Czas na to, co najważniejsze

Irlandzkie "tak" dla traktatu lizbońskiego kończy pozimnowojenny etap w historii europejskiej integracji.
Czyta się kilka minut

Był to czas politycznej i geograficznej ekspansji Wspólnot, której towarzyszył proces wewnętrznych dostosowań: reformy instytucji i zmiany układu sił między państwami. Jeśli prezydent Czech złoży podpis pod dokumentem wynegocjowanym w Lizbonie dwa lata temu, członkowie Unii będą w końcu mogli zająć się tym, do czego Unia została stworzona: niesieniem stabilności, dobrobytu i bezpieczeństwa w Europie i poza nią. Tylko czy zechcą? Brak "Lizbony" był wygodnym pretekstem nie tylko do omijania niewygodnych problemów (jak przyszłość rozszerzenia czy rywalizacja w polityce zagranicznej), ale i sposobem dla realizacji interesów narodowych bez oglądania się na dobro wspólne. Naiwnością byłoby oczekiwanie, że teraz wszystko się zmieni.

Ostatnie kilka lat to okres między, z jednej strony, największym rozszerzeniem Unii a najgłębszym kryzysem finansowym i gospodarczym z drugiej. Po drodze była wojna w Iraku, odrodzenie rosyjskiego imperializmu i zmiana w polityce zagranicznej USA. Wydarzenia te w większym stopniu określiły ewolucję polityczną Europy niż pisany dla niej traktat konstytucyjny, którego gorszą wersją jest traktat lizboński. Ale nie dały one odpowiedzi na pytanie, czym będzie Unia w przyszłości: jak zamierza przełamać wewnętrzną stagnację i wyleczyć się ze sklerozy w polityce zagranicznej?

Wreszcie nadszedł moment na stawianie pytań, od których przez ostatnie lata uciekaliśmy. Dla większego utożsamiania się społeczeństw z integracją europejską taka dyskusja jest ważniejsza niż nowe instytucje.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2009