życia teatralnego w powojennej Polsce. Z jej inicjatywy Iwaszkiewicz przetłumaczył “Elektrę" Giraudoux, której pierwsze czytanie odbyło się 13 grudnia 1941 roku w mieszkaniu scenografki Teresy Roszkowskiej na Saskiej Kępie. Także z inicjatywy Rady powstały sztuki: Gajcego “Homer i Orchidea", Zawieyskiego “Masław", Andrzejewskiego i Zagórskiego “Święto Winkelrieda".

Wierciński, także na zlecenie Rady, zamówił u mnie przekład “Jak wam się podoba" Szekspira, ponieważ jest to sztuka o wygnanym księciu, a on wyobrażał sobie rychły powrót prawowitych władz i ich obecność na otwarciu teatrów. Latami sztukę wystawiano bez podania nazwiska tłumacza. Wierciński zamówił zresztą u mnie nie tylko ten przekład, ale także prolog do “Akropolis" Wyspiańskiego na otwarcie teatrów, który napisałem, ale nie bardzo mi się podobał. Podobno był proroczy, tak jakby napisany po Powstaniu Warszawskim, nie przed. Czy tak jest - nie pamiętam.

Bohdan Korzeniewski trafił do Oświęcimia nie z powodu swoich licznych działań podziemnych, lecz przypadkiem. Pisał właśnie artykuł do prasy podziemnej, kiedy Niemcy otoczyli jego blok na Żoliborzu i kazali wszystkim mężczyznom zejść na dół. Położył pióro w notesie i zszedł na dół.

Naszym przełożonym przy wykonywaniu prac w Bibliotece był Julian Pulikowski, postać dość enigmatyczna, bo Reichsdeutsch i żonaty z Niemką, ale on to przyczynił się do zwolnienia Korzeniewskiego z Oświęcimia, a sam zginął podczas Powstania kopiąc rowy na Żoliborzu.

Przypominam Bohdana Korzeniewskiego dlatego, że pozostawił po sobie książkę niewiele mającą wspólnego z teatrem, raczej z teatralnością życia. Dziełko to, pt. “Książki i ludzie", dowodzi, że potrzebna jest wprawa, żeby dojrzałą rzecz napisać. Korzeniewski wywodził się z ducha oświecenia, tzn. cenił trzeźwość i miał wielkie poczucie humoru. W swojej książce uprawia prozę realistyczną, która służy mu do pokazania paru miesięcy w Oświęcimiu, następnie przygód na terenie Biblioteki Uniwersyteckiej po wejściu do Warszawy sowieckich wojsk, a jeszcze później wyprawy gdzieś na Śląsk w poszukiwaniu książek wywiezionych przez Niemców.

Wszystko to są dramatyczne przygody, jak na przykład próby przekonania rosyjskich żołnierzy, że nie należy pić formaliny ze słojów po preparatach z gadami; starania te były daremne, wypili i umarli, a Korzeniewski został oskarżony o sabotaż. Pamiętał też scenę na pustej stacji gdzieś na Ziemiach Zachodnich, na której zatrzymał się pociąg wiozący zegary, każdy tykający w innym rytmie.

A donoszę o tym dlatego, że dzisiaj dziwi mnie ubóstwo materiału wziętego z życia i przekazanego w literaturze. Inaczej mówiąc: takie książki jak Korzeniewskiego są skarbami zaledwie utrwalonej historii i podobnie jak “Pamiętnik z Powstania Warszawskiego" Białoszewskiego czy “Budowałam barykadę" Anny Świrszczyńskiej powinny znaleźć się w repertuarze lektur szkolnych jako przykłady pisania jakby przypadkiem, bez nacisku na stronę formalną dzieła, a przecież bardziej wymowne niż utwory powstające z namaszczeniem i poważnym artystycznym zamysłem.

W “Książkach i ludziach" odnajduję charakter człowieka, nieco kostyczny, ze skłonnością do suchego humoru i nie bardzo mogę zrozumieć, jak to się stało, że tak wybitna książka pojawiła się i znikła jakby bez śladu. Korzeniewski, który powinien być wspominany jako reżyser czy adaptator sztuk, zostawił dziełko, które można by uznać za okolicznościowe, ale nim nie jest.

A może było nieco inaczej? Może to właśnie człowiek teatru opisał, co mu się przydarzyło? Jakby te przypadki wołały o odnotowanie, ponieważ życie okazało się niezrównanym autorem komicznym. A miał Korzeniewski umiejętność wyczucia obiektywnego komizmu. Zresztą potrafił być też Katonem bardzo surowym, jeżeli chodzi o zachowania aktorów podczas wojny i następnie w PRL. W rozmowach z Małgorzatą Szejnert pt. “Sława i infamia" wytknął i mnie wypowiedź na sesji, podczas której atakowano go za rzekomo nierealistyczne stroje w sztuce “Śmierć Tariełkina" Aleksandra W. Suchowo-Kobylina. Chciałem dobrze, a wypadło inaczej. Nie będziemy się o to spierać. Bo nie ten szczegół jest ważny w moim wspomnieniu o Bohdanie Korzeniewskim.

Po wojnie zasłynął jako tropiciel “czarownic", tzn. aktorów, którzy oficjalnie, za zezwoleniem władz niemieckich, grali lekki repertuar w okupacyjnej Warszawie, przyciągając notabene tłumy publiczności. Sam reprezentował moralność niejako laicką, wysokie wymagania stawiając godności człowieka.

Felietony Czesława Miłosza drukowane w “TP" do numeru 17/04 ukazały się w książce pt. “Spiżarnia literacka" wydanej przez Wydawnictwo Literackie.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 20/2004