Czego nie powiedziałam

Pan Jarosław Makowski w komentarzu ,,Realizm polityki" (,,TP" nr 40/03) był uprzejmy zatrzymać się nad moim stwierdzeniem, że prawo tworzy się uzgadniając różne interesy i uwzględniając różne układy polityczne. Był jednocześnie uprzejmy podać nieprawdziwą informację, jakobym powiedziała, że prawa nie da się pisać przy otwartej kurtynie, a robi się to jedynie w formie salonowych oraz gabinetowych gier i powiązań. Niczego takiego nie powiedziałam. Powiedziałam natomiast, i to podtrzymuję, że prawo jest wypadkową gry interesów i siły różnych układów politycznych (bo w ogóle demokracja jest sposobem uzgadniania interesów), a nie bajkowym światem, w którym ustawodawca doznaje iluminacji i pisze bez dyskusji, konsultacji i pod okiem kamer doskonałą, zadowalającą wszystkich ustawę.
Czyta się kilka minut

Jeżeli Pan Makowski uważa, że tak się dzieje, to zapewne nie słyszał nigdy o istnieniu Komisji Trójstronnej, w której uzgadnia się - i to w formie mało przystającej do konwencji salonu - różne stanowiska związków zawodowych i pracodawców; nie słyszał o żmudnym procesie uzgodnień międzyresortowych; nigdy też pewnie nie był na posiedzeniu podkomisji i komisji sejmowych, gdzie właśnie uzgadnia się interesy, także z udziałem ekspertów i lobbystów. Rzecz tylko w tym, by oni nie narzucali swych partykularnych interesów posłom, którzy w większości nie mają niestety pojęcia, co może się kryć za przepisami, gdyż nie są do pracy legislacyjnej merytorycznie przygotowani. Ta oczywistość prowadzi mnie do wniosku, że Pan Makowski o procesie stanowienia prawa nie ma zielonego pojęcia. Ten proces w większości przebiega jawnie (przynajmniej dla zainteresowanych), choć zakulisowe naciski też istnieją. Ostatecznie ważne jest jednak, czy im się ulega czy nie, a więc w jakim kształcie projekt przyjmuje rząd i ostatecznie uchwala Sejm.

Jawnie i w publicznej dyskusji powstawała także nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji. Mógł to zobaczyć każdy, kto choć raz był na posiedzeniu sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, gdzie strony sporu wykładały racje i nikt nie ukrywał, że w tym sporze idzie o wielkie interesy i wielkie pieniądze, które prywatni nadawcy zainwestowali i chcieli mieć gwarancje rozwoju, obawiając się dominującej pozycji telewizji publicznej, najbardziej agresywnego gracza na rynku reklamy. Rzecz w tym, że ich nie słuchano, że rząd próbował przeforsować swą wizję silnych mediów publicznych, a ponieważ okazał się za słaby na wojnę z mediami, ustawa ostatecznie padła. Doprawdy, aż wstyd, że takiego elementarza legislacji nie zna komentator tak cenionego przeze mnie tygodnika.

Nie rozumiem natomiast, dlaczego przy takim realnym procesie stanowienia prawa ktoś miałby przestać ścigać przestępców ani jaki związek ze sprawą ma to, że zostałam Dziennikarzem roku 2002. Tu jakoś w wywodach komentatora ,,TP" nie widzę żadnej logiki, oprócz logiki ,,przyłożenia" mi tylko dlatego, że kiedyś tam odniosłam jakiś sukces. W tym dziele Pan Makowski nie jest zresztą ani pierwszym, ani zapewne ostatnim.

JANINA PARADOWSKA

Gdyby czytać literalnie to, co napisała Pani Janina Paradowska, trzeba byłoby uznać za standard, że przy pisaniu ustawy medialnej minister Aleksandra Jakubowska mogła na papierze firmowym, bez wiedzy ministra kultury Andrzeja Celińskiego, napisać do premiera, że chce się tą ustawą zajmować; że nieznani są autorzy poprawek do projektu przysłanego rządowi przez KRRiTV; że w projekcie pojawiły się nagle słowa “lub czasopisma" i równie szybko zniknęły; że projekt mógł być zmieniany po tym, jak przyjął go rząd, a decydowała o tym minister Jakubowska; że nad projektem ustawy pracowali i tacy ludzie, którzy nie mieli do tego prawa - np. prawnik Krajowej Rady Janina Sokołowska; że opinie zainteresowanych środowisk zbierane były wieczorami za pomocą e-maili itd. Czy tak miałoby wyglądać powstawanie prawa w państwie demokratycznym?

Nie wierzę, by Pani Paradowska godziła się na takie standardy.

JAROSŁAW MAKOWSKI

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 42/2003