Czesi „za” - bez progu i wbrew wielu liderom

Czyta się kilka minut

Wszystko dobre, co się dobrze kończy. 13 i 14 czerwca Czesi jako ostatni przed wakacjami wypowiadali się w referendum w sprawie członkostwa w Unii Europejskiej. Ponad 77 proc. głosujących Unię poparło i wszyscy odetchnęli z ulgą. W Czechach, w przeciwieństwie do Polski czy Słowacji, nie było progu frekwencji: wynik głosowania był wiążący bez względu na to, ilu Czechów wzięłoby w nim udział. A i tak głos oddało ponad 55 proc. uprawnionych. Nie było też jednak żadnego asa w rękawie w postaci parlamentu, który w przypadku fiaska referendum mógłby przegłosować przystąpienie do Unii.

Co prawda z sondaży wynikało, że zwolennicy akcesji przeważają nad jej przeciwnikami, ale ostatnimi czasy wiele badań opinii się nie sprawdziło. Niepewność zwiększało też zachowanie czeskich polityków, przede wszystkim prezydenta Vaclava Klausa. Nie chciał on zdradzić, jak będzie głosować, podkreślał za to, że wchodząc do Unii Czesi tracą część suwerenności, a powinni się nią nacieszyć nieco dłużej. Niektórzy z polityków opozycyjnej prawicowej ODS, macierzystej partii Klausa, otwarcie mówili, że będą głosować na „nie”, choć oficjalnie ich ugrupowanie opowiada się za członkostwem w Unii. Na dodatek jeden z liderów ODS Jan Zahradil dzień przed referendum ostentacyjnie wycofał się z prac Konwentu Europejskiego - protestując przeciwko - jak to ujął - tworzeniu superpaństwa europejskiego. Równocześnie kilku członków kierownictwa partii komunistycznej, Unii programowo przeciwnej, zapowiedziało, że będzie głosować na „tak”. Wszystko to musiało potęgować zamęt w głowach obywateli. Ostatecznie za Unią zagłosowało prawie 90 proc. sympatyków ODS i niespełna 40 proc. elektoratu komunistów. Pokazało to, że w decydujących chwilach ludzie bywają mądrzejsi niż ich polityczni reprezentanci i wcale nie potrzebują, aby im mówić, co mają robić.

Nie znaczy to, że Czesi są euroentuzjastami - w końcu przeciwko członkostwu opowiedziało się prawie 23 proc. głosujących. To sporo, ale wahanie jest dla Czechów charakterystyczne. W 1999 r., kiedy dzień przed rozszerzeniem NATO o Polskę, Czechy i Węgry w Warszawie i Budapeszcie mroziły się szampany, szef czeskiej dyplomacji Jan Kavan wprawił w osłupienie ówczesnego sekretarza generalnego Sojuszu Javiera Solanę pytaniem, czy z NATO można się kiedyś wypisać. Teraz Czesi są w NATO cenieni - m.in. sojusz powierzył im stworzenie pierwszego międzynarodowego batalionu obrony przeciwchemicznej. Być może za kilka lat i Vaclav Klaus stanie się euroentuzjastą.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 25/2003