Czarny koń norweskiego metalu

Trzeba bardzo, ale to bardzo uważać, najlepiej na nic się nie godzić, przysług nie wyświadczać, bliźnim nie dopomagać, losu nie kusić, nawet jeśli wielce nieprawdopodobny.
Czyta się kilka minut

​A co najważniejsze: pod żadnym pozorem nie dać się wybrać! Gylve „Fenriz” Nagell, wokalista blackmetalowej grupy Darkthrone, zapewne już to wszystko wie, niestety, mądry po szkodzie...

I na co mu to było? Legendarny metalowiec mógł pielęgnować swój ogródek z dala od politycznych zawieruch, w wieży z kości słoniowej dopieszczać krwawe liryki, nakładać odpowiednio przerażający makijaż, obmyślać twórcze strategie z Nocturno Culto czy innym Zephyrousem. Twórca fundamentalnych w swoim gatunku dzieł o wszystko mówiących tytułach: „A Blaze in the Northern Sky”, „Under A Funeral Moon”, „Transilvanian Hunger” czy po prostu „Panzerfaust”, powinien pozostać głuchy na prośby przedstawicieli niszowej partii. Ale nie pozostał, odebrał telefon – pomimo że nigdy nie odbiera telefonów nieznajomych, ale akurat owego przeklętego dnia czekał na elektryków – i dał się wrobić, daleko na listę wpisać. Uwierzył, naiwny, że muszą kimś listę dopchać, że wpisują go „dla pro formy”, że nie ma żadnych szans, żeby go wybrali do rady miasta. Gylve „Fenriz” Nagell zawczasu się zabezpieczył, upubliczniając gorącą prośbę do fanów, żeby pod żadnym pozorem, broń Boże, na niego nie głosowali. Do prośby dołączył swój fotograficzny portret z kotkiem – zaiste, po ujrzeniu tego konterfektu żaden koneser blackmetalu po prostu nie powinien był oddać głosu na wokalistę Darkthrone.

Nie wiadomo, jak się to stało, być może kociarzy jest akurat w Norwegii po prostu więcej niż blackmetalowców, ale doszło do tragedii Fenriza, gdyż ostatecznie został wybrany do rady miasta. Kariera polityczna ludzi związanych z szeroko rozumianą kulturą na pstrym koniu jeździ, czarnym koniem nie jest się wiecznie, wokalista Darkthrone wszak nie jest w ciemię bity, zapierał się i wierzgał, a jednak dał się wrobić. Teraz posiedzi na posiedzeniach, rękę koalicyjnie będzie musiał podnosić, udawać, że papiery jakieś czyta, z sytuacją geopolityczną na szczeblu lokalnym się na bieżąco zapoznaje, za jakieś decyzje kolegialnie nieswoje odpowiedzialność być może brać będzie... masakra!

Cztery lata piekielnej męki, będzie musiał to pogodzić z metalową działalnością, a na dodatek jeszcze pracuje na pół etatu na poczcie. Czarny koń lokalnego szczebla do dziś z niedowierzaniem kręci głową. Niepotrzebnie odebrał telefon. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2016